Mateusz Kuźnik marzył, by zostać korespondentem zagranicznym, ewentualnie tłumaczem. Od sześciu lat pracuje jako anglista w “Trójce” i właśnie – razem z setką młodych nauczycieli – awansował na nauczyciela mianowanego.

W czasie wakacji przed komisjami powołanymi przez Urząd Miasta Zielona Góra stanęła w sumie setka nauczycieli początkujących i kontraktowych ubiegających się o stopień nauczyciela mianowanego (to drugi stopień awansu zawodowego – w trzystopniowej skali – w obecnym systemie oświaty). – Dla wszystkich egzamin zakończył się pozytywnie – potwierdza Kamilla Jur, szefowa Departamentu Oświaty, Kultury i Sportu Urzędu Miasta Zielona Góra. Największą grupę stanowili nauczyciele wychowania przedszkolnego i edukacji wczesnoszkolnej, nauczyciele specjaliści (psycholodzy, pedagodzy) oraz nauczyciele języka angielskiego. Polskie szkoły zmagają się z coraz większymi brakami kadrowymi. Kadra pedagogiczna starzeje się w bardzo szybkim tempie. Średnia wieku nauczycieli w Polsce wynosi obecnie około 47–48 lat (według danych Instytutu Badań Edukacyjnych i międzynarodowych badań TALIS).

Jak został pan anglistą?

Mateusz Kuźnik: -Przez przypadek. Studiowałem anglistykę. Pod koniec studiów, jeden z nauczycieli języka angielskiego z III LO, Kuba Kowalczyk zapytał mnie, czy nie chciałabym spróbować swoich sił w szkole. Znaliśmy się ze szkoły, bo kończyłem „Trójkę”. Do wzięcia była cząstka etatu: raptem pięć godzin tygodniowo. Ale za to w klasie maturalnej.

I co, od razu się pan zgodził?

Tak, postanowiłem zderzyć się z system oświaty. Choć absolutnie nie marzyłem wtedy o posadzie nauczyciela. Chciałem zostać dziennikarzem, najlepiej zagranicznym korespondentem, ewentualnie tłumaczem. Ale … na wszelki wypadek, gdyby nic nie wyszło z moich marzeń, zrobiłem na studiach specjalizację nauczycielską. To miał być plan B.

Co zniechęcało pana do szkoły?

Po pierwsze – wieczny hałas. Cały ten zgiełk. Z tego powodu nie mógłbym pracować w szkole podstawowe, bo w liceum nie jest jeszcze aż tak źle. Po drugie –dyspozycyjność. W szkole nie możesz wziąć urlopu, kiedy chcesz i wyjechać np. w góry. Tu urlop masz wtedy, kiedy są ferie i wakacje. Najbardziej przerażało mnie jednak widmo rutyny. Głupio mi teraz się przyznać, ale dość długo żyłem w przeświadczeniu, że zawód nauczyciela jest bardzo przewidywalny, i zwyczajny nudny, co jest zwyczajnie nieprawdą. Tymczasem zaskoczyło mnie zupełnie co innego.

Co?

Kiedy zaczynałem pracę, wciąż studiowałem, a moi uczniowie – wówczas maturzyści – byli tylko pięć lat młodsi ode mnie. Początkowo trudno było mi wyznaczyć granice uczeń – nauczyciel. Bo bardzo zależało mi, by być nauczycielem, jakiego sam chciałbym mieć. Kimś na kim można polegać, komu można zaufać, kimś, kto cię wspiera. Jest pomocny, empatyczny, wyrozumiały. Nie chciałem kopiować stylu bycia moich sporo starszych kolegów i uchodzić za „poważnego profesora”, bo zwyczajnie nim nie byłem. Wydawało mi się to wręcz sztuczne i dziwacznie nienaturalne. Urodziłem się w 1998 roku. Dzieciaki ze szkoły widziały we mnie trochę starszego brata. I kilkoro uczniów zaczęło zwracać się do mnie po imieniu.

Pewnie nie wszystkim to się w szkole spodobało.

W „Trójce” pracują świetni nauczyciele, ale w większości bardzo doświadczeni. Takich pokoleniowych “Zetek” jak ja, jest niewiele. Część grona pedagogicznego uznała, że za bardzo spoufalam się z licealistami. I nie zawsze zachowuje stosownie, bo np. na lekcjach chodzę z kubkiem herbaty po klasie.

I jak się to skończyło?

Dobrze. Zmieniłem się trochę i wiele w tym zasługi mojego mentora, Kuby Kowalczyka. Nauczyłem się nie tylko stawiać granice, ale także oddzielać życie zawodowe od prywatnego. Co nie było łatwe, bo moja dziewczyna też pracuje w szkole. Uczy w podstawówce muzyki.

Myślę, że szkoła też się zmienia. Tak, czy inaczej przełamałem lody z gronem pedagogicznym. I właśnie zaczynam szósty rok pracy w szkole. Mam już za sobą jedno “wychowawstwo”. I czuję się spełniony w pracy. Tak bardzo, że nawet nie narzekam na pieniądze. Choć pewnie jako tłumacz czy korespondent zarobiłbym więcej.

Od sześciu lat Mateusz Kuźnik pracuje jako anglista w zielonogórskim III LO. Właśnie został nauczycielem mianowanym.

Zdjęcia: W. Czulak