Od lat jeżdżą do Czarnobyla z kamerą, by dokumentować losy ludzi żyjących na marginesie świata. Dziś ich filmy trafiają na międzynarodowe festiwale, platformy streamingowe i zdobywają nagrody za oceanem. Zielonogórska grupa Green Mountain Pictures udowadnia, że kino niezależne można tworzyć daleko od Warszawy czy Łodzi. Choć nie zawsze jest to łatwa droga.

Fot. Green Mountain Pictures / Droga donikąd
Zielona Góra nie kojarzy się z przemysłem filmowym. A jednak właśnie stąd pochodzi Green Mountain Pictures – wytwórnia, której filmy ogląda się w Japonii, Niemczech i na Amazon Prime Video. Z grupą mocno związany jest reżyser Amadeusz Kocan oraz odpowiadający za efekty komputerowe i stronę techniczną Bartosz Wabno.
Żaden z nich nie kończył szkoły filmowej. Warsztatu uczyli się metodą prób i błędów, zaczynając od amatorskich produkcji, które realizowali jeszcze jako nastolatkowie. Dziś bywają na międzynarodowych festiwalach, ale początki były dalekie od czerwonych dywanów.
Powiedziano, że wyjadą na trzy dni
Na ich filmowej drodze największe piętno odcisnął Czarnobyl. Do elektrowni pojechali po raz pierwszy w 2016 roku. Kocan szukał plenerów do swojego pierwszego pełnometrażowego filmu. Przy okazji poznał Krystiana Machnika z Napromieniowani.pl, organizatora akcji humanitarnej dla dawnych mieszkańców strefy zamkniętej. Jedno spotkanie pociągnęło za sobą kolejne.
W strefie nie mieszkają tylko duchy przeszłości. Mieszkają tam prawdziwi ludzie – tzw. samosioły, którzy po katastrofie w 1986 roku zostali wysiedleni, dostali byle jakie mieszkania w miastach i… wrócili. – Bo zabrano im ziemię, gospodarstwa i domy, a w zamian często oferowano niewielkie mieszkania lub pojedyncze pokoje – wyjaśnia Wabno.
– Powiedziano im, że wyjadą na trzy dni. Okazało się, że na zawsze – mówi Kocan. – Wracali do swoich domów, które były już rozgrabione przez szabrowników. Potem znowu ich wyrzucano. I znowu wracali. I są tam do dzisiaj.
Jedna ze spotkanych przez Zielonogórzan babuszek ma ponad 100 lat. Mieszka w wiosce, w której żyje siedem osób. Sklep obwoźny przyjeżdża raz w miesiącu. Wabno i Kocan mówią na tę wieś „stolica”, bo jest najbardziej zaludnionym miejscem w okolicy.
– Jak się dowiedziała, że przyjeżdżamy, wygadała się sąsiadce. Na drugi dzień minus dwadzieścia cztery stopnie, śnieg po kolana i cała wioska odśnieżona. Kilka kilometrów drogi. Żebyśmy bezpiecznie dojechali- opowiada Kocan.
Pytam, jak jednym słowem opisać tych ludzi. – Są po prostu niebywale wytrwali – bez wahania wskazuje Wabno.
Kocan dodaje, że te wyjazdy zmieniły jego spojrzenie na życie: – Człowiek przestaje się przejmować pierdołami. W głowie cały czas jest z tyłu: co ja gadam, co z tego, że coś nie wyszło.
Być może w tym należy szukać odpowiedzi, dlaczego nakręcona przez zielonogórzan postapokaliptyczna „Droga donikąd” rozgrywa się w świecie, w którym wydarzenia związane z Czarnobylem doprowadziły do katastrofalnej wojny między Rosją a Chinami. To nie tylko gatunkowa zabawa.
– Widzimy po tych ludziach, że nic nie mają, a zastawiają stół wszystkim, co posiadają. I to, jak cenne jest dla nich spotkanie z drugim człowiekiem – mówi reżyser.
– Patrząc na ich życie człowiek sam docenia, ile posiada – dodaje Wabno.
Zaangażowanie filmowców w działalność humanitarną trwa do dziś. Dwa miesiące temu Kocan wrócił z kolejnego wyjazdu – tym razem już z materiałem dokumentalnym z czasu wojny. Na terenach strefy zamkniętej stoją dziś wojska, a babcie, które przeżyły drugą wojnę światową i wybuch reaktora mówią, że to dla nich trzeci koniec świata.
Co się liczy w filmie
Green Mountain Pictures to dziś kilkuosobowy rdzeń – operator, dźwiękowiec, kostiumograf, kompozytor, specjalista od pirotechniki. Przy większych projektach dochodzą osoby z zewnątrz. Kocan odpowiada przede wszystkim za stronę reżyserską i rozwój projektów, Wabno za efekty komputerowe i kwestie techniczne.
Wabno wszystkiego uczył się sam – od amatorskich filmów, przez pracę przy fanowskim filmie wiedźmińskim „Pół Wieku Poezji Później”, aż po współpracę z twórcami związanymi z warszawską szkołą filmową. Od kilku lat regularnie tworzy również animacje i materiały dla kabaretów Polsatu. Obaj się zgadzają, że filmowiec powinien zaczynać od dokumentu.
– Musisz ogarniać wszystko sam. Nagrać dźwięk, obraz, wyreżyserować. Być trochę niewidzialnym. Poznać człowieka, poczekać aż się otworzy i wybrać ten moment, kiedy wiesz, że powiedział prawdę, a nie coś pod kamerę – tłumaczy Kocan.
O problemach współczesnego kina mówią bez ogródek. Ich zdaniem wielkie studia wolą inwestować we franczyzy niż w oryginalne pomysły, bo to bezpieczniejsze finansowo.
– Wytwórnie nie chcą już ryzykować. Przy dużych produkcjach, zwłaszcza na Zachodzie, po prostu w tabelkach się musi wszystko zgadzać – tłumaczy Wabno. W Polsce bywa podobnie, dlatego ekipa Green Mountain przez lata finansowała swoje projekty z własnej kieszeni.
– Kiedy pojawia się ktoś z pieniędzmi, często chce zrobić swój film, a nie film artysty, który ma własny pomysł. Nie ma kultury zaufania do twórcy. A tylko wtedy można stworzyć coś naprawdę nowego – dodaje Kocan.
Nagrody, festiwale, Japonia
Mimo skromnych budżetów filmy Green Mountain Pictures trafiają na duże ekrany. „Droga donikąd” była pokazywana podczas Festiwalu Filmów Polskich w Los Angeles – największego przeglądu polskiego kina poza granicami kraju, gdzie swoje produkcje prezentowali wcześniej m.in. Wojciech Smarzowski czy Paweł Pawlikowski. Zielonogórzanie wrócili stamtąd z główną nagrodą w kategorii filmów niezależnych.
Byli również na festiwalu Snowdance w niemieckim Essen. – Samo dostanie się do selekcji jest ogromnym sukcesem. A potem nagle okazuje się, że ktoś kupuje bilet na twój film w niemieckim kinie. To nadal robi wrażenie – przyznają.
Wcześniejszy dokument „Czarnobyl: Ludzie ze stali” zdobył uznanie publiczności podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Z kolei „Ostatni samotnik” – choć sami twórcy oceniają go dziś znacznie surowiej niż późniejsze produkcje – trafił do japońskiej dystrybucji, otrzymał pełny dubbing i był emitowany w tamtejszych telewizjach oraz serwisach streamingowych.
Wszystkie najważniejsze produkcje Green Mountain Pictures można oglądać na Amazon Prime Video. „Droga donikąd” pojawiła się nawet w ścisłej czołówce najpopularniejszych filmów na polskim Amazonie, rywalizując z produkcjami dysponującymi wielokrotnie większymi budżetami.
Sukcesy za granicą kontrastują boleśnie z tym, co dzieje się na lokalnym podwórku. W Polsce o Green Mountain Pictures pisały ogólnopolskie media, zapraszały ich telewizje, a na festiwalach w Los Angeles czy Warszawie dostawali nagrody. W regionie lubuskim przez lata byli praktycznie niewidzialni. Ich filmy nie zostały zakwalifikowane na Lubuskie Lato Filmowe ani na Solanin Film Festiwal. Od organizatorów jednej z imprez dostali informację, że mają do wyboru filmy lepszej jakości. – Nasze wrażenie było takie, że im dalej od Zielonej Góry, tym bardziej się nami interesowali – mówią z nutą rezygnacji nasi rozmówcy.
Co dalej?
W planach są dwa projekty. Pierwszy to dokument z Ukrainy czasu wojny – nakręcony podczas kilku wyjazdów do strefy czarnobylskiej po rosyjskiej inwazji. Materiału jest ponad 200 godzin. Muzykę tworzy zielonogórski kompozytor Zbigniew Tyc. Teraz trwa poszukiwanie finansowania, które pozwoli zamienić ogrom zgromadzonych nagrań w pełnometrażowy film.
Drugi projekt to coś zupełnie nowego – gangsterska fabuła osadzona w Zielonej Górze i szerzej w Lubuskiem.
Twórcy myślą o klimacie lat 90., choć nie wykluczają również bardziej umownego czasu akcji. Najważniejsza ma być atmosfera miejsca i bohaterowie. Nie będzie pompatycznych mafijnych rodzin rodem z „Ojca chrzestnego”. Twórcy myślą raczej o surowym, kameralnym kinie bliższym „Pulp Fiction”, skupionym na postaciach i lokalnej historii.
– Chcemy, żeby kamera podążała za bohaterami. Film ma być surowy, niemal dokumentalny w formie – mówi Wabno. Po Czarnobylu, wojnie i postapokalipsie przyszła pora na Zieloną Górę. Można sobie wyobrazić gorszy plan filmowy.
(md)

Fot. Bartosz Mirosławski / Reżyser Amadeusz Kocan oraz odpowiadający za efekty komputerowe i stronę techniczną Bartosz Wabno

Fot. Green Mountain Pictures / Czarnobyl: Ludzie ze stali

Fot. Green Mountain Pictures / Czarnobyl: Ludzie ze stali

Fot. Green Mountain Pictures / Droga donikąd

Fot. Green Mountain Pictures / Droga donikąd

Fot. Green Mountain Pictures / Droga donikąd

