Fot. Zbiory Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze / Lata 70. XX wieku. Technolog Franciszek Opaska w salce degustacyjnej, tzw. kapliczce

To kolejny artykuł o zielonogórskim winie, który ukazał się w prestiżowym “New York Timesie”. Do tej pory był u nas nieznany. W 1959 r. korespondent gazety z humorem opisywał wizytę w piwnicach Lubuskiej Wytwórni Win przy ul. Moniuszki.

Rok temu przy okazji Winobrania pisałem o relacji z zielonogórskiego święta wina, która w 1966 r. ukazała się w amerykańskiej gazecie “New York Times”. Artykuł autorstwa Henry’ego Kamma pt. “Polacy piją piwo na Święcie Winobrania. Wino rodzimej produkcji jest kwaśne, ale nastroje nie” do tej pory był u nas nieznany. Podobnie jest z drugim tekstem, który ukazał się siedem lat wcześniej, 12 kwietnia 1959 r. Też dotyczył winiarstwa. Publikujemy go po raz pierwszy w polskim tłumaczeniu.

Autorem był nie byle kto – A.M. Rosenthal. To późniejszy (w latach 1977-1986) redaktor naczelny “New York Timesa” i znany amerykański dziennikarz. W latach 1958-59 był korespondentem gazety w Polsce, pisał też o Europie Wschodniej. Został wydalony przez komunistyczne władze za to, że krytycznie opisał I sekretarza Władysława Gomułkę. W 1960 r., czyli rok po zamieszczeniu relacji z Zielonej Góry, Rosenthal otrzymał Pulitzera – najważniejszą nagrodę dziennikarską na świecie. Nagrodzono go za reportaż międzynarodowy, za “przenikliwe i miarodajne” relacje z Polski. Zmarł w 2006 r. w wieku 84 lat.

Artykuł nie jest długi, zamieszczamy go w całości w polskim tłumaczeniu. Autor przedstawia w nim swoje spostrzeżenie z wizyty w Lubuskiej Wytwórni Win przy ul. Moniuszki. Opisywana scena zapewne miała miejsce w przepastnych piwnicach, w tzw. kapliczce, czyli specjalnej salce degustacyjnej, gdzie zapraszano specjalnych gości.

LWW kontynuowała tradycje przedwojennej wytwórni win musujących Augusta Gremplera, która powstała w 1826 r. W tym roku świętujemy więc 200 lat zielonogórskiego wina musującego. Wytwórnia założona przez Häuslera, Förstera i Gremplera była pierwszą taką poza Francją.

Lubuska Wytwórnia Win upadła w 1999 r. Dziś w dawnej Winiarni działa klub snookerowy i kręgielnia Marcina Nitschke. Artykuł z jednej z najważniejszych gazet na świecie jest kolejną cegiełką do opowieści o tym ważnym miejscu.

PS Lubuska Wytwórnia Win w 1966 r. zaczęła eksportować do Stanów trunki produkowane w Zielonej Górze. Były to głównie tzw. gąsiorki – słodkie wino owocowe w ozdobnych, oplatanych sznurkiem butelkach. Sprzedawano różne, m.in.: jabłkowe, z czarnej porzeczki, jeżynowe, jagodowe, śliwkowe czy agrestowe. Furory w USA jednak nie zrobiły.

POLACY UPATRUJĄ NADZIEI W RODZIMYCH WINACH

Produkty państwowej wytwórni uważane za głównego sojusznika w walce z alkoholizmem

Autor: A. M. Rosenthal

12 kwietnia 1959 r.

ZIELONA GÓRA, Polska, 26 marca — „Wino!” wykrzyknął z uniesieniem dyrektor. „Wino to największy sojusznik państwa w walce z alkoholizmem!”.

Miało to miejsce po dość energicznym, półgodzinnym badaniu w piwnicy degustacyjnej wytwórni win. Początkowo wszyscy z rozwagą pokiwali głowami. Po chwili jeden z gości, z uniesioną szklanką, gwałtownie odwrócił głowę w stronę dyrektora.

— „W walce z alkoholizmem, tak pan powiedział?” – zapytał łagodnie gość. — „Oczywiście” – odparł dyrektor, lekko pociągając za swój beret. „Wódka!” – oświadczył surowo. „Wódka jest wrogiem”. — „Ale wino” – kontynuował i zrobił pauzę, by rozkoszować się tym słowem – „wyprzemy wódkę za pomocą wina!”.

Kiper, postawny mężczyzna stojący za stołem, entuzjastycznie pokiwał głową.

— „Wino można pić jak lemoniadę” – powiedział degustator. Rozejrzał się po sali wyłożonej stojakami na butelki i rzędami beczek, szukając korkociągu. Potem przypomniał sobie, że go nie ma. Wyciągnął korek, uderzając dnem butelki o krawędź stołu. Następnie nalał więcej wina do szklanek. — „Jak lemoniadę” – powiedział z radością.

Wychwalanie jego zalet

Wszyscy wznieśli toast za pokonujące wódkę, prozdrowotne i przypominające lemoniadę właściwości polskiego wina.

Wytwórnia win w Zielonej Górze, ładnym mieście na dawnych niemieckich terytoriach zachodniej Polski, jest jedyną w Polsce, która produkuje wino z polskich winogron. Być może najbardziej satysfakcjonującą rzeczą w niej jest to, że odwiedzający może zostawić za bramą swoje ponure poszukiwania statystyk i społecznego znaczenia – będące częścią mentalnego bagażu obcokrajowców w krajach komunistycznych.

Zakład został zbudowany przez niemieckich właścicieli w 1826 roku i jest obecnie zarządzany przez polski rząd. Produkuje 4,5 miliona litrów wina rocznie – z czego jedną trzecią stanowi wino gronowe, a resztę wino owocowe. (Jeden litr to nieco ponad kwarta).

Statystyki mają podstępny zwyczaj wkradać się niepostrzeżenie nawet do piwnicy degustacyjnej. W wielkich beczkach, z których część ma ponad 100 lat i jest dwa razy wyższa od dorosłego mężczyzny, leżakuje ponad 8 milionów litrów wina.

Polacy nie są narodem pijącym wielkie ilości wina, ale spożywają około 100 milionów litrów wina rocznie, w większości produkowanego z winogron importowanych z innych krajów komunistycznych.

Kiper przyniósł kolejną butelkę. — „Urodzone na Węgrzech, wychowane w Polsce” – ogłosił.

Po jakimś czasie profesjonalizm zaczął zwyciężać nad patriotyzmem. Degustator nalał lekkie białe wino – bardzo lekkie. — „Jak wam smakuje?” – zapytał dyrektor. — „Bardzo dobre” – odparł uprzejmy gość. — „Bardzo dobre dla dzieci” – burknął mniej uprzejmy gość.

Dyrektor skinął ponuro głową. „Słabe” – powiedział. „Słabe”. — „Zresztą” – dodał – „Polacy nie lubią lekkich win. Lubią słodkie i mocne. Spróbujcie trochę dobrego miodu pitnego. Słodki i mocny. Bardzo dobrze sprzedaje się w Krakowie”.

Podczas rozmowy o rynkach zbytu, oczy dyrektora zaczęły lekko błyszczeć. — „Chicago” – powiedział cicho i zapytał: „Dużo jest Polaków w Stanach Zjednoczonych?”. Sam sobie odpowiedział, delektując się tymi liczbami: „Sześć milionów, siedem milionów”.

Wszyscy zrozumieli aluzję i dołączyli do rozmyślań. Gdyby każdy Amerykanin polskiego pochodzenia wypił jeden litr rocznie… dlaczego jeden litr? Dwa litry! Kiper dolał trochę więcej. Trzy litry!

Trzy razy siedem milionów! To byłoby prawie pięć razy więcej niż obecna całkowita produkcja wytwórni w Zielonej Górze. Toast! Za Chicago!

Szymon Płóciennik