Był jednym z najważniejszych zielonogórskich fotografów. Zbiory, które pozostawił po sobie Bronisław Bugiel, liczą około 100 tysięcy negatywów. Syn Radosław właśnie przekazał je do archiwum w Zielonej Górze.
Archiwum fotograficzne Bronisława Bugla to bezcenne źródło wiedzy o powojennej Zielonej Górze. Bugiel, przez 40 lat fotoreporter “Gazety Zielonogórskiej”, a później “Lubuskiej”, fotografował miasto już na początku lat 50. XX wieku. W 2012 r., jeszcze za jego życia, prawa do tego potężnego zbioru kupiło Miasto Zielona Góra.
Bronisław Bugiel zmarł w 2021 r., miał 87 lat. Kilka lat trwało uporządkowanie zbiorów. Teraz syn Radosław przekazał je do Archiwum Państwowego w Zielonej Górze. Znajduje się tam już około 100 tysięcy negatywów autorstwa Czesława Łuniewicza, innego słynnego zielonogórskiego fotoreportera.
Digitalizacja od przyszłego roku
Na razie kolekcji Bugla nie można przeglądać, ale warto uzbroić się w cierpliwość.
– Zanim Zielonogórzanie rozpoczną szturm na naszą czytelnię lub skrzynkę mailową, prosimy o danie nam trochę czasu na ewidencję i zabezpieczenie przekazanych skarbów – prosi o cierpliwość Beata Grelewicz, dyrektor Archiwum Państwowego w Zielonej Górze. I tłumaczy: – Materiałów jest bardzo dużo. Potrzebowaliśmy trzech wózków, żeby móc wszystko przetransportować do magazynu. Do końca roku chcielibyśmy zewidencjonować zbiory, a w przyszłym roku rozpocząć digitalizację.
Zielonogórzanie znają zdjęcia Bronisława Bugla chociażby z tekstów historycznych Tomasza Czyżniewskiego czy grupy EX-Zielona Góra na Facebooku.
Bronisław Bugiel był jednym z najważniejszych fotografów powojennej Zielonej Góry. Urodził się w 1934 r. w Chorzowie. Do Zielonej Góry przeprowadził się jako 20-latek. – Przyjechałem tu z Katowic z nakazem pracy. Tam to przynajmniej tramwaje jeździły, a tu wysiadłem na dworcu i wszędzie widziałem zieleń i ogrody, ogrody i zieleń. Mój Boże, pomyślałem, gdzie ja przyjechałem? – wspominał dziennikarzom na konferencji prasowej w 2012 r.
Wybuchały żarówki
– Na początku robiłem zdjęcia moją Zorką za ciężkie pieniądze kupione od Ruskich. Potem pracowałem na enerdowskich Prakticach. Największy kłopot był z lampami błyskowymi. Nie wszystkie były zsynchronizowane z aparatami. Poza tym lampy były jednorazowe. Żarówki o różnej mocy podczas robienia zdjęcia po prostu wybuchały. Człowiekowi nic się nie działo, bo były oklejane taśmą. Ale gdy robiłem zdjęcia w teatrze, to musiałem całą torbę tych żarówek zabierać – opowiadał.
Gdy zaczynał pracę fotoreportera, życie towarzyskie zielonogórskiej elity kręciło się wokół “Ratuszowej” i Klubu Dziennikarza.
– Piło się wódkę z Klemem Felchnerowskim, Henrykiem Ankiewiczem “Andabatą”, całym towarzystwem artystycznym. Ciekawe czasy. Jak się szło miastem, to się co chwilę spotykało kogoś znajomego, szło na piwo, gadało. Ludzie żyli. Teraz to już nie jest ta Zielona Góra. Nic tu nie ma. Ani klimatu, ani zakładów – mówił.
Wiele zdjęć Bronisława Bugla ujrzało światło dzienne dopiero po latach. Czytelnicy “Lubuskiej” nie mogli ich zobaczyć, bo nie spełniały redakcyjnych kryteriów. – Naczelny Wiktor Lemiesz nie uznawał zdjęć robionych z boku. Musiała być cała twarz, inaczej nie puszczał zdjęcia. Czasem mnie cholera brała, bo miałem fajne ujęcie z profilu, ale i tak nie udawało mi się przekonać naczelnego.
Fotograf z Botanicznej
Bugiel mieszkał w domu przy ul. Botanicznej. Lubił fotografować okolicę. Na tych zdjęciach doskonale widać, jak zmieniała się Zielona Góra. Z małego, sennego miasteczka stawała się stolicą województwa; przybywało mieszkańców, powstawały nowe osiedla, a stare się rozrastały. Tam, gdzie u Bugla widać winnice i pojedyncze, przedwojenne domy, dziś są często bloki i gęsta zabudowa.
Fotografie ze zbiorów Bronisława Bugla to cały wachlarz zielonogórskich tematów. Są przedmieścia, sady, winnice. Ślady dawnego miasta-ogrodu, sielskie, niemal wiejskie klimaty. Zdjęcia, które równie dobrze mogły powstać w Grünbergu w latach 30. Ale to również gwarne ulice, tłumy w korowodach winobraniowych, nowe sklepy, ciężka praca w fabrykach… Finisz etapu Wyścigu Pokoju, Festiwale Piosenki Radzieckiej. Najważniejsze remonty i inwestycje, rozbiórki wiekowych kamienic, likwidacje cmentarzy, wystawy Złotego Grona. Słynni zielonogórzanie, którzy dziś są patronami rond i ulic.
Ale też, i chyba przede wszystkim, życie zwykłych ludzi. Są więc kwiaciarki przy ratuszu; zmęczone kobiety, które godzinami stoją w kolejkach po zakupy; furmani, którzy rozwożą po mieście węgiel; robotnicy odśnieżający ulice podczas zimy stulecia; dzieci, które w upalne dni jedzą na deptaku lody. Takich obrazków są setki, tysiące.
Choć był znany głównie jako fotoreporter, Bugiel zajmował się też fotografią artystyczną. Interesowała go szczególnie technika gumy chromianowej.
Spryt, który ocalił tysiące negatywów
Zdjęcia, które czytelnicy przez lata oglądali w gazetach, były wydrukowane w bardzo złej jakości. Na marnym papierze, niewyraźne, z “ziarnem”. Nie były w stanie oddać rzeczywistej pracy Bugla. Gdyby nie przezorność i spryt samego fotografa, dziś moglibyśmy znać je jedynie w takiej formie, z pożółkłych stron ukrytych w magazynach Biblioteki Norwida.
– Do pewnego momentu wszystkie negatywy w redakcji były niszczone, jako niepotrzebne. Nie mam z tego czasu żadnych zdjęć. Potem zacząłem zabierać je do domu. Owijałem w papierki i składałem – mówił. Tych negatywów, które chował w tajemnicy przed szefostwem, po latach zebrał się cały strych.
Gdy w 2012 r. jego zbiory kupiło miasto, Bugiel odetchnął z ulgą. – Bałem się, że to wszystko ktoś wyrzuci, zniszczy się i nic nie zostanie, jak po wielu moich znajomych. A szkoda by było – opowiadał.
Do tematu archiwum Bronisława Bugla wrócimy.
Szymon Płóciennik

Fot. Radosław Bugiel przekazał do Archiwum Państwowego w Zielonej Górze zbiór fotografii swojego ojca Bronisława

Fot. Autoportret Bronisława Bugla

Fot. Archiwum Państwowe

Fot. Archiwum Państwowe

