– Atmosfera, stosunki międzyludzkie były świetne, fantastycznie nam się pracowało. Wszystkim zależało na sukcesie – o początkach kierunku lekarskiego na Uniwersytecie Zielonogórskim opowiada prof. Marek Spaczyński.

Sylwia Sałwacka: – Kierunek lekarski w Zielonej Górze kończy 10 lat. Podobno zaczęło się od szparagów?

Prof. Marek Spaczyński: – W żartobliwym skrócie. W kwietniu 2015 r. zadzwoniła do mnie ówczesna marszałkini Elżbieta Polak i powiedziała, że razem z Tadeuszem Kuczyńskim, wówczas rektorem Uniwersytetu Zielonogórskiego, chcieliby porozmawiać o stworzeniu kierunku lekarskiego. Temat wydał mi się interesujący. Zaprosiłem ich do domu na obiad. Akurat zaczął się sezon na nowalijki, żona zrobiła szparagi. Wyszły fantastycznie. Spotkanie udało się do tego stopnia, że jeszcze tego samego dnia zgodziłem się podpisać kontrakt. Miałem zbudować, a potem kierować zielonogórską medycyną przez rok, do czasu ogłoszenia konkursu na nowego dziekana.

– Dlaczego akurat pan?

– Nie jest tajemnicą, że nie byłem kandydatem pierwszego wyboru. Dwaj poprzedni profesorowie – z Zielonej Góry i ze Szczecina – nie przyjęli propozycji. Myślę, że przeraziło ich szalone tempo. Na uruchomienie kierunku dostałem kilka miesięcy. Już w lipcu miał się zacząć nabór, a w październiku mieliśmy przyjąć pierwszych studentów. Zaryzykowałem, choć nie znałem osobiście prof. Kuczyńskiego. Ale za to znałem marszałkinię. Poznaliśmy się, kiedy kierowałem krajowym Populacyjnym Programem Profilaktyki i Wczesnego Wykrywania Raka Szyjki Macicy. Polak – nie będąc jeszcze marszałkinią – świetnie koordynowała ten program w regionie. Razem z Kuczyńskim obiecali, że mi we wszystkim pomogą. I pomogli.

– To oznaczało, że musi pan spalić za sobą mosty. Był pan pracownikiem Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, a na poznańskiej uczelni panował zakaz konkurencji.

– Teoretycznie nie miałem wiele do stracenia. Byłem już w wieku emerytalnym. Przestałem kierować Kliniką Onkologii Ginekologicznej w uniwersyteckim szpitalu przy Polnej, choć nadal tam pracowałem. Oczywiście musiałem pożegnać się z etatem w klinice, niemal natychmiast mnie zwolnili. Nie było już odwrotu.

– Pana decyzja została uznana przez wielu poznańskich lekarzy jako przejaw nielojalności wobec macierzystej uczelni.

– Cóż się dziwić, z Uniwersytetem Medycznym byłem związany ponad 40 lat. Nikt nie miał złudzeń, że nowy kierunek lekarski to potencjalna konkurencja dla Poznania. Do dziś niektórzy mi to wyrzucają, choć emocje już opadły. Ale nie wszyscy byli tak krytyczni. W stworzeniu nowego kierunku pomógł mi bardzo histolog prof. Maciej Zabel, wówczas także związany z uniwersytetem. Podzieliliśmy się robotą: on zajął się tworzeniem zakładów nauk podstawowych, a ja zabrałem się za tworzenie klinik. Z czasem dołączyło do nas wielu świetnych naukowców, m.in. prof. Agnieszka Ziółkowska, prof. Michał Gaca, prof. Witold Kędzia, prof. Paweł Golusiński. Pomogła mi też bardzo Beata Wojciechowska, kierowniczka dziekanatu i kanclerz uczelni dr inż. Katarzyna Łasińska. Atmosfera, stosunki międzyludzkie były świetne, fantastycznie nam się pracowało. Wszystkim zależało, by ten kierunek powstał. Po sześciu latach pierwsi nasi absolwenci zdali najlepiej w kraju Lekarski Egzamin Końcowy. Więc dla mnie dziś jest jasne, warto było ryzykować.

Fot. Bartosz Mirosławski / Prof. dr hab. n. med. Marek Spaczyński. Ginekolog, kierował m.in. Kliniką Onkologii Ginekologicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Współtwórca Populacyjnego Programu Profilaktyki i Wczesnego Wykrywania Raka Szyjki Macicy. Były prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego. Od 2015 r. związany z Uniwersytetem Zielonogórskim.