Do Zielonej Góry przyjeżdża jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich twórców komiksowych. Zbigniew „Kas” Kasprzak będzie gościem Polconu i Bachanaliów Fantastycznych. Mistrz realistycznego rysunku, autor m.in. „Hansa”, „Halloween Blues” i komiksów historycznych, opowiedział nam o kulisach swojej pracy, sztucznej inteligencji i zmienianiu gatunków.
Maciej Dobrowolski: Jest pan nazywany mistrzem realistycznego komiksu. Ile czasu zajmuje panu stworzenie jednej planszy?
Zbigniew Kasprzak: Bardzo różnie. Nie ma żadnych precyzyjnych zasad, w jakim czasie plansza powinna powstać. Potrafię narysować ją w dzień, ale potrafię też pracować nad nią tydzień, a czasem nawet dłużej. Wszystko zależy od trudności, złożoności i dokumentacji potrzebnej do konkretnej sceny. Są też oczywiście etapy poprzedzające samo rysowanie. Najpierw gromadzę dokumentację i przygotowuję historię, później rozbijam ją na kadry, czyli tworzę storyboard. Dopiero wtedy można stosunkowo szybko przejść do realizacji finalnej planszy. Mam już w tej dziedzinie co najmniej pięćdziesięcioletnie doświadczenie, więc gdybym miał podać jakieś ramy, powiedziałbym średnio dwa–trzy dni na planszę. Przy realistycznym komiksie wydawca nie ma zresztą odwagi proponować rysownikowi więcej niż jednego standardowego albumu rocznie. To jest po prostu ogrom pracy.
Co jest największym wyzwaniem w pańskiej twórczości?
To zależy od tematu. Jeżeli robię fantastykę, puszczamy wodze fantazji i właściwie satysfakcja z kreacji wyznacza tempo pracy. Jeżeli jestem zadowolony z efektu i pomysły przychodzą szybko, fantastyka potrafi powstawać bardzo sprawnie. Rysunek realistyczny na tle historycznym wymaga natomiast dokumentacji, poznania epoki i wielu przygotowań. Trzeba wiedzieć, jak wyglądali ludzie, ich stroje, otoczenie. Dzisiaj mamy do dyspozycji internet, mamy nawet sztuczną inteligencję, choć sam specjalnie z niej nie korzystam.
Czy w epoce generatywnej AI realistyczny rysunek ma jeszcze większą wartość?
Na pewnym poziomie AI nadal nie jest w stanie zastąpić człowieka. Oczywiście powstają produkty, które zaczynają być „niepokojące”. Jeżeli mówimy o masowej produkcji kierowanej do odbiorcy, który nie stawia bardzo wysokich wymagań, można się już nabrać na pewne działania sztucznej inteligencji. Gdybym był młodszym kolegą, zaczynałbym się tego obawiać. Nie siejmy oczywiście paniki, człowiek jeszcze długo nie będzie całkowicie zastępowany, ale możliwości AI są coraz większe.
Przez lata przechodził Pan między różnymi gatunkami – fantastyką, historią, kryminałem, biografią…
Zawsze byłem rozdarty między dwiema tendencjami: historią i fantastyką. Dorastałem w Polsce lat 70., 80. i 90., kiedy fantastyka bardzo mocno działała na rynku. Zresztą do dzisiaj uważam, że Polska jest pod tym względem czymś wyjątkowym. Tak dużej społeczności fanów fantastyki chyba nie ma w żadnym innym kraju. Ale kiedy fantastyki było za dużo, uciekałem od niej. Charakteryzuje mnie pewien rodzaj eskapizmu – po prostu lubię uciekać od rzeczywistości. Historia też daje mi taką możliwość. Można na nią spojrzeć z pewnym romantyzmem, a jednocześnie dać sobie przestrzeń do tworzenia. Interesują mnie też biografie.
Nie jest Pan więc twórcą, który chciałby przez trzydzieści lat rysować jednego bohatera?
Absolutnie nie. Ja już przy siódmym czy ósmym albumie zaczynam czuć niepokój. Pojawia się niedosyt i pytanie, czy nie popadam w rutynę, czy nie kręcę się w kółko. Większość rysowników przez pół życia albo całe życie robi jeden temat czy jednego bohatera. Mnie to nie bawi. Mam chyba po prostu kapryśną naturę.
Nie chciałbym być całe życie niewolnikiem jakiegoś bohatera. Krótkie serie – tak. Ale ciągłe pozostawanie w jednym świecie nie jest dla mnie interesujące.
Od lat współpracuje pan z żoną, która zajmuje się kolorowaniem pańskich plansz. Jak udaje się połączyć wspólne życie z pracę?
Jeżeli daliśmy sobie radę spędzić razem ponad 40 lat, to z pracą też jakoś sobie poradzimy. Jesteśmy małżeństwem od 46 lat. Co ciekawe, jej wejście w świat kolorowania komiksów było trochę przypadkowe. Ona również skończyła Akademię Sztuk Pięknych, ale interesowała ją przede wszystkim scenografia. Pracowała jako scenograf teatralny i telewizyjny w Polsce i za granicą. Kiedy w PRL-u zaczęto szerzej pozwalać na robienie komiksów, nagle miałem bardzo dużo zamówień. Później przychodziły z kolei okresy, kiedy przez dwa czy trzy lata pracy było niewiele. Kiedyś miałem tyle do oddania, że praktycznie nie spałem. Żona powiedziała wtedy: „Dobrze, pomogę ci”. Trochę z litości nade mną, ale oczywiście miała odpowiednie umiejętności. Później, już na Zachodzie, koledzy zobaczyli, jaki poziom możemy razem osiągnąć. Grzegorz Rosiński również jej zaufał i zatrudnił ją jako kolorystkę. W ten sposób z czasem kolorowanie komiksów stało się jej zawodem.
Nad czym pracuje Pan obecnie?
Mam kilka maleńkich, krótkich projektów, ale jest też jeden duży typu one-shot, liczący ponad sto plansz. Łączę tam moje zainteresowanie biografią i historią. Jest też polskość i kilka innych rzeczy, ale na szczegóły jest jeszcze za wcześnie.
Kiedy możemy spodziewać się premiery?
Myślę, że w perspektywie dwóch lat.

Fot. Materiały ZKF Ad Astra / Zbigniew „Kas” Kasprzak – rysownik komiksowy, autor m.in. „Hansa”, „Halloween Blues” i „Podróżników”. Od ponad 30 lat tworzy na rynku frankofońskim, współpracował m.in. z Grzegorzem Rosińskim.

