Dzieci nie zrobią już ludzików z żołędzi, a dorośli świątecznych stroików z igliwiem? Jeszcze nie w tym roku, jeszcze nie w przyszłym, ale klimatyczne zmiany wyprą niektóre gatunki drzew z miejskiej przestrzeni. – Ich kondycja już się pogarsza, bo zmieniają się warunki, w których dorodne rośliny nie potrafią sobie poradzić ze zmianami klimatu, nowymi szkodnikami lub z chorobami – przestrzega dr Monika Drozdek, architekt krajobrazu.
Dęby szypułkowe, lipy i świerki, czyli drzewa, które były z nami od stuleci, powoli odchodzą. Stare okazy zamierają. Nowe nasadzenia nie chcą się przyjmować. Coraz wyższa średnia temperatura oraz susza to ważne katalizatory przeobrażeń. Innymi słowy, dla wymienionych gatunków robi się tu za sucho i za ciepło.
Obniża się też poziom wód gruntowych, zmienia się rozkład rocznych opadów. Dane sprzed kilku tygodni wyglądały alarmująco. Na bazie pomiarów z minionych lat meteorolodzy oczekiwali, że od początku roku spadnie 200 milimetrów opadów deszczu, tymczasem odnotowali zaledwie 39 mm. To jest stan katastroficzny.
Najbardziej zalesione
Mogłoby się wydawać, że nawet bez trzech gatunków Zielona Góra i tak pozostanie w komfortowej sytuacji. Z ogromną przewagą stoimy wszak na szczycie ogólnopolskiego rankingu najbardziej zielonych stolic województw. Lasy stanowią aż 55 procent obszaru naszego miasta, podczas gdy np. w Łodzi, Rzeszowie czy Gorzowie nie przekraczają 10 proc.
Imponującą statystykę w największej mierze zawdzięczamy jednak połączeniu z gminą wiejską. Wraz z tym wchłonęliśmy gruby pierścień lasów. Tyle że państwowa instytucja prowadzi w nich swoją gospodarkę. Miasto nie ma na nią wpływu. Tymczasem w tzw. starej Zielonej Górze parków wcale nie mamy w nadmiarze.
Wyraźnie pokazuje to ogólnopolska mapa koron drzew. W zestawieniu z zagrożeniem dla dębów szypułkowych, topoli i świerków… – Niezwykle ważne stają się nowe nasadzenia. Jeszcze ważniejsze, aby zachować w centrum wszystkie sędziwe i dojrzałe sztuki – podkreśla miejska ogrodnik Monika Drozdek.
Co w zamian?
Próby nawadniania mogą okazać się pomocne, ale tylko w przypadku sadzonek. Jeśli w naszym sąsiedztwie rozwijają się młode drzewka, możemy pomóc im przetrwać bezdeszczowe okresy. – Podlewajmy! – prosi Monika Drozdek.
Dorosłe okazy muszą radzić sobie same. Podlewaniem na dłuższą metę nie da się zastąpić opadów. Wobec bezdeszczowych okresów w miejskiej przestrzeni nastąpią zmiany. Ustępujące gatunki zastąpią te, które lepiej znoszą ciepło i suszę. Przykłady? Dęby węgierskie i burgundzkie mogą zapewniać cień i chłód kolejnym pokoleniom Zielonogórzan, a dzieciom żołędzie do robienia ludzików.
Jak broniły się klony?
Na tegoroczną falę 40-stopniowych upałów i brak wody niektóre rośliny zareagowały w sposób, który może budzić niepokój. Brązowe liście na początku lata – to szokujące zjawisko zaobserwowaliśmy u nas po raz pierwszy.
– Z bliska widać, że liście podzieliły się na dwie części: suchą zewnętrzną i zielone wnętrze. Żeby się ratować przed utratą wody, drzewa bez naszej ingerencji ograniczyły powierzchnię asymilacyjną. Inne gatunki, również w reakcji obronnej, po prostu zrzuciły część liści – wyjaśnia Marek Grześkowiak, certyfikowany inspektor drzew, pracownik w Dziale Utrzymania Zieleni w Zakładzie Gospodarki Komunalnej.
Dobrą praktykę wzmocnić zapisami prawa
Zielona Góra z zasady nie wycina drzew. Istnieją tylko dwie ścieżki do odstępstw od tego założenia: inwestycje budowlane oraz sytuacje, gdy konary czy pnie stają się zagrożeniem dla ludzi. W tym drugim przypadku decyzję zawsze poprzedzają oględziny, badanie i analiza sytuacji, czyli np. natężenia ruchu pieszych i samochodów w okolicy.
Gdy zdrowe drzewo znika z miasta, bo koliduje z planami powstawania nowych budynków lub dróg, obowiązuje reguła kompensacji. Właściciel inwestycyjnego terenu na wskazanej przez miasto działce na swój koszt sadzi nowe. Nie da się jednak obronić tezy, że problem rozwiązuje zastąpienie dorodnego okazu „patykiem”, który dopiero po kilkudziesięciu latach osiągnie (albo i nie) odpowiednie rozmiary, dając nam tlen i cień. Stąd władze miasta opracowują zarządzenia, które przyczynią się do ochrony i wsparcia przyrody.
Chodzi o wprowadzenie zasad tworzących strefę ochronną dla drzew, aby ewentualne prace nie doprowadziły do ich uszkodzenia. – Nie możemy zamknąć inwestorom drogi do wycinki. Czasami to nieuniknione. Chcemy jednak, żeby dobrą praktykę kompensacji jeden do jednego uzupełnić miejscowym prawem zobowiązującym dodatkowo do wykonania zakrzewień, aby oprócz jednej sadzonki pojawiło się więcej zieleni – wyjaśnia Monika Drozdek. – Będziemy zabiegać także o wydłużenie powinności opieki nad nasadzeniami z 3 do np. 10 lat.
Podwieszane chodniki i inne spojrzenie
Donice z drzewami znikną z miejskich krajobrazów szybciej niż lipy czy świerki. – Okazały się kompletną porażką – komentuje miejska ogrodnik. Aby jednak cokolwiek wyrosło w tym samym miejscu, trzeba przygotować grunt. W przeciwnym razie nie damy sadzonce szans na rozwój. Zmarnujemy czas i pieniądze. Aby nie brnąć w spiralę wydatków, warto stworzyć odpowiednie warunki.
W centrum miasta zazwyczaj mamy chodniki i różnego rodzaju powierzchnie utwardzone. One muszą takie pozostać, bo służą komunikacji, ale dla ochrony korzeni można zastosować np. chodnik podwieszany. I takie rozwiązanie pojawi się już wkrótce na Placu Bohaterów, w celu ochrony rosnącego tam pomnika przyrody – dębu węgierskiego.
– Przy inwestycjach rosnące drzewa musimy zacząć traktować jako przeszkody, które trzeba ominąć, nie zaś zlikwidować. I to ominąć z odpowiednią rezerwą, żeby nie narażać roślin na stres. Pamiętajmy, że drzewa długo umierają, więc to nie jest proces na jutro, tylko na wiele lat. Pierwsze objawy mogą się pojawić np. w drugim, trzecim czy czwartym roku. Bywa jednak, że oznaki pogarszającej się kondycji rozłożą się na 10-20 lat – opowiada inspektor ZGK. – Przez cały ten czas służby jeżdżą, podcinają gałęzie, gdy pojawia się na nich susz. Wszystko bez sensu, bo roślina i tak nie przetrwa. A stanie się tak dlatego, że ktoś „zaoszczędził” pół metra, stawiając budynek zbyt blisko lub prowadząc drogę.
Andrzej Tomasik

Fot. Andrzej Tomasik / 800-letni cis, najstarsze drzewo w Zielonej Górze

Fot. Andrzej Tomasik / 300-letni dąb szypułkowy w centrum miasta

Fot. Andrzej Tomasik / 300-letni dąb węgierski na Placu Bohaterów

Fot. Andrzej Tomasik / Dąb Talleyranda – 300-letnia perła w drzewostanie parku w Zatoniu

