Programista to wymarzony fach? Otóż niekoniecznie. Zielonogórzanin Kacper Rogalski przez lata zajmował się programowaniem, pracując w korporacji. Aż któregoś dnia… – To już nie dla mnie – zdecydował. I zainwestował w urządzenie do drukowania na ścianach.
W weekend zaprezentuje możliwości swojej „malarki” na Targach Budownictwa, Wyposażenia Wnętrz i Ogrodów. Warto to zobaczyć, bo efekty są zdumiewające.
Każda powierzchnia pionowa i każda szerokość
Drukarki ścienne debiutowały w latach 90. ubiegłego wieku jako urządzenia ogromne, ekstremalnie drogie i dość awaryjne. Dopiero przed kilku laty azjatyccy producenci zmniejszyli je, udoskonalili, obniżyli koszty produkcji. Wraz z tym pojawili się usługodawcy oferujący usługi w naszych domach, mieszkaniach, klatkach schodowych, pomieszczeniach fabrycznych czy też biurowych.
Zdjęcie z wakacji, portret bliskiej osoby, idola, ulubionego zwierzaka, abstrakcja, odwzorowanie malarskiej klasyki, grafika stworzona przez sztuczną inteligencję, cytat z literatury, użyteczny napis – cokolwiek zapragniesz, drukarka naniesie na ścianę, precyzyjnie rozprowadzając atramenty i utwardzając lampami UV. Dzięki temu nadruk niemal w czasie rzeczywistym staje się suchy, odporny na ścieranie czy zachlapanie.
Trwałość? Producent podaje w specyfikacji, że na zewnątrz tusze mogą zacząć blednąć po upływie 5 lat, w pomieszczeniach zachowają intensywność barw co najmniej dwukrotnie dłużej. Jeżeli jednak zabezpieczymy je bezbarwnym lakierem, to przetrwają dziesięciolecia.
Chociaż w branży przyjęło się określenie „druk ścienny”, w rzeczywistości urządzenie poradzi sobie z każdą powierzchnią pionową. Beton, płyta gipsowa, cegła, drewno, szkło, metal, ceramika czy nawet elewacja ze strukturą „baranka”… – Wystarczy tylko, że podłoże będzie w miarę płaskie. Z chropowatością czy połyskliwością nie ma najmniejszego problemu. Testując swoje urządzenie, robiłem próby m.in. na oponach. I też się udawały – zapewnia Kacper Rogalski.
W zależności od tego, czy poprowadzona na szynach (gwarantują większą stabilność) czy też kółkach, drukarka zostawi od podłogi i sufitu marginesy 30- lub 15-centymetrowe. W górę sięga na wysokość czterech metrów, szerokość zaś mogą ograniczać tylko zapasy farby. – Mogę jednak uzupełniać je na bieżąco w tracie pracy i zadrukować nawet cały Mur Chiński – żartuje zielonogórskie przedsiębiorca.
Zabawa z kolorami i ustawieniami
W pracy ściennego drukarza kluczowe znaczenie odgrywa nie tylko właściwe ustawienie i skonfigurowanie maszyny, ale także odpowiednie przygotowanie grafiki. Projekt trzeba przeskalować i przygotować do konkretnej powierzchni w taki sposób, by drukarka mogła prawidłowo go odczytać. Niezbędne jest też wykonanie tzw. RIP-u, czyli przygotowanie pliku graficznego do druku tak, aby urządzenie naniosło obraz precyzyjnie, w odpowiednio nasyconych kolorach, bez przebarwień, przerw i innych błędów. Jak podkreśla Kacper Rogalski, wymaga to wiedzy, dokładności i praktyki, bo nie każdy poradzi sobie z takim procesem bez doświadczenia.
Dla zawodowego programisty i UX-designera nie stanowi to jednak większego problemu. A w razie gdyby nadruk się znudził lub zmieniła się koncepcja na dekoracje wnętrza, można go łatwo zamalować zwykłą farbą.
Ile to kosztuje?
Nowa drukarka ścienna to inwestycja rzędu ponad 100 tysięcy złotych. Za litr specjalnego, ekologicznego tuszu UV sprzedawcy żądają 660 zł, przy czym drukarka do pracy wymaga aż pięciu kolorów. Do tego dochodzi cleaner oraz części zamienne, które trzeba wymieniać co 3-6 miesięcy. I w efekcie…
– Cena metra kwadratowego druku to u mnie 299 zł netto. Z tym że do tego jeszcze doliczam opłatę logistyczną, bo do klienta trzeba dojechać, moduły urządzenia wnieść do pomieszczenia, zamontować, wcześniej przygotować projekt, a później zdemontować, czasami dochodzi do tego jeszcze montaż i demontaż szyn, co w sumie zabiera sporo czasu – wyjaśnia Kacper Rogalski.
Reklama w sieci – impuls numer 1
Jego firma działa dopiero od kilku miesięcy. Wcześniej znacznie dłużej szukał niszy, która pozwoli wyrwać się z szeregu programistów i UX-designerów. Dlaczego?
– Cała branża IT zrobiła się brudna i przesycona. Słupki sprzedażowe, dokręcanie śruby, coraz trudniejsze relacje między szefami a podwładnymi, coraz mniej dbałości o pracownika… Nie chciałem w tym dłużej uczestniczyć, bo dla mnie koleżeńska atmosfera w pracy jest jednak zbyt ważna – opowiada.
Rozważał rożne opcje. Mycie kostki brukowej, czyszczenie dachów, tynków. Czy to był przypadek, że pewnego dnia wieczorem, wyświetliła mu się w sieci reklama urządzenia do ściennych nadruków? Tak czy owak, zainteresował się tym tematem.
– Zacząłem sprawdzać i okazało się, że w Polsce to dopiero raczkująca i mało popularna usługa. Czyli coś akurat dla mnie – pomyślałem. A taki już jestem, że gdy cokolwiek kupuję, to od razu jakbym pisał doktorat. Najpierw wnikliwie selekcjonowałem dostępne opcje zakupu, a gdy urządzenie do mnie dotarło, to – jak przystało na absolwenta zielonogórskiego „Elektronika” – rozłożyłem je co śrubki i zamontowałem ponownie, by wiedzieć, jak funkcjonuje i w razie potrzeby umieć naprawić. Po tym zacząłem etap testowania – wspomina.
Malarka Maelle – impuls numer 2
Kiedy już poczuł się pewnie w swoim nowym fachu, zaoferował swoje usługi na terenie woj. lubuskiego pod szyldem firmy MAELL. Czy to coś znaczy?
– Bardzo zależało mi na tym, żeby w nazwie nie było słowa „wall”, ponieważ w tej branży to zbyt częste rozwiązanie. Dominują brandy w rodzaju: „Wall Printers”, „Wall Art”, „Wall Crafters” itp. Chciałem, żeby nazwa była wyjątkowa. Podczas domowej burzy mózgów zaczęliśmy roboczo nazywać maszynę malarką. W tamtym czasie grałem też w Clair Obscur: Expedition 33, w której głównym motywem jest właśnie motyw malarki, a jedna z bohaterek nosi imię Maelle. Wtedy coś „kliknęło”. I tak narodziła się nazwa MAELL – wspomina zielonogórski programista, który jeszcze świadczy usługi UX-designera dla jednej z globalnych korporacji. Jeśli jednak debiut na zielonogórskich targach Budownictwa, Wyposażenia Wnętrz i Ogrodów okaże się udany, to… – Dokupię drugą malarkę i całkowicie zrywam z programowaniem oraz UX-designem – zapowiedział.
Andrzej Tomasik

Fot. MAELL / Kacper Rogalski i jego azjatycka malarka
Fot. MAELL / Ścienne nadruki wykonane przez firmę z Zielonej Góry




