Zamiast tabletek pijawki, bańki, wywary z ziół oraz maści na bazie gęsiego smalcu. Trąci opisem metod stosowanych przed stuleciem, ale akcja rozgrywa się tu i teraz.

Fot. Andrzej Tomasik / – Ludzie boją się, że hirudoterapia boli lub grozi zakażeniem, tymczasem to całkiem przyjemny, relaksujący i sterylny zabieg – zapewnia Alicja Kończak
W gabinecie, przy biurku siedzi Alicja Kończak, naturoterapeutka i hirudoterapeutka. Ze słoika wyciąga pijawkę lekarską. Zamawia je w jednej z kilku działających w Polsce laboratoryjnej hodowli. W krajach na wschodzie Europy, i to wcale nie tak dawno, pijawki kupowało się w aptekach, jak aspirynę – do domowego stosowania bez nadzoru specjalisty.
W oparach medycyny
Pochodzi z Opola. Babcie pielęgniarki, rodzice pracownicy szpitala. – Człowiek się nasłuchał, nawąchał, nasiąkał atmosferą gabinetów lekarskich – wspomina.
Może dlatego wykształciła się w innym kierunku. Filolożka. Obcokrajowców uczy języka polskiego. Więcej czasu poświęca jednak pasji. Kursy, szkolenia, certyfikaty, stare książki i receptury. W Bibliotece Norwida pracownicy sprowadzają jej specjalistyczne pozycje.
Tworzy i sprzedaje (poprzez stronę powrotdozdrowia.eu) preparaty bez „chemii” i sztucznych dodatków. Stawia bańki, nakłuwa igłami, oferuje biorezonans medyczny i zabiegi pijawkami lekarskimi.
Tracisz wiadrami, odzyskujesz kroplami
Środki, które udostępnia, testowała na sobie, podaje też własnym dzieciom. W ten sam sposób utwierdziła się w przekonaniu o skuteczności natury, gdy chorowała na boreliozę.
– Metody powszechne w czasach, gdy nasze prababcie były młode, wracają do łask. Na pewno wymagają więcej cierpliwości, są jednak naturalne i często docierają do źródła problemu, nie ograniczając się do tymczasowej likwidacji objawów – wyjaśnia swoją fascynację naturoterapią.
Gdy życie toczy się na wyższych obrotach niż 100-200 lat temu i dominują medykamenty przynoszące niemal natychmiastową ulgę, chce iść nieco na przekór. – Zdrowie tracisz wiadrami, odzyskujesz kropelkami – uzasadnia.
Dwie pijawki na pierwszy raz
Przy całej gamie mikstur, smarowideł i wyciągów w Gabinecie Terapii Naturalnych „Powrót do Zdrowia” show i tak kradną pijawki lekarskie. Zielonogórska hirudoterapeutka pokazuje długą listę przypadłości zdrowotnych, przy których mogą okazać się pomocne. Choroby naczyniowe, układu ruchu, dermatologiczne, ginekologiczne, przewodu pokarmowego, stomatologiczne, neurologiczne, schorzenia okulistyczne, obrzęki po zabiegach chirurgicznych. Jak to możliwe?
Hirudyna, histamina, endorfiny i enzymy zawarte w „ślinie” pijawki mają rozszerzać naczynia krwionośne, uśmierzać ból, działać bakteriobójczo i przeciwzapalnie, wyrównywać ciśnienie krwi.
Zwierzątka sprawnie poruszają się w wodzie, ale położone na ciele pozostają w jednym miejscu. Wgryzają się w skórę i zaczynają pić krew. W pierwszym, próbnym zabiegu uczestniczą tylko dwie pijawki, w kolejnych nie więcej niż dziesięć. Sesja zwykle nie trwa dłużej niż 45 minut. Kończy się dezynfekcją i naklejeniem plastra. Ślady po mikroząbkach znikają po dwóch dniach, a każda z pijawek po jednym zabiegu zostaje zutylizowana.
Przeciwwskazania? – Anemia. U pań trzeba także zachować ostrożność w trakcie miesiączki – odpowiada.
Partnerka programu
Gdy jeszcze pracowała na etacie, doradczyni zawodowa podpowiedziała, żeby postawiła na to, co naprawdę lubi, bo to się samo obroni.
– Nie żałuję. Dziś, gdy przychodzą do mnie ludzie np. z problemami po długotrwałych terapiach, staram się im pomóc, traktując siebie tylko jako pośrednika w metodach, które stosuję. Mam ogromną satysfakcję, gdy ktoś mówi, że dolegliwości ustąpiły i nie wracają – opowiada.
W czerwcu podpisała umowę z ZGranym Gronem. Dzięki temu Zielonogórzanie, uczestnicy programu, zyskają zniżki na korzystanie z jej oferty. Choć oczywiście, spotkanie oko w oko z pijawką może wywołać więcej dreszczy niż diagnoza u „doktora Google”.
Andrzej Tomasik

