Jeśli poprzedni sezon przerósł oczekiwania, jak traktować nadchodzący? Sportowo poprawić się można tylko o jedno miejsce, ale takiego celu w Zielonej Górze nie zakładają, a już na pewno nie powiedzą tego otwartym tekstem. Zastal ma cieszyć kibiców, wygrywać, ale chętnych do mistrzowskiego tortu znów będzie więcej niż miejsc na podium.

Fot. Marcin Krzywicki

Ciągle drudzy – tak mogli się czuć koszykarze Zastalu po turnieju o Superpuchar Polski. W Sosnowcu Zielonogórzanie pokonali w sobotnim półfinale Dziki Warszawa 81:77, ale w finale znów lepsza była Legia. Stołeczny zespół wygrał 110:96 i znów podopiecznym Arkadiusza Miłoszewskiego przyszło obserwować radość Legionistów. – Na pewno nie wygrawerujemy sobie napisu „wiecznie drudzy”. Mamy nadzieję, że to w końcu przełamiemy – powiedział po niedzielnym meczu Filip Matczak.

Sezon jak ze snów

W lutym w Sosnowcu Zastal też oglądał dekorację rywali. Wtedy w finale zmagań o Puchar Polski lepsza była Energa Trefl Sopot. Wówczas mało kto wierzył, że to przystanek do rzeczy większych i choć Zastal Express miał zadyszkę po pucharze, w play-offach rozpędzony tabor pokonywał większych i możniejszych od siebie, do ostatniej możliwej chwili walcząc też w finale o mistrzostwo kraju. W maju i czerwcu Zielona Góra dosłownie oszalała na punkcie kosza. Choć frekwencja pukała „pod komplet” przez cały sezon, na decydujące mecze w play-offach chętnych było już znacznie więcej niż miejsc w najliczniej zapełnianej koszykarskiej hali w Polsce.

– Ja myślę, że troszeczkę trzeba ostudzić emocje. Oczywiście, że zrobimy wszystko, żeby grać w finale i wygrać. Będziemy o to walczyć, natomiast musimy wziąć pod uwagę kilka różnych aspektów naszego życia koszykarskiego – mówi Arkadiusz Miłoszewski. – Wykorzystaliśmy słabości niektórych zespołów w poprzednim sezonie. Dalej nie jesteśmy tuzem finansowym, nadal jesteśmy w okresie restrukturyzacji. Mamy nieco więcej pieniędzy, za co podziękowania dla miasta. I wiem, że jest też dopinana umowa z Orlenem, już taka całoroczna. Oczywiście jestem zadowolony z tego, co mamy, z tych pieniędzy i z tego, co w składzie. Myślę, że ten zespół będzie grał podobnie jak w tamtym sezonie – z meczu na mecz coraz lepiej.

Garnitur został skrojony tak, by w zamierzeniu wyglądał modnie przez cały sezon. Idealnie byłoby, gdyby do krawca nie wędrował za często, ale poprawki pojawiły się już w okresie przygotowawczym. Klub na początku września sięgnął po doświadczonego Beau Beecha. W Sosnowcu poza składem był Toyaz Solomon. Amerykanin tylko oglądał z boku poczynania kolegów. Scenariusz, że w ogóle nie zagra w oficjalnym meczu Zastalu jest mocno prawdopodobny.

Charakteru nie braknie

Kierownica w rękach Andrzeja Mazurczaka i Conleya Garrisona to coś, co bardzo cieszy fanów Zastalu. Bo w polskiej lidze kontynuacja współpracy po udanym sezonie, zwłaszcza z obcokrajowcami, to coś, czego świadkami nie jesteśmy zbyt często. Od czasu do czasu starszyzna da też poprowadzić Jakubowi Galewskiemu. 19-latek dobrze prezentował się w sparingach, dostawał też szanse w meczach o Superpuchar.

– Chłopaki naprawdę dobrze dogadują się ze sobą. Chemia w szatni jest świetna i chociaż wiemy, że jeszcze długa droga przed nami i musimy poprawić pewne elementy, to na ten moment jesteśmy w dobrym miejscu. Z charakterem ludzi, których tu mamy dojdziemy tam, gdzie chcemy. Musimy po prostu ciężko pracować i mam nadzieję, że osiągniemy nasz cel – uważa Conley Garrison. Wtóruje mu Jan Wójcik, który dodaje, że w drużynie nie ma samolubów.

Akcje solistów w koszykówce też są w cenie. Mecze o Superpuchar pokazały, że Beech nie potrzebuje dużo czasu ani na decyzję, ani na złożenie się do rzutu z dystansu. Ułożoną rękę ma też Gauthier Denis. Pod koszem podania od partnerów będzie wykorzystywał Veljko Brkić. Do poprawy z pewnością gra całego zespołu w defensywie, bo o ile strzeleckie talenty Dzików udało się zatrzymać, o tyle już rozpędzona Legia była momentami poza zasięgiem.

Witaj, Europo

– Drużyna jest zupełnie inna, mimo że mamy część zawodników z poprzedniego sezonu. Próbujemy budować, iść do przodu i to jest najważniejsze. A mam nadzieję, że będą te same emocje, ale jeszcze lepsze granie – zaznacza Mazurczak. Pytany, o co może grać Zastal, odpowiada bez namysłu: – O wszystko! O marzenia, czemu nie? Są też nowe wyzwania, bo gramy w Europie – podkreśla kapitan Zastalu.

Zielonogórzanie wracają do gry na dwóch frontach. Na arenie międzynarodowej zagrają w FIBA Europe Cup, czyli w rozgrywkach, w których dotychczas grali raz, w sezonie 2016/17, „schodząc” na przegrany dwumecz z Ciboną Zagrzeb w 1/8, po wcześniejszej rywalizacji w fazie grupowej Ligi Mistrzów. – Chcemy utrzymać te świetne emocje i publiczność, którą mieliśmy w zeszłym roku. Wiemy, że jak już zaczną się te mecze, będzie sporo grania – co trzy dni – i to będzie długi sezon. Najważniejsze, żebyśmy powoli szli do przodu. Cierpliwie, tak jak w zeszłym roku – dodaje Mazurczak.

Na inaugurację ligowego sezonu Zielonogórzan czeka wyprawa do Bydgoszczy i mecz z wracającą po trzech sezonach banicji w I lidze Eneą Łaciate Astorią. Beniaminek sięgnął m.in. po doświadczonych na polskich parkietach Davida Brembly’ego i Denzela Anderssona. Spotkanie w sobotę (3.10) rozpocznie się o 17.30. Po meczu z beniaminkiem Zastal otworzy sezon w Europie wyjazdowym starciem z węgierskim NHSZ-Szolnoki Olajbányász (6.10 o 18.00).

Marcin Krzywicki

Andrzej Mazurczak – rozgrywający (kapitan)

Conley Garrison – rozgrywający/rzucający

Jakub Galewski – rozgrywający

Filip Matczak – rozgrywający

Miłosz Majewski – skrzydłowy

Gauthier Denis – skrzydłowy

Trazarien White – skrzydłowy

Toyaz Solomon – skrzydłowy

Jan Wójcik – skrzydłowy

Beau Beech – skrzydłowy

Krzysztof Sulima – skrzydłowy/środkowy

Veljko Brkić – środkowy

Arkadiusz Miłoszewski – pierwszy trener

Grzegorz Kukiełka – I asystent trenera

Kacper Traczyk – II asystent trenera