Każdej doby zużywasz 100 litrów wody, a jeżeli znacznie mniej, statystykę z nawiązką wyrównuje twój sąsiad. Możliwe, że w markecie kupujesz butelkowaną wodę, płacąc 2 zł za litr, podczas gdy z twojego kranu leci strumień o takich samych parametrach, kosztując pół grosza za litr. Jeśli masz ogródek, możesz pomóc w ograniczeniu zużycia, gromadząc deszczówkę.

Fot. Andrzej Tomasik / Dariusz Gusta, prezes ZWiK apeluje o umiar w używaniu wody

Rozmowa z Dariuszem Gustą, prezesem miejskiej spółki Zielonogórskie Wodociągi i Kanalizacja. 

Przed kulminacją fali upałów apelowaliście do mieszkańców o ograniczenie zużycia wody. Posłuchaliśmy tych próśb?

– Rekordowe temperatury nałożyły się z pierwszym weekendem wakacji. Jak Polska długa i szeroka, wszyscy mierzyli się ze znacznie zwiększonym zapotrzebowaniem na wodę. W wielu miejscach jej zabrakło. W naszym najbliższym sąsiedztwie mieszkańcy Kożuchowa mieli wodę w sieci tylko przez kilka godzin na dobę. Nam udało się zachować ciągłość dostaw. Nie wiem, w jakim stopniu poskutkowały tu nasze apele, ale przeszliśmy przez wodny kryzys łagodnie. Tylko w południowej części miasta w godzinach szczytowego zapotrzebowania niektórzy mieszkańcy mieli obniżone ciśnienie, ale woda była dostępna. 

Dlaczego padło na południową część Zielonej Góry?

– Ponieważ stacja Zatonie zaopatruje obszar najbardziej intensywnej zabudowy jednorodzinnej. Drzonków, Racula, Sucha, Zatonie, Barcikowice, Barcikowiczki, a od tego roku jeszcze Kiełpin bardzo się rozbudowują. Nie widać tego, gdy przejeżdżamy głównymi ulicami, ale w głębi stale powstają tam nowe domy, szeregówki, segmenty. I to wszystko powoduje duże obciążenie systemu, który był projektowany 30-40 lat temu w zupełnie innych realiach.

Duże to znaczy, jakie?

– Średni pobór z tej stacji sięga blisko 60 metrów sześciennych na godzinę. W upalny weekend notowaliśmy 180 metrów sześciennych na godzinę.

Czy mieszkańcy domków jednorodzinnych to najwięksi poborcy wody? 

– Tak. Przydomowe ogródki, baseny i systemy zraszania trawników, które są zaprogramowane podobnie i zaczynają działać po zachodzie słońca, wpływają na zwiększone zużycie o jednej porze dnia.

A właściciele ogródków działkowych?

– Kompleksy ogródków z reguły mają swoje odrębne ujęcia głębinowe i nie obciążają miejskiej sieci.

Przedsiębiorcy? Jak się mają proporcje zużycia między odbiorcami indywidualnymi a zakładami pracy?

– W naszym mieście grubo ponad 70 proc. pobierają odbiorcy indywidualni.

Wiemy ile wody na dobę zużywa mieszkaniec Zielonej Góry?

– 100 litrów. Ktoś więcej, ktoś mniej, ale taka jest statystyka.

Skoro mówiliście o trzykrotnym wzroście zapotrzebowania, w upały dobowa średnia mogła być znacznie wyższa. Są w roku inne okresy, gdy zużycie skokowo rośnie?

– Tak. 23-24 grudnia. Przy czym w Wigilię już ok. godz. 17, gdy zasiadamy do stołów, pobór spada. Zimowy szczyt jest krótkotrwały i nie stanowi dla nas takiego obciążenia jak letni. Największym wyzwaniem są utrzymujące się wysokie temperatury. Podam przykład. We wspomnianej już stacji Zatonie przy umiarkowanej pogodzie nocne zużycie spada w zasadzie do zera. W upały natomiast zapotrzebowanie na wodę nawet nocami utrzymywało się powyżej 30 metrów sześciennych na godzinę.

Co się wtedy dzieje?

– Zbiorniki magazynowe służące do tego, żeby buforować wahania zapotrzebowania, robią się puste, a studnie głębinowe nie nadążają ich napełniać i ciśnienie w kranach spada. Zbiorniki nie były obliczane na długotrwale zwiększony pobór.

Gdyby całe lato było suche i upalne…

– Nie stoimy z założonymi rękoma. Łączymy systemy zasilania i już w tym roku dosyć aktywnie z tego korzystaliśmy. W zeszłym roku została wybudowana magistrala łącząca stację uzdatniania w Zatoniu z systemem zaopatrującym Ochlę i dzięki temu mogliśmy część wody przekierowywać w zależności od potrzeb.

Zielona Góra nadal bazuje na wodzie z Obrzycy?

– Mamy dosyć skomplikowany system zaopatrzenia, korzystamy bowiem aż z 11 ujęć, w tym oczywiście największego, jakim jest rzeka Obrzyca, skąd zaopatrujemy ponad 50 proc. mieszkańców. Pozostałe 50 proc. zaopatrujemy z ujęć głębinowych, które kiedyś powstawały głównie na terenie dawnej gminy Zielona Góra. Obecnie te studnie, stacje uzdatniania i hydrofornie zostały przejęte przez ZWiK, przez nas są remontowane i konserwowane. W niektórych woda ma tak dobre parametry, że nie wymaga uzdatniania, wprost z ziemi wprowadzana jest do sieci.

Mamy w mieście dobrą wodę?  

– Każda, którą produkujemy i dostarczamy mieszkańcom, jest zdrowa, bezpieczna i spełnia wszystkie normy. Reszta to kwestia smaku i temperatury, w jakiej jest podawana do picia. W niektórych głębinowych ujęciach nasze zasoby charakteryzuje zwiększona zawartość żelaza i manganu. Musimy to usuwać, ale nie ze względów zdrowotnych, lecz dlatego, że sieci mogłyby szybciej zarastać osadami, zmniejszając swoją przepustowość.

ZWiK nadal namawia do picia kranówki?

– Ludzie wciąż się dziwią, gdy mówię, że większość wód butelkowanych, które są sprzedawane w marketach, parametrami nie różni się od tego, co wypływa w Zielonej Górze z kranów. Różnica jest tylko w cenie. U nas metr sześcienny, czyli tysiąc litrów kosztuje 5 zł, a w markecie za półtora litra płacimy 3 zł.

Różni się też chyba skala produkcji.

– W szczycie zapotrzebowania w samej stacji na Obrzycy produkujemy ponad 1000 metrów sześciennych na godzinę, czyli milion litrów.

Kulminacja upałów za nami. Apele o ograniczenie zużycia ustały, ale rosnące średnie temperatury, niekorzystne zmiany w strukturze opadów deszczu, suburbanizacyjne migracje mieszkańców z bloków i centrów miast na obrzeża mogą powodować, że wody będziemy potrzebowali coraz więcej. Jesteśmy pod tym względem bezpieczni? Jaka jest długofalowa strategia ZWiK, by unikać kryzysów?

– Jak wcześniej wspomniałem, połowę wody pobieramy z ujęć głębinowych. Nasze studnie są na głębokości 30, 40, 50, 60 metrów pod poziomem terenu. Ich zasobność po pierwsze nie jest stała, może wzrastać, także maleć, co staramy się monitorować. Po drugie, nie zależy od deszczu, który spadł w tym roku, tylko 20, 50 czy nawet 100 lat temu. 

Reagujemy na to, co dzieje się dziś i może dziać w przyszłości. Przygotowujemy się do budowy dodatkowego zbiornika magazynowego w Ochli. Planujemy też szereg inwestycji w nowe studnie głębinowe, choćby Ochla, Zatonie, Anny Jagiellonki. W planie wieloletnim, zatwierdzonym zresztą przez radę miasta, wpisaliśmy wybudowanie całkiem nowego ujęcia na Srebrnej Polanie, które będzie mogło wyprodukować 250 metrów sześciennych wody głębinowej na godzinę. Zakres naszych działań nieustannie się zmienia. Gdy jedna studnia się wyeksploatuje, musimy ją zastąpić nową.

Apel do mieszkańców może pozostać całoroczny: szanujmy wodę! Nie zużywajmy jej nadmiernie. Nie odprowadzajmy deszczówki do kanalizacji, tylko starajmy się zatrzymać u siebie na działce – w zbiornikach oraz poprzez rozsączanie i przetrzymywanie na terenie zielonym.

Andrzej Tomasik