Centrum Zielonej Góry wymaga dziś zmian. – Bo co uliczka, to inna latarnia, inna ławeczka, inny ogródek gastronomiczny, inny szyld – mówi Paweł Kochański, nowy architekt miasta.
Sylwia Sałwacka: Już po wakacjach? Nabrał pan sił przed nowym wyzwaniem?
Paweł Kochański: – Właśnie wróciłem z Małej Upy. Ach te Czechy! Stonowana, górska architektura, żadnych reklam i obrandowanych płotów.
– Zupełnie inaczej niż u nas. Dlaczego polskie miasta i wsie, poza nielicznymi wyjątkami, są takie brzydkie?
– Odpowiedzi jest pewnie wiele: brak edukacji plastycznej w szkołach, liberalne przepisy, które wzmacniają chaos estetyczny i powodują, że przestrzeń publiczna staje się nieczytelna oraz chaotyczna, ułańska fantazja Polaków, ale też brak zaufania do architektów.
– Myśli pan, że architekci nie ponoszą za to żadnej winy?
– No, może trochę (śmiech).
– A „eklektyzm turbo” z lat 90.? Marmurowe posadzki galerii handlowych, stylizowane uliczki „nowych starówek”, falujące elewacje z niebieskiego szkła…
– Zgadza się, z reguły nie były to dobre projekty, warto pamiętać jednak, że ówczesna architektura była odpowiedzią na szarość PRL-u i rodzący się kapitalizm. Tacy wtedy byliśmy, takie mieliśmy aspiracje i takie gusta.
– „Teraz gustu będzie uczył nas Kochański” – usłyszałam od właścicielki kawiarni kilka dni po tym, jak wygrał pan konkurs na stanowisko miejskiego architekta.
– Uspokajam: nikomu nie będę narzucał siłą własnego poczucia estetyki. Tu w ogóle nie o to chodzi.
– A o co?
– O zmianę myślenia. Powołanie architekta miejskiego to nowy kierunek w podejściu władz miasta do kształtowania i ochrony przestrzeni miejskiej. Pierwszy raz od wielu lat urzędnicy postanowili powierzyć problemy tkanki miejskiej fachowcom.
– W Polsce nie ma ustawy ani rozporządzenia, które by definiowały zawód architekta miasta. Formułę, w jakiej ma działać wymyśla samorząd. Władze Krakowa i Wrocławia uważają, że powinien być kreatorem, wręcz wizjonerem. Zwłaszcza teraz, w kontekście wyzwań klimatycznych, technologicznych i demograficznych.
– Przyglądam się z zaciekawieniem temu, co się dzieje w Krakowie i we Wrocławiu. Krakowskie biuro miejskiego architekta przeszło sporą rewolucję. Miejskiemu architektowi podlega mu m. in. referat ds. architektury krajobrazu, referat studiów i analiz, referat ds. ochrony zabytków czy plastyk miejski.
– Z kolei we Wrocławiu działania miejskiego architekta wspiera team ekspertów m.in. szef wrocławskiego SARP, dziekan Wydziału Architektury Politechniki Wrocławskiej, czy dyrektor Muzeum Architektury.
– Myślę, że to wszystko przed nami. Na razie prowadzę jednoosobowe biuro i mam status doradcy prezydenta miasta Marcina Pabierowskiego. Proszę pamiętać, że Zielona Góra zaczyna przygodę z miejskim architektem w zasadzie od zera. Przede mną ostatni architekt miejski pracował w urzędzie 18 lat temu.
– Czym konkretnie będzie pan się zajmować, jakie dostał pan zadania?
– Między innymi współtworzenie i opiniowanie planów zagospodarowania przestrzennego. Ale też konsultowanie i opiniowanie ważnych dla miasta projektów budowlanych oraz konkursów architektonicznych.
– Także tych komercyjnych?
– Tak, choć szczerze mówiąc nie mam żadnych narzędzi prawnych, by zatrzymać np. nietrafioną architektonicznie inwestycję. Zresztą miasto ich również nie ma. Zostają rozmowy, negocjacje, kompromisy. Będę starać się zachęcać do nich inwestorów oraz architektów jeszcze przed etapem projektowania. Myślę, że wszystkim nam zależy, by projekt jak najlepiej wpisywał się w miejską tkankę. I nie chodzi tu, żeby ktoś kogoś pouczał jak ma projektować. Niestety, w Zielonej Górze organizuje się mało konkursów architektonicznych. Inwestorzy rezygnują z nich najczęściej z powodów finansowych. To odbija się rykoszetem na jakości projektów, bo najlepsze rozwiązania architektoniczne wywodzą się właśnie z konkursów.
– Chce pan razem z konserwator zabytków Izabelą Ciesielską stworzyć w Zielonej Górze park kulturowy. Co to takiego?
– Wyznaczona strefa, którą uznajemy za wyjątkowo cenną i chronimy w całości bez względu na to, co się na niej znajduje. Nie tylko zabytki. Uchwała o parku kulturowym obejmie na pewno starówkę i pozwoli nam np. chronić krajobraz starego miasta przed nadmierną ekspozycją reklam czy nieuporządkowaną zabudową obiektami małej architektury. Park kulturowy określi też dokładnie, jak powinien wyglądać chroniony fragment miasta. I to w detalach. Mówiąc szczerze całe centrum miasta wymaga dziś szerszego, wnikliwego spojrzenia i pewnie zmian. Bo co uliczka, to inna latarnia, inna ławeczka, inny ogródek gastronomiczny, inny szyld.
– Trudno się dziwić. W Zielonej Górze nie powstał do tej pory żaden kodeks reklamowy, który regulowałby takie sprawy.
– Trzeba to wreszcie zunifikować, uporządkować, być może wymyślić na nowo. Oczywiście nie chodzi o to, by nagle wymienić wszystko na raz. Ale powoli zastępować stare, zniszczone – nowym. Po Winobraniu chciałbym się spotkać w tej sprawie z restauratorami.
– Janusz Sepioł, naczelny architekt Krakowa twierdzi, że trudno projektować nowoczesne miasta bez publicznej debaty. Pan też uważa, że Zielonej Górze potrzebna jest taka dyskusja?
– Jak większości polskich miast. Każde ma swój problem. Kraków zastanawia się co dalej z poprzemysłowymi terenami Nowej Huty, a Zielona Góra co z ziemią po Zastalu.
– Przypomnijmy: chodzi o ponad 30 ha poprzemysłowych o znaczeniu inwestycyjnym i historycznym w centrum miasta. Ochotę na nie mają deweloperzy, historycy, artyści, miejscy aktywiści. Prześcigają się w pomysłach na wykorzystanie fabrycznych hal na lofty, muzeum przemysłu, hale koncertowe, skate park.
– W Polsce przybywa zrewitalizowanych przestrzeni, które zyskują nowe życie. Na pewno nie będą to jednak łatwe rozmowy i pewnie dla wielu rozczarowujące. Po pierwsze na przeszkodzie stoi skomplikowana struktura własnościowa. Tylko ułamek z tych 30 ha należy do miasta. Niewielka część terenu jest także pod ochroną konserwatorską. A to nie jedyny przecież problem „rdzewiejącej plamy na mapie miasta”.
– Potężny Zastal, podobnie jak przed wojną fabrykę Beuchelt & Co, łączyły ze światem jedynie kolejowe tory.
– Do większości gruntów w zasadzie nie można dziś dojechać autem czy autobusem, bo nie ma tu dróg. Niestety nie wiadomo za bardzo, gdzie te drogi zbudować? Urząd miasta zlecił opracowanie strategii komunikacyjnej dla terenów pozastalowskich i jedna z koncepcji zakłada budowę estakady nad torami. Ale to ogromne koszty. Kto za to zapłaci? Takich tematów jest wiele. Miasto szykuje się do remontu amfiteatru. Jak powinien zmienić się w tym kontekście park Piastowski? Czy i jak powinniśmy chronić Wzgórza Piastowskie? Jak wykorzystać miejską deszczówkę itd.
– W Poznaniu podlewa się nią wysychające miejskie lasy, tzw. „lasy deszczowe”.
– Jak widzi pani, przed miejskim architektem stoi sporo różnych wyzwań.
– Ma pan jakieś ulubione miejsce w mieście?
– Wiele. Lubię np. osiedle Morelowe, zbudowane w latach 60. Świetnie dziś okrzepło i zarosło zielenią. Myślę, że to jedna z lepszych dzielnic miasta. Podoba mi się też np. stojąca na placu Piłsudskiego rzeźba „Generacje” autorstwa Oskara Zięty. To ceniony dizajner z zielonogórskimi korzeniami. Chciałbym, aby zielonogórscy artyści byli bardziej obecni w miejskiej przestrzeni.
Zielona Góra jest fajnym miastem, kompaktowym, wpisuje się w ideę miasta 15- minutowego (kluczowe usługi są dostępne dla mieszkańca pieszo lub rowerem w czasie kwadransa – red). To także miasto ekologiczne: z dużą ilością terenów zielonych i elektryczną miejską komunikacją.
– Zostając miejskim architektem, musiał pan zawiesić projektowanie. Nie będzie panu tego brakować?
– Czuję się spełniony zawodowo. Pochodzę z rodziny architektów, mój ojciec również był projektantem. Problemami architektury i architektów jestem przesiąknięty od dziecka. Teraz mam szansę spojrzeć na to z dystansu.
– Przecierał pan szlaki w Zielonej Górze m. in. zmieniając poprzemysłowe obiekty w lofty przy ul. Fabrycznej. Po latach widać jak architektura postindustrialna i jej fantastyczne detale rewelacyjnie się bronią. Nie ma pan już żadnych marzeń zawodowych?
– Może jedno.
– Jakie?
– Wie pani, mam serdecznie dość seryjnie powstających w Polsce minidworków z dwupłatowym dachem i kolumnowym gankiem, które różni tylko kolor elewacji i rozkład stolarki. Chciałbym zaprojektować jeszcze kiedyś dom z płaskim dachem w stylu modernistycznym.
Fot. Władysław Czulak

Fot. Władysław Czulak / Paweł Kochański projektuje od kilkudziesięciu lat. W lipcu br., po wygranym konkursie, na stanowisko miejskiego architekta powołał go prezydent Marcin Pabierowski. Kochański jest członkiem zielonogórskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich, w Instytucie Architektury i Urbanistyki Uniwersytetu Zielonogórskiego współtworzy zespół Pracowni Architektury Mieszkaniowej i Usługowej.











