Za nami 12 miesięcy w zielonogórskim sporcie. Liczyliśmy na więcej ze strony Falubazu, który zmienił sternika. Zastal wciąż wychodzi na prostą, ale z niesamowitą frekwencją w hali CRS. Rośnie zainteresowanie Lechią. O piłkarzach, koszykarzach, żużlowcach i nie tylko rozmawiają dziennikarze „Czasu”: Andrzej Flügel, Andrzej Tomasik i Marcin Krzywicki.

LECHIA – czyli lepsze jutro?

Marcin Krzywicki: – Gdy myślicie sportowo o 2025 roku w Zielonej Górze, to co jako pierwsze przychodzi wam do głowy?

Andrzej Flügel: – Lechia liderem! Ostatnio Lechia liderem III ligi była w listopadzie 2002 r. Wiosną było jednak wtedy dużo słabiej. Wobec tego, co działo się przez lata, to jest impuls.

MK: – Są obawy o wiosnę?

AF: – Wiosny miewaliśmy słabe w ostatnich latach, ale ten zespół fajnie wyglądał jesienią. Dobrano ciekawych zawodników. Sześciu graczy i wszyscy są w pierwszym składzie. Słychać, że wszyscy chcą też zostać.

MK: – Na półmetku można pochwalić działaczy, którzy dostając pierwszy wyraźny sygnał od miasta, od razu dobrze zbudowali skład. U nas to nadal jest młody zespół, skonstruowany za rozsądne pieniądze.

Andrzej Tomasik: – To miejsce w tabeli jest sakramencko ważne, bo w Lechii może pojawiać się poczucie: jak nie teraz, to chyba nigdy. Buduje mnie to, że mimo potknięć jest zaledwie 10 straconych bramek. To fundament. Poza tym po raz pierwszy od lat pojawił się problem z zakupem biletów na ligowy mecz Lechii. Ostatni raz, kiedy to zaistniało, ludzie szli na Legię, a teraz poszli naprawdę na Lechię.

MK: – Trudno też nie docenić otoczki, bo raz pierwszy w historii mieliśmy w tej rundzie mecze przy sztucznym świetle.

AF: – A do tego pojawiła się tablica świetlna, o której braku tyle lat pisałem! Wiadomo, że można sprzedać tylko 999 biletów, ale i tak jest krok naprzód.

AT: – Różni ludzie próbowali, ale wydawało się, że piłka w Zielonej Górze jest skazana na zaściankowość, tymczasem Maciek Murawski krok po kroku mądrze to układa. Czuć też, że Lechia ma zielone światło od miasta. Ponadto w klubie nie ma nerwowych ruchów, czego nie można powiedzieć o Falubazie.

ŻUŻEL – a miało być tak pięknie!

MK: – Skoro Andrzej wywołał Falubaz, przejdźmy do żużlowego klubu. Co powiecie o żużlowej drużynie oprócz tego, że nie było tak dobrze, jak chciano przed sezonem?

AT: – Sportowo nie wyszło, organizacyjnie okazało się, że wewnątrz klubu też toczyła się jakaś wojenka między menedżerem a prezesem. Dodając, że wszystko kosztowało 25 mln zł, trzeba to ocenić negatywnie.

AF: – Ligę wygraliśmy medialnie, bo nie schodziliśmy z topu zainteresowań portali. Zmiana prezesa, potem te niesnaski, które skończyły się odejściem Protasiewicza, a jak się uspokoiło, to Stanisław Bieńkowski powiedział, że pozbywa się swoich udziałów w klubie. Wolałbym jednak, żeby Falubaz na torze wygrywał.

MK: – Nie mamy już Piotra Protasiewicza. To głośne odejście. Jak kosztowne, waszym zdaniem?

AT: – Zmiany się zdarzają, natomiast atmosfera, w jakiej do tego doszło, to moim zdaniem ogromna strata wizerunkowa. To nasz człowiek, a przy odejściu odsądził parę osób od czci i wiary. A  Stanisław Bieńkowski? On był kimś takim jak Wolf w Pulp Fiction, do którego dzwoniło się w razie kłopotów i nasze zielonogórskie kluby też dzwoniły do Stanisława Bieńkowskiego. Teraz miało być odkupienie akcji, a tu Wolf powiedział: dziękuję bardzo i bawcie się dalej sami. O wszystkim jednak uda się zapomnieć, jeśli Walasek z Janasem dadzą radę, a nasz duński as będzie dobry od początku sezonu. Protasiewicza oczywiście żal, ale nic nie jest na zawsze. Skoro musiało dojść do rozstania, trudno. Szkoda, że w takiej atmosferze.

AF: – To jedna z ikon naszego żużla. Pytanie co dalej, jeśli chodzi o Stanisława Bieńkowskiego? Udziały po nim mają – wydaje się – jego ludzie. Usuwa się w cień, a może będzie chciał rządzić z tylnego siedzenia? Może niech się za piłkę nożna weźmie.

MK: – Ja jestem ciekaw, jak ten nowy sztab szkoleniowy się sprawdzi. Mam cały czas nieodparte wrażenie, że sam Walasek nie jest jeszcze do tego swojego życia po życiu żużlowym przekonany. Wyczuwam, jakby go jeszcze ciągnęło na tor, gdzieś w niższych ligach. Mam małą obawę, że jak coś się nie poukłada dobrze od początku, to czy on będzie miał na tyle cierpliwości, by w tym projekcie uczestniczyć?

AT: – Protasiewicz dzielnie znosił te trudne momenty, zachowywał spokój. Przez wiele miesięcy nie wyjawiał kłopotów.

MK: – Piotr Protasiewicz wykonał niesamowitą misję od chwili zejścia z motocykla do momentu odejścia z klubu. Szybko odnalazł się w nowej roli, ale też uważam, że dostał olbrzymie wsparcie, także medialne, a w jednym z wywiadów, po odejściu z Falubazu, niektórym mocno się oberwało. Czytałem to z niesmakiem. We Wrocławiu będzie jeszcze większa presja i oczekiwanie na wynik, ale zostawmy Spartę, pytanie jest takie: czy zmieniony zespół Falubazu będzie stać na medal w przyszłym sezonie?

AT: – Uważam, że Falubaz będzie jednym z faworytów do medalu.

AF: – Myślę, że trzeba liczyć na pierwszą czwórkę. Skład jest mocny, warunki finansowe rzekomo niezagrożone, więc czemu nie.

KOSZYKÓWKA – frekwencja na Zastalu

MK: – Zastal, podobnie jak Lechia, jest w połowie sezonu, jak oceniacie cały rok w wykonaniu tej organizacji?

AT: – Ważniejsza od wyniku jest wciąż sfera organizacyjna. Nowi właściciele działają po cichu, nie tak jak poprzednik, który wypowiadał się wszędzie i na każdy temat. Trwa spłacanie długów, ale największym sukcesem jest frekwencja kibiców w hali CRS. To jest coś wspaniałego. W dobrych latach, gdy nie schodziliśmy z podium, ludzie grymasili.

AF: – Czyli dobrze wpaść w kryzys, żeby nie kręcić nosem. Okazało się, że kibiców koszykówki jest dużo. Musieliśmy przejść przez czyściec, żeby tę koszykówkę na nowo docenić.

MK: – Teraz fajnie byłoby znaleźć się w ósemce, w chwili, kiedy zamyka się lista drużyn na Puchar Polski. Dawno już nas tam nie było. Też można się stęsknić.

AT: – Liczę na bitwę o ósemkę, uwierzyłem po meczu w Słupsku. Trzymam też kciuki za Filipa Matczaka, życzę mu stabilizacji formy, także rzutowej.

AF: – Brak play-offów może nie będzie porażką, ale byłby przyjęty z rozczarowaniem. Zniósłbym jeszcze fazę play-in. Liczę, że rewolucja w SKM-ie Zastalu też coś zmieni.

MK: – Mamy nowe otwarcie, nowego prezesa, którym w SKM-ie został Damian Worchacz, a wspomniany trener Miłoszewski też obiecał doglądać tego, co się dzieje przy Amelii.

INDYWIDUALNIE – czyli skromnie

MK: – Koniec roku pozwala też na stworzenie bilansu dla sportów indywidualnych. Nie cierpimy na nadmiar znaczących sukcesów. Warto jednak zacząć chyba tę część rozmowy od Rafała Gąszczaka, który niedawno sięgnął po czwarte złoto w mistrzostwach świata w kick-boxingu, zwłaszcza, że miał też przerwę. Trzeba też docenić snooker i Mateusza Baranowskiego, który w tym roku zakwalifikował się do grona zawodowców w Main Tourze, a tym samym dołączył do Antoniego Kowalskiego, innego zielonogórzanina, który już jest w tej elitarnej grupie.

AF: – Musimy patrzeć na sporty olimpijskie, bo to one wyznaczają poziom sportowy. Gwardia Zielona Góra, która nie ma najlepszych warunków, jeśli chodzi o strzelnicę, cały czas jest w czołówce, jeśli chodzi o szkolenie. Wiadomo, że niektórzy przechodzą do innych klubów, gdy wybierają inną drogę na studia.

MK: – Tak było też w lekkiej atletyce w przypadku Huberta Jaska, który zdobył w tym roku brąz w Halowych Mistrzostwach Polski w skoku wzwyż, ale już opuścił Zieloną Górę.

AT: – Hubert poszedł na studia do Warszawy. Ogólnopolskie serwisy nie trąbią o sukcesach polskich sportowców. Od lat jesteśmy biedni w sportach indywidualnych. Cieszy mnie wspomniany Antek Kowalski i Mateusz Baranowski, bo lubię snooker i to naprawdę elitarne podwórko, na którym są.

MK: – Świetną pracę u podstaw wykonują też w Drzonkowie. Tenisiści stołowi z Lucjanem Błaszczykiem na czele konsekwentnie szkolą młodzież.

AT: – A ja wiążę jeszcze nadzieję z I Forum Zielonogórskiego Sportu. Fajnie, że coś takiego się odbyło. Wierzę, że to poskutkuje jakimś prawdziwym systemem dla naszego sportu.

AF: – Trudno pogodzić różne interesy, ale sama próba jest fajna. Zresztą zaczęto od piłki nożnej. W tym temacie mamy duży postęp. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Fot. Władysław Czulak / O mijającym roku w zielonogórskim sporcie rozmawiają dziennikarze „Czasu”: Andrzej Tomasik, Marcin Krzywicki, Andrzej Flügel