Im jesteśmy starsi, tym częściej zapadamy na nowotwory krwi. Powód jest prozaiczny: szpik kostny, tak jak serce czy stawy, też się starzeje – rozmowa z prof. dr. hab. n. med. Emilianem Snarskim.

Prof. dr. hab. n. med. Emilianem Snarski, wybitny polski lekarz, hematolog i transplantolog. Pełni funkcję dyrektora Instytutu Nauk Medycznych w Collegium Medicum Uniwersytetu Zielonogórskiego. Od września 2022 roku kieruje Klinicznym Oddziałem Hematologii Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze. Autor zdjęcia: W. Czulak

Szpik kostny to miękka, galaretowata tkanka, która wypełnia wnętrze kości. Odpowiada za produkcję komórek krwi, wspiera odporność organizmu. W młodym i średnim wieku nie mamy raczej z nim problemów. Kłopoty, i to często dramatyczne, zaczynają się zwykle po 60. roku życia. Dlaczego?

Prof. Emilian Snarski*: To, że szpiku nie widać gołym okiem, nie znaczy, że podlega innym regułom starzenia niż skóra, stawy czy kości. Szpik również z wiekiem się starzeje. Choć oczywiście nie u wszystkich tak samo szybko. W pewnym wieku – u jednych po 60., u innych później – szpik zaczyna się degenerować. Przestaje w sposób prawidłowy działać i produkować czerwone i białe krwinki.

Czy bardzo jest to niebezpieczne?

Stany mielodysplastyczne (MDS) mogą być stadium wyjściowym do białaczki. Najpierw szpik się degeneruje, potem pojawiają się mutacje, aż w końcu rozwija się np. ostra białaczka szpikowa. Choroba jest bardzo niebezpieczna. Z wiekiem pojawia się też ryzyko innego groźnego nowotworu – szpiczaka mnogiego. W szpiku kostnym nagle zaczynają się namnażać w niekontrolowany sposób komórki plazmatyczne, które zaczynają go niszczyć.

Objawy, które powinny nas zaniepokoić?

Wspólne symptomy dla większości chorób szpiku to anemia, zmniejszenie liczby białych krwinek, małopłytkowość z zaburzeniami krzepnięcia.

Ale też przewlekłe zmęczenie, siniaki pojawiające bez powodu, bóle kości, nawracające infekcje. Problem polega na tym, że wiele chorób układu krwiotwórczego rozwija się powoli, i dość skrycie. Na przykład przewlekła białaczka limfocytowa. Czasem nawet przez 10-15 lat nie wymaga leczenia.

Bywa jednak też tak, że choroba układu krwiotwórczego rozwija się w ekspresowym tempie, i chory mimo leczenia umiera bardzo szybko.

Jak szybko?

To zależy w jakim wieku i w jakiej formie jest pacjent na starcie leczenia, na jaką cierpi chorobę. W ostrej białaczce u osób po siedemdziesiątym roku życia udało się ostatnio znacznie wydłużyć przeżycie. Kiedyś chorzy żyli średnio trzy miesiące od postawienia diagnozy, teraz niektórzy dzięki leczeniu dożywają średnio nawet dwóch lat. Żyjąc przy tym – co ważne – życiem często dobrej jakości. To kolosalna zmiana.

Mamy coraz więcej nowoczesnych, skutecznych terapii?

Leczenie nowotworów układu krwiotwórczego w ciągu ostatniej dekady bardzo się zmieniło. Przejawem tego, jak bardzo rozwinęła się medycyna są np. terapie typu CAR-T. To zaawansowana forma spersonalizowanej immunoterapii, która polega na przeprogramowaniu białych krwinek w celu niszczenia komórek nowotworowych. Powstają biologiczne „mikroroboty”, które szukają i usuwają komórki nowotworowe. CAR-T daje świetne efekty, ale niestety nie działa u wszystkich.

Ludzie dojrzali często uważają, że są już za starzy na leczenie, że nie ma dla nich już miejsca w systemie ochrony zdrowia. To prawda? 

Nie, to nieprawda – rekordzistka z ostrą białaczką, którą leczyliśmy miała 93 lata. To pokazuje, że walczymy o każdego chorego, bez względu na wiek.

Problem leczenia dojrzałych pacjentów leży gdzie indziej. Wiele osób w zaawansowanym wieku cierpi na choroby przewlekłe. Ich organizm staje się coraz bardziej kruchy i coraz gorzej znosi procedury medyczne. Czasem terapia bywa gorsza od samej choroby.

Powinniśmy więc zadać sobie pytanie: czy leczyć pacjenta kosztem jakości jego życia? Czy nie oznacza to dla niego dodatkowego cierpienia?

Ważne jest też pytanie, czy chory i jego rodzina poradzą sobie z obciążeniem, jakie niesie intensywne leczenie? I czy nie będzie to terapia uporczywa niedająca szansy na to, że chory kiedykolwiek wstanie ze szpitalnego łóżka

To bardzo trudne pytania.

Warto je sobie zadać, bo czasem pacjent spędza ostatnie pół roku życia na intensywnym leczeniu w szpitalu. W osamotnieniu, z dala od bliskich. A może on zamiast tego wolałby żyć krócej, za to spędzić trzy miesiące w domu? Bez dodatkowego cierpienia, jakie rodzą procedury medyczne – każdorazowe pobranie krwi czy biopsja szpiku. I umierania na sali szpitalnej?

Myślę, że człowiek powinien mieć wpływ na to jak odchodzi. Niektórzy nie chcą być leczeni intensywnie i mają do tego prawo.

Tylko, że my boimy się ‘rozmawiać o śmierci.

Rozmowa na temat śmierci, pomaga rodzinie zrozumieć priorytety chorego. Zdejmuje z bliskich olbrzymi ciężar podjęcia decyzji za umierającego. Rodzinie dzięki temu łatwiej też później rozmawiać z lekarzami.

Wiemy mniej więcej co lubi serce, jak zadbać o kolana czy mózg. A co lubi szpik? Czy można przygotować go jakoś na starość?

Nie wiem, czy jest jakaś odpowiedź na to pytanie. Pewnie powinniśmy o niego dbać tak samo, jak o cały organizm. Unikać substancji toksycznych – nikotyny czy alkoholu. Ograniczyć ilość spożywanego czerwonego mięsa. Uprawiać sport, w ogóle ruszać się. Walczyć z otyłością, bo styl życia ma wpływ choćby na zachorowanie na cukrzycę typu II. A osobom, które są obciążone chorobami internistycznymi trudniej walczyć z nowotworami krwi, gdy już na nie zachorują.

Pamiętajmy jednak, że nie zawsze dieta i ruch uchronią nas przed chorobą. Przez całe życie mamy kontakt z czynnikami mutagennymi, które wpływają na szpik, powodując trwałe zmiany w komórkach macierzystych. Dużą rolę więc w ryzyku zachorowania odgrywa genetyka osobnicza.

Sok z buraka nam nie pomoże? 

Sok z buraka jest zdrowy, ale nie ma w nim wcale takiej magicznej ilości żelaza, jaką się mu przypisuje. A na pewno nie zapobiegnie nowotworom krwi, w tym np. ostrej białaczce. Kluczem do sukcesu w przypadku chorób szpiku są nowoczesne terapie.