– Kresowianie przywieźli ze sobą zwyczaj wieszania aniołków, ozdób ze słomy. Z Małopolski mogły napłynąć dekoracje z jabłek, suszonych owoców, cukierków – mówi etnografka Marzena Górska.
Agnieszka Hałas: – Co znajdzie się na wigilijnym stole Kowalskiego z Zielonej Góry?
Marzena Górska, etnografka za Muzeum Etnograficznego w Ochli: – W Zielonej Górze i na Ziemiach Zachodnich wigilijny stół bywa wyjątkowo różnorodny, bo łączy tradycje przesiedleńców z Kresów Wschodnich, centralnej Polski, Wielkopolski, Śląska, a czasem także niemieckie wpływy dawnych mieszkańców regionu.
Tak jak w całym kraju najpewniej znajdą się na nim barszcz czerwony z uszkami, pierogi z kapustą i grzybami i smażony karp. Są jednak potrawy typowo kresowe, jak kutia, kisiel owsiany czy gołąbki postne np. nadziewane kaszą. Z innych regionów napłynęły do nas makiełki, kluski z makiem, sękacze i kołacze oraz zupa rybna podawana zamiast barszczu.
– Jakie najczęstsze mieszanki tradycji bożonarodzeniowych można u nas zaobserwować?
– Lubuskie to region powojennych migracji. Po 1945 r. zasiedliły je społeczności Kresów Wschodnich, Wielkopolski, Małopolski, a także z centralnej Polski czy Śląska. Dlatego współczesna lubuska Wigilia to typowa mozaika kulinarno-kulturowa. Przy stole łączą się naraz elementy kilku tradycji. Dotyczy to potraw i obrzędów, choć widać już wyraźnie ich ujednolicenie. W pierwszych dekadach po zakończeniu wojny różnice te były znacznie wyraźniejsze. Przykładem może być dzielenie się opłatkiem. Wśród ludności kresowej zwyczaj ten miał znacznie bardziej uroczysty, sakralny charakter. Towarzyszyła mu wspólna modlitwa, czytanie fragmentu Pisma Świętego i oficjalne składanie życzeń. Często pojawiały się dwa kolory opłatka, biały dla ludzi, kolorowy dla zwierząt.
Obecnie forma dzielenia się opłatkiem przybrała prostszą formę, o znacznie mniej religijnym charakterze. Często ogranicza się do wspólnego złożenia życzeń pomyślności przez „głowę rodziny”.
Widać też zmianę w kwestii wolnego miejsca przy stole wigilijnym. Zwyczaj ten we wschodnich regionach nawiązywał do tradycji pozostawienia pustego nakrycia dla duszy zmarłego członka rodziny. Dziś puste miejsce tłumaczy się nieco inaczej – oczekiwaniem na strudzonego wędrowca lub samotną osobę. W wielu zwyczajach można zaobserwować dość silną unifikację. Ujednolicamy ich formę.
– Czy można mówić o „lubuskiej syntezie” tradycji?
– Lubuskie jest jednym z najciekawszych przykładów powojennej, kulturowej syntezy. W przeciwieństwie do Pomorza czy Dolnego Śląska, nasz region został zasiedlony wyjątkowo „różnorodnie”. Tradycje nie konkurowały ze sobą, były łączone w rodzinach mieszanych. Dzięki temu wytworzyły się praktyki, które nie istniały w dawnych regionach przesiedleńców. Stanowią kompromis między kultywowaniem poszczególnych tradycji, widoczny na stole, we wspólnym kolędowaniu, czasem w wystroju czy też drobnych zwyczajach przekazywanych między pokoleniami.
– Nasza choinka też jest „zunifikowana”?
– Jak najbardziej. To przed wojną na ziemiach niemieckich popularne były bogato zdobione choinki. Kresowianie przywieźli ze sobą zwyczaj wieszania aniołków, ozdób ze słomy. Z Małopolski mogły napłynąć dekoracje z jabłek, suszonych owoców, cukierków. To dlatego mamy w domach tak różnorodne choinki. Są obok fabrycznych bombek też te ręcznie malowane. Do tego ozdoby szydełkowe, suszone owoce, orzechy, cukrowe laski czy papierowe przybrania. Również forma choinki była zróżnicowana, tę klasyczną – stojące drzewko – wzięliśmy od naszych zachodnich sąsiadów. Ze wschodu pochodzi zwyczaj wieszania pod sufitem podłaźników, gałązek świerkowych lub czubka choinki skierowanego ku podłodze.

Fot. Władysław Czulak / – Współczesna lubuska Wigilia to typowa mozaika kulinarno-kulturowa. Przy stole łączą się naraz elementy kilku tradycji – mówi etnografka Marzena Górska.











