W czasach PRL był to jeden z ważniejszych adresów politycznych w mieście. Przez lata budynek Centrum Biznesu zmieniał funkcje. Teraz pojawił się pomysł, aby w sali plenarnej obradowali miejscy radni.
Są w Zielonej Górze miejsca, które mają w sobie więcej historii niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. W powstałym w latach 60. budynku dzisiejszego Centrum Biznesu spotykali się działacze partii komunistycznej, odbywały się narady i zebrania. Jak głosi miejska legenda, nie brakowało przemówień, w których przywoływano myśl Włodzimierza Lenina jako drogowskaz dla lokalnych decyzji.
Sprawy w jednym miejscu
Po 1989 roku, wraz ze zmianą ustroju, w dawnym politycznym gmachu pojawiły się bank, drobne usługi i lokalny biznes.
Lata mijały, a kolejne części budynku pustoszały – w korytarzach próżno było szukać tłumu klientów. I choć działały tu m.in. straż miejska oraz Biuro Obsługi Urzędu, gmach stopniowo tracił na znaczeniu i w świadomości Zielonogórzan popadał w zapomnienie.
Przełom przyszedł w 2025 roku, gdy miasto zdecydowało się przejąć cały obiekt, wydając na ten cel 8,6 mln zł.
– Chcemy przenieść tutaj Wydział Komunikacji, na którego lokalizację przy ul. Sienkiewicza i brak odpowiedniego parkingu mieszkańcy narzekają od lat. Rozważamy też przeniesienie Wydziału Spraw Obywatelskich z kamienicy przy Alei Niepodległości 10. Zależy nam, aby Zielonogórzanie mogli wygodnie załatwiać sprawy w jednym miejscu, bez konieczności jeżdżenia po całym mieście – tłumaczy prezydent Marcin Pabierowski.
Studzenie emocji
Historyczny gmach otwiera jednak więcej możliwości. Rąbka tajemnicy uchylił radny Jacek Budziński, który w swojej interpelacji zapytał o pomysł przeniesienia sesji rady niasta do Centrum Biznesu. – Czy są takie plany? I czy ma to sens, skoro sala w ratuszu została wyremontowana i od lat spełnia swoją funkcję? – pytał radny.
Prezydent nie wyklucza takiego rozwiązania, ale studzi emocje. – Na razie przygotowujemy dokumentację do remontu budynku przy ul. Bohaterów Westerplatte. W planach jest aula, która ma być wielofunkcyjna – nie tylko na sesje rady, ale też spotkania i konferencje – mówi Pabierowski. Jak dodaje, temat nie wziął się znikąd. – Obecna sala w ratuszu ma swoje ograniczenia. Jest po prostu ciasna i nie zawsze zapewnia komfort wszystkim uczestnikom – zarówno radnym, jak i mieszkańcom czy gościom.
Na razie nie wiadomo, ile kosztowałoby dostosowanie nowej przestrzeni. – Na tym etapie nie mamy jeszcze takich wyliczeń – zaznacza prezydent. Jednocześnie przypomina, że niedawne prace odtworzeniowe i wyposażenie sali w ratuszu kosztowały blisko 76 tys. zł. – To były dobrze wydane pieniądze. Ta sala nadal będzie potrzebna – do komisji, uroczystości i spotkań miejskich. W razie potrzeby wciąż będzie można organizować tam sesje – podkreśla.
Zamiast decyzji mamy więc początek dyskusji. Ale sama propozycja ma w sobie coś symbolicznego. W miejscu, gdzie kiedyś obowiązywała jedna linia, dziś mogłaby rozbrzmiewać miejska debata. Historia lubi takie zwroty.
(md)

Fot. UM Zielona Góra




