W harcerstwie nie ma mowy o samotności. – Harcerze uczą się współpracy w grupie, kompromisów. To bezcenne umiejętności, przydają się w codziennym życiu a potem na rynku pracy – mówi podharcmistrz Małgorzata Maśko-Horyza, na co dzień dyrektor Departamentu Rozwoju Miasta.
Rafał Krzymiński: – Od ilu lat jest pani harcerką?
Małgorzata Maśko-Horyza: – Od zawsze (śmiech). „Raz skautem, całe życie skautem” – to powiedzenie Roberta Baden-Powella, twórcy skautingu, z którego wywodzi się harcerstwo. Wstąpiłam, jak miałam dziewięć lat. Poszłam w ślady mamy i starszej siostry. Przeszłam niemal wszystkie szczeble „kariery harcerskiej” – byłam zastępową, przyboczną, drużynową, zastępcą komendanta hufca. Zdarzyło mi się również działać w Głównej Kwaterze naszej organizacji, zajmowałam się harcerstwem akademickim. Po urodzeniu trzech córek miałam 15-letnią przerwę. Z mężem ideę harcerską zaszczepiliśmy córkom: Poli, Malwinie i Idzie. Poproszono mnie, abym została wychowawcą na jednym z wyjazdów i ponownie połknęłam bakcyla, poczułam, że trzeba kontynuować misję.
– Co to za misja?
– Na pewno mam wewnętrzną potrzebę angażowania się w różne sprawy. Harcerstwo jest organizacją wychowawczą, kształtuje postawy społeczne i charakter młodych ludzi. Stawia im wyzwania. Uczy uwagi na potrzeby innych, szacunku dla drugiego człowieka, pielęgnowania tradycji patriotycznych, wrażliwości na krzywdę. I dlatego harcerze chętnie biorą udział w akcjach charytatywnych, sąsiedzkich. To co ja najbardziej cenię w harcerstwie, to umiejętność pracy zespołowej, obowiązkowość i odpowiedzialność za siebie i innych.
– Mówi się dziś, że młodzi są mniej zaradni i mają dwie lewe ręce. Pokolenie „płatków śniegu” ma się borykać z kłopotami zdrowia psychicznego, dopada ich depresja. Czy renesans harcerstwa może młodym ludziom pomóc?
– Faktycznie, można mówić o harcerskim odrodzeniu. Prowadzę 8. Gromadę Zuchową „Przyjaciele” w Hufcu ZHP Zielona Góra. Opiekuję się dziećmi w wieku 6-10 lat. Zainteresowanie jest olbrzymie, nabór do gromady zazwyczaj odbywa się tzw. pocztą pantoflową. Niektórzy przechodzą wszystkie szczeble, od zucha po instruktora, inni zaczynają w liceum. Rodzice często zapisują dziecko do gromady, bo chcą, aby były bardziej samodzielne. Harcerstwo to szkoła życia. Zuchy muszą sobie poradzić dwa tygodnie bez rodziców, śpiąc w lesie pod namiotem, myjąc naczynia, piorą sobie ubrania, obierają ziemniaki w kuchni. Muszą radzić sobie z cyfrową odtrutką. Na obozach i wyjazdach smartfonów nie ma albo są w ograniczonym zakresie. Dzieci, które dołączają do nas w późniejszym wieku, głównie szukają relacji. Cały system harcerstwa polega na pracy w małych grupach, pięcio-sześcioosobowych. Tak zdobywa się przyjaciół na wieki.
– To ważne, co pani mówi, tyle mówi się teraz o samotności młodych.
– W harcerstwie nie ma mowy o poczuciu osamotnienia. Dzieci i młodzież uczą się współpracy w grupie, zawierania kompromisów, rozwijają cechy liderskie. Te bezcenne umiejętności przydają się w życiu prywatnym i na rynku pracy. Harcerstwo skupia dużą uwagę na kwestii samorozwoju, sprawczości, rozwoju kreatywności i własnej osobowości. Ceni się przy tym bardzo indywidualność. Młody człowiek ma dzisiaj ogromną potrzebę bycia przyjętym takim jakim jest i to zapewnia mu harcerska brać.
– Czym dawne harcerstwo różni się od współczesnego?
– Dzieci mają o wiele więcej zajęć niż kiedyś i trudno im znaleźć czas na harcerstwo. Z drugiej strony bardzo potrzebują akceptacji, poczucia przynależności, potwierdzenia od dorosłych i rówieśników, że dają radę. To m.in. wynik tego, że komunikują się w smartfonach i w mediach społecznościowych, a mniej ze sobą rozmawiają. Z drugiej strony, młodzi są wrażliwi na to, co się dzieje w świecie, na ekologię, zmiany klimatu. Często wiedzą o tym więcej niż dorośli. To co się zmieniło, to także samo harcerstwo. Bo choć metoda pozostała niezmienna, to wkroczyły nowe sfery: informatyczne, medialne i ekonomicznych. Kadra działa w innych realiach, we znaki daje się biurokracja, o czym boleśnie przekonujemy się organizując różne wydarzenia.
– Z czym jeszcze macie problem?
– Pomimo renesansu harcerstwa, odczuwa się brak kadry. Instruktorzy wyjeżdżają na studia, zakładają rodziny, a potem trudno ich zastąpić. Staramy się zasypać tę lukę pokoleniową. To nie jest proste. Żyjemy teraz bardzo szybko, brakuje doby na aktywność społeczną. Zmagamy się z problemami lokalowymi. Mamy co prawda siedzibę chorągwi przy ul. Bohaterów Westerplatte, ale z grupą 30 zuchów trudno jest mi się tam pomieścić. Oczywiście, dużo czasu poświęcamy zajęciom w terenie, ale popołudniowe zbiórki w tygodniu trudno przeprowadzić w egipskich ciemnościach. Najlepiej pracuje nam się w szkołach. Warto wspomnieć, że harcerstwo jest niskobudżetowe. Rodzice się dziwią, że składki są niskie, to ok. 100 zł na kwartał. A jest tak dlatego, że nasza praca opiera się na wolontariacie. Pieniądze są potrzebne głównie na kształcenie, wsparcie merytoryczne, zakup materiałów potrzebnych do prowadzenia zbiórek, biwaków i obozów, ale również utrzymanie struktur i siedziby.
– Co dziś harcerz robi w terenie?
– Zależy od wieku. Moje zuchy uczą się czytać mapy, topografii Zielonej Góry, podróżowania komunikacją miejską i poruszania się w lesie, szacunku dla przyrody. Ruszamy do różnych miejsc, odwiedziliśmy lotnisko i stację uzdatniania wody. Dużo jeździmy. Poznajemy zakątki Polski. Ubolewam, że w szkołach, szczególnie średnich, stały się modne wycieczki zagraniczne do Grecji i Włoch, a rzadko pokazuje się piękno naszego kraju. Harcerzy uczymy konkretnych umiejętności: rozpalania ogniska, rozbijania namiotów, budowania urządzeń do obozowisk, korzystania z darów lasu, wytrwałości i czerpania radości z najdrobniejszych życiowych przyjemności, choćby ze słuchania śpiewu ptaków i kontemplacji krajobrazu.
– A pani co dało harcerstwo?
– Kierowałam zespołami, co bardzo pomaga mi w pracy. Harcerstwo dla mnie to kwestia wrażliwości na drugiego człowieka i niesamowite przeżycia. To przyjaźnie na całe życie i ludzie, na których zawsze mogę liczyć. Czuję się młodziej, widząc jak młodzi dojrzewają. Działam także w grupie wspierającej nastoletnich instruktorów. Za każdym razem jak pisemnie składają relacje ze swojej próby instruktorskiej, jestem wzruszona i zbudowana.
– Gratuluję medalu!
– Nie pracujmy dla medali, ale wyróżnienia są miłe. Zostałam doceniona jako drużynowa w plebiscycie instruktorskim „Lubuskie Grono”. Dumna jestem także z odznaczenia „Służba dziecku”.
– Harcerskie marzenia?
– Są przyziemne. To nowy magazyn i harcówka. I chciałabym, żeby pojawili się instruktorzy, którzy poprowadzą najmłodsze grupy.
– Można zostać harcerzem lub instruktorem w wieku 30, 40 lat?
– I dla takich osób mamy ścieżkę. Organizujemy kursy dla dorosłych kandydatów na instruktorów 35 plus. Ale można też wspierać nas w działaniach, organizacyjnie czy logistycznie np. przy wypadach na zimowiska. Pomagają nam też rodzice, za co bardzo dziękujemy.

Fot. Archiwum prywatne / – To co ja najbardziej cenię w harcerstwie, to umiejętność pracy zespołowej, obowiązkowość i odpowiedzialność za siebie i innych – mówi Małgorzata Maśko-Horyza











