Zbigniew Bujkiewicz napisał książkę o biznesowej stronie życia księżnej Doroty Talleyrand-Perigord. Nie brakuje w niej zaskakujących informacji, m.in. o ananasach z Zatonia. Były uprawiane w skrzyniach umieszczanych na końskim oborniku.
„Księżna żagańska Dorota Talleyrand (rozważna femme d’affaires)” to najnowsza książka Zbigniewa Bujkiewicza, znanego regionalisty i emerytowanego pracownika Archiwum Państwowego w Zielonej Górze. Jest dostępna w informacji turystycznej w ratuszu.
Popularność Doroty w Zielonej Górze znacznie wzrosła, odkąd miasto wyremontowało ruiny pałacu i zrewitalizowało park w Zatoniu. To właśnie o zatońskich oraz żagańskich czasach księżnej opowiada książka Bujkiewicza. Publikacja jest nieoczywista. Ci, którzy liczą na kulisy związku z Karolem Talleyrandem czy szczegóły kongresu wiedeńskiego, będą zawiedzeni. Ale ci, których interesuje życie księżnej, poznają jej do tej pory nieznane, biznesowe oblicze.
Partnerka Karola Talleyranda
Dorota Talleyrand-Perigord była znana na salonach europejskich jako partnerka Karola Maurycego Talleyranda, francuskiego ministra spraw zagranicznych w czasach Napoleona. Uczestniczyła m.in. w kongresie wiedeńskim, obracała się w kręgach europejskiej arystokracji, ludzi kultury. Utrzymywała relacje m.in. z Aleksandrem von Humboldtem, niemieckim przyrodnikiem, podróżnikiem i patronem uniwersytetu w Berlinie, francuskim pisarzem Honore de Balzakiem, węgierskim kompozytorem Ferencem Lisztem. Znana była jako księżna Dino, maleńkiej wyspy u zachodnich wybrzeży Włoch.
Talleyrand, starszy od Doroty o blisko 40 lat, zmarł w 1838 r. W testamencie zapisał Dorocie swój majątek we Francji. Księżna przeprowadziła się jednak na Dolny Śląsk, do dzisiejszego województwa lubuskiego. Po ojcu odziedziczyła majątek pod Zieloną Górą. W jego skład, oprócz Zatonia, wchodziły jeszcze m.in. Otyń i Klenica.
Dorota przyjechała do Zatonia w 1840 r. Rezydencja w tym miejscu powstała dużo wcześniej, bo w 1685 r. To jednak księżna zleciła przebudowę, nadając jej współczesną formę klasycystycznego pałacu.
Zbigniew Bujkiewicz, pisząc książkę, bazował na dokumentach ze zbiorów miejscowego archiwum.
– Na Dorotę zwróciłem uwagę, podążając ścieżkami, które lubię, czyli badając dzieje społeczno-gospodarcze. Zacząłem docierać do informacji, którymi do tej pory badacze się nie interesowali. Największym odkryciem był dla mnie fakt, że była bankowcem. Miała własny, prywatny bank, który funkcjonował pod nazwą Berliner Kasse. To kompletnie nieznane pole jej działania. W tamtych czasach wśród arystokratów bankowców raczej nie było, chociaż jej ojciec też się tym parał – opowiadał podczas promocji książki w archiwum.
Żagań od siostry
Ojciec Doroty, książę żagański Piotr Biron, zmarł w 1800 r. Majątek podzielił na trzy córki: Wilhelminę, Paulinę i właśnie Dorotę.
– Piotr Biron był majętnym człowiekiem. Ocenia się, że na Śląsku należały do niego 73 tysiące hektarów ziemi. Jego pozostały majątek w chwili śmierci został wyliczony na pięć milionów talarów. W tej kwocie były dwa miliony „wirtualne”, czyli tyle, ile winni mu byli jeszcze carowie rosyjscy za sprzedaż Kurlandii – mówił Bujkiewicz.
Piotr Biron miał bardzo możnych klientów. Hohenzollernowie, ród królewski w Prusach, byli mu dłużni 780 tysięcy talarów. Habsburgowie austriaccy – 400 tysięcy, tyle samo przyszły król Francji Ludwik XVIII.
Księstwo żagańskie w testamencie przypadło Paulinie. To jednak Dorocie zależało, by przejąć ojcowiznę. Ziemię i dobra w Żaganiu odkupiła od starszej siostry za 447 tysięcy talarów. Z tytułem książęcym był większy problem. – Nie można było go kupić. Doszło do kontraktu między siostrami. W 1842 r. Paulina zrzekła się tytułu księżnej Żagania, ale nie na rzecz Doroty, bo tego zgodnie z prawem nie mogła zrobić. Zyskał go jej syn Konstanty. Dopiero on w 1843 r. zrzekł się tytułu na rzecz Doroty. Otrzymał od niej 225 tysięcy talarów rekompensaty dla swoich „nienarodzonych dzieci”. Przejęcie Żagania kosztowało więc Dorotę prawie 700 tysięcy talarów – tłumaczy Zbigniew Bujkiewicz.
Regionalista podkreśla, że księżna dbała o płynność finansową. – Poza jednym wyjątkiem nie miała długów, to inni mieli długi u niej. Ten wyjątek był wymuszony, to było zobowiązanie wynikające z przejęcia tytułu księżnej żagańskiej i lenna żagańskiego – dodaje.
Łazienka z ciepłą wodą
Bujkiewicz mówi, że Dorota miała do Zatonia bardzo pragmatyczne podejście. – Już wyjeżdżając z Francji i osiedlając się w Zatoniu, miała jeden cel: przejęcie Żagania. Tyle że nie mogła być pewna, czy uda się go zrealizować.
O jej stosunku do Zatonia świadczy fakt, jak zadbała o rezydencję. – Już cztery lata przed przyjazdem poleciła zatrudnić wykwalifikowanego ogrodnika z Charlottenburga, który zadbał w pierwszej kolejności o ogród kwiatowy wokół samego pałacu. Jedną z jej najważniejszych decyzji było dobudowanie łazienki z ciepłą i zimną wodą, i stworzenie w pałacu kuchni. Wcześniej panowały tam siermiężne warunki. Kuchnia była w zabudowaniach folwarcznych, posiłki trzeba było donosić – mówi Zbigniew Bujkiewicz.
We wrześniu 1841 r., opuszczając Zatonie, Dorota wydała dwa polecenia: przebudowy pałacu i realizacji założenia parkowego.
Ciekawym wątkiem są ananasy uprawiane w Zatoniu. – To nie był wymysł Doroty. Interesujące, że Prusy były wtedy dużym ośrodkiem uprawy ananasów. Wysyłano je do Belgii czy Imperium Osmańskiego. Była tu jakaś moda na te owoce, uprawiano je m.in. w ogrodach królewskich w Poczdamie. To były czasy, gdy nie było szybkiej komunikacji zamorskiej.
Problemem było uzyskanie odpowiedniej temperatury dla ananasów. – Były uprawiane w skrzyniach umieszczanych na oborniku końskim, który je grzał. Dodatkowo jeszcze je przykrywano. Dopiero z czasem wynaleziono urządzenia cieplarnicze. Księżna musiała przykładać do uprawy ananasów dużą wagę – tłumaczy Bujkiewicz. W Zatoniu były nie tylko ananasy. Ogrodnictwo zatońskie z powodzeniem sprzedawało drzewka owocowe – brzoskwinie, wiśnie czy jabłonie.
Szymon Płóciennik

Fot. Wikimedia Commons / Grafika autorstwa Alexandra Dunckera przedstawiająca pałac w Zatoniu w czasach księżnej Doroty

Fot. Paweł Kalisz / Promocja książki o księżnej Dorocie Talleyrand w Archiwum Państwowym w Zielonej Górze

Fot. Paweł Kalisz / Książka jest dostępna w informacji turystycznej w zielonogórskim ratuszu

Fot. Wikimedia Commons / Dorota Talleyrand-Perigord. Portret Francoisa Gerarda z 1816 r.











