Poprawność polityczna? Kto by się tym przejmował 130 lat temu! Zielona Góra tłumnie schodziła się na ulicę Strzelecką, żeby oglądać teatr liliputów z Berlina i najgrubsze dzieci świata.

Dzisiaj to by nie przeszło! Pomyślałem tak, gdy Bartłomiej Gruszka, regionalista i archeolog, powiedział mi o swoim odkryciu. – Zobacz, co znalazłem! – pokazał kilka skanów z pożółkłych gazet. Przeglądał stare numery „Grunberger Wochenblatt”, czyli najstarszej i najważniejszej przedwojennej gazety w Zielonej Górze. Dostępne są cyfrowo w Zielonogórskiej Bibliotece Cyfrowej, w prosty sposób może z nich korzystać każdy internauta.

To historia ze Schützenplatz, czyli Placu Strzeleckiego przy dzisiejszej ulicy Strzeleckiej. Tam, gdzie teraz działa klub strzelecki Gwardia, przed wojną w Grünbergu był plac z muszlą koncertową. Miejsce występów i zabaw. Jego centrum był Schützenhaus, czyli siedziba zielonogórskiego bractwa kurkowego. Z restauracją i salą spotkań.

Dziś temat dla MOPS-u

Schützenplatz był w Grünbergu popularnym miejscem rozrywki. O tym, jak bardzo, świadczą ogłoszenia z przedwojennych gazet. – Przyciągał dawnych Zielonogórzan nie tylko występami „zwykłych” cyrków, ale też pokazami, które dziś wywołałyby protesty i zainteresowanie opieki społecznej – mówi Gruszka.

Przegląd starych ogłoszeń pokazuje też, jak pomysłowi byli ówcześni właściciele cyrków i komiwojażerowie. I jak musieli się dwoić i troić, by wciąż przyciągać nowych widzów.

Część ich pomysłów, zwłaszcza tych dotyczących dzieci, budzi dziś słuszne oburzenie. Z pewnością nie udałoby się ich powtórzyć w naszych czasach. Jednak wtedy, w środku rewolucji przemysłowej i rodzącego się dzikiego kapitalizmu, podobne trupy cyrkowe objeżdżały całą Europę. A dla ludzi, którzy nie mogli korzystać z zasiłków i opieki społecznej, występowanie przed publicznością było być może jedyną szansą, by zarobić jakiekolwiek pieniądze na życie… Podobne realia opisała Olga Tokarczuk w opowiadaniu „Najbrzydsza Kobieta Świata” w zbiorze „Gra na wielu bębenkach”. Warto obejrzeć też film „Aria dla atlety” w reżyserii Filipa Bajona z 1979 r. Krzysztof Majchrzak wcielił się w rolę Władysława Góralewicza, zapaśnika i cyrkowca z początków poprzedniego stulecia.

Śpiew, taniec i humor

Zajrzyjmy do dwóch ogłoszeń z końca XIX wieku. Widać, że właściciel Schützenplatz musiał prosperować dobrze. Ściągał na ulicę Strzelecką szereg atrakcji, o których w Grünbergu zapewne było głośno. Łatwo wyobrazić sobie, jak bardzo zielonogórskie dzieci musiały namawiać rodziców, by wyłożyli parę groszy na bilety wstępu na takie pokazy.

„Teatr Liliputów na Schutzenplatz! (reżyseria E. Ritter)” – głosi tytuł. Z rysunku na ogłoszeniu w „Grünberger Wochenblatt” spogląda ośmioro „liliputów”. Góruje nad nimi reżyser lub właściciel cyrku – pan Ritter. Wiemy, że teatr miał siedzibę w Berlinie. „Artystyczne stowarzyszenie składające się z ośmiu dobrze wykształconych karłów, zwanych Liliputami, czterech mężczyzn i cztery kobiety w wieku od 16 do 32 lat, o wzroście od 78 do 108 cm. Występy składają się ze śpiewu, tańca, deklamacji i humorystycznych prezentacji” – możemy przeczytać.

Spektakle rozpoczynały się zazwyczaj o godz. 15.00. Bilet pierwszej kategorii dla jednej osoby kosztował 50 fenigów, drugiej – 30 fenigów. Miejsce w galerii – 20 fenigów. Dzieci płaciły połowę ceny.

Kolejne ogłoszenie to już Hulda i Wilhelm, najgrubsze dzieci na świecie. Tak przynajmniej reklamował występy organizator. Czy faktycznie byli rekordzistami, można mieć wątpliwości. Wtedy często przyciągano publiczność chwytliwymi hasłami. Kto w czasach bez Internetu mógł to zweryfikować?

Panopticum w Grünbergu

„Grube dzieci! Tylko przez pięć dni! Od czwartku do poniedziałku, otwarcie w czwartek wieczorem o godz. 19. Na Schutzenplatz!” – krzyczał nagłówek w gazecie. Dalej można było przeczytać o Panopticum, czyli zbiorze osobliwości, często połączonym z gabinetem figur woskowych.

„Żywe zjawisko naturalne dotarło tutaj i jest otwarte codziennie. W Panopticum można zobaczyć wiele nowych eksponatów” – czytali dawni Zielonogórzanie. „Pojawienie się Liliputów i gigantycznych dzieci” – dowiadywali się. Wisienką na torcie tej egzotycznej kolekcji byli Hulda i Wilhelm, czyli „najcięższe i największe dzieci na świecie”. Nie brakowało szczegółów: „Hulda – 2 lata i 9 miesięcy. Waży 56 kg. Wilhelm – 12 lat, waży 113 kg. Niech każdy przyjdzie, zobaczy i się zachwyci!”. Bilety wstępu? 30 i 20 fenigów. Dzieci płaciły połowę.

Jakie wrażenie na Zielonogórzanach wywarł gabinet osobliwości? Tego nie przeczytamy w gazecie. Wiemy jedynie, że za opłatą można było fotografować się z dziećmi. Może kiedyś uda się znaleźć jedno z takich zdjęć gdzieś na strychu lub na giełdzie staroci.

Za tydzień w „Czasie Zielonej Góry” dalszy ciąg cyrkowych informacji. Będzie też o powojennych występach!

Szymon Płóciennik

Fot. Zielonogórska Biblioteka Cyfrowa / Dwuletnia Hulda ważyła 56 kg, a dwunastoletni Wilhelm 113 kg. Za dodatkową opłatą można było się z nimi sfotografować.

Fot. Władysław Czulak / Dawny Schützenhaus przy ul. Strzeleckiej, czyli siedziba bractwa kurkowego w Grünbergu

Fot. Zielonogórska Biblioteka Cyfrowa / „Występy składają się ze śpiewu, tańca, deklamacji i humorystycznych prezentacji” – zachwalał organizator. I pisał, że aktorzy mają od 78 do 108 cm wzrostu.

Fot. Zbiory Muzeum Ziemi Lubuskiej / Plakaty XX-wiecznego cyrku, który występował na Placu Strzeleckim. Przyjechały słonie, lwy i małpy. To szczegóły powiększonego zdjęcia z kolekcji MZL.