Maryla Rodowicz ma dwa lata, gdy jej ojciec Wiktor zostaje aresztowany. Słyszy zarzuty: kolaboracja z gestapo w czasie wojny. Są jak cywilna i polityczna śmierć. – To był publiczny lincz, a proces był pokazowy – mówi historyk Tadeusz Dzwonkowski.
Wiktor Rodowicz ma legitymację Polskiej Partii Robotniczej. Maryla w autobiografii „Wariatka tańczy” wspomina, że jest prezydentem Zielonej Góry, ale to nieprawda. Kieruje Powiatową Radą Narodową.
Tadeusz Dzwonkowski, historyk i były dyrektor archiwum w Zielonej Górze, opowiadał mi kilka lat temu: – Rodowicz był dyrektorem gimnazjum. Uznano, że jest popularny, ma wiedzę i doświadczenie, i uczyniono go przewodniczącym PRN. To było ważne stanowisko, ale nie typowo decyzyjne, bardziej honorowe, reprezentacyjne.
Niezbyt pasował
W grudniu 1948 r. PPR i PPS jednoczą się, powstaje PZPR, Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Wcześniej w szeregach partii toczą się wewnętrzne walki, dochodzi do czystek i „rugowania elementów reakcyjnych”. Stanisław Mikołajczyk, przywódca PSL i do niedawna wicepremier, ratuje się przed aresztem ucieczką na Zachód.To, co dzieje się w kraju, obejmuje też lokalne struktury. Zaczynają się próby usunięcia Wiktora Rodowicza.
Tadeusz Dzwonkowski: – Był inteligentem, nie pasował za bardzo do tej grupy w komitecie powiatowym PPR. Bardziej pasowałby do Stronnictwa Demokratycznego. Wykształcony, noszący się z pańska, doceniający piękno sztuki, raczej nienadużywający alkoholu. Nie miał sposobu bycia członka PPR, brakowało mu tego ówczesnego „sznytu robotniczego”.
Zarzuty: kolaboracja
W styczniu 1948 r. Wiktor Rodowicz zostaje aresztowany. Słyszy zarzuty: kolaboracja z gestapo w czasie wojny. Są jak cywilna i polityczna śmierć.
– Oskarżenie o współpracę z gestapo było dla tego człowieka niszczące, to był publiczny lincz. Dość powiedzieć, że kolejnym przewodniczącym Rady Powiatowej został Ireneusz Cichacz, który w Łukowie był organizatorem i pierwszym szefem Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Proces był polityczny, pokazowy. Chodziło o to, żeby odsunąć Rodowicza od grupy rządzącej w PPR i zniszczyć w oczach mieszkańców – mówi Dzwonkowski.
Proces wzbudza ogromne zainteresowanie mieszkańców. Sąd najpierw uniewinnia Rodowicza, ale prokurator wnosi kasację. Tym razem wyrok brzmi: 15 lat więzienia.
To nie najgłośniejszy zielonogórski proces polityczny. W innym sąd wojskowy skazuje pięciu ważnych zielonogórskich urzędników, m.in. byłego starostę Jana Klementowskiego i byłego wicestarostę Romana Mazurkiewicza. Winny jest też Kazimierz Krwawicz. Ten sam, który wiózł Marylę do chrztu. Wszyscy zostają oskarżeni o nieuczciwe przeprowadzenie weryfikacji autochtonów. W Hali Ludowej ich proces śledzą tłumy zielonogórzan.
Nowe życie we Włocławku
– Kiedy ojciec został skazany, zapieczętowali cały dom, wszystko zabrali i mama została z dwójką małych dzieci – wspomina Maryla.
Mama bierze Jurka i Marylę, razem z babcią wyjeżdżają do Włocławka. – Mama dała ogłoszenie do gazety, że szuka pracy. Doświadczenia, poza tą księgarnią, nie miała, ale po wojnie brakowało rąk do wszystkiego i dostała bardzo dużo ofert. Pierwsza nadeszła z Włocławka i mama uznała, że musi ją przyjąć. Wsiedliśmy więc do pociągu: mój brat, mama, babcia i ja – opowiada.
Wiktor wychodzi z więzienia po śmierci Stalina. Obejmuje go amnestia. Tyle że nie ma już powrotu do dawnego życia.
– Jak wyszedł, rodzice od razu się rozwiedli. Podzielili też między siebie dzieci. Ja zostałam z mamą, a ojciec miał się zaopiekować Jurkiem. Tak naprawdę go nie znałam. Kiedy go wypuścili, zamieszkał w Bydgoszczy ze swoimi rodzicami, a ja bardzo rzadko się z nim widywałam. Potem zachorował na raka płuc. Leżał w szpitalu. Odwiedziłam go tam, a on zabrał mnie na korytarz i szeptem powiedział, że mogą go podsłuchiwać. Miał obsesję z poprzednich lat. Powiedział też wtedy, że chciałby mi różne rzeczy przekazać, ale cały czas się rozglądał i w końcu nic nie opowiedział – mówiła Rodowicz kilka lat temu w „Vivie”. Pierwszy raz tak otwarcie o ojcu.
Janina pod koniec lat 60. ponownie wychodzi za mąż. Pracuje jako dekoratorka wystaw sklepowych. W ten sposób może choć trochę realizować plastyczne pasje. Umiera w 2017 r., ma 93 lata.
„Czuję więź z tym miastem”
Maryla Rodowicz do Zielonej Góry przyjeżdża często, głównie z koncertami. – Chociaż wyjechałam, gdy miałam zaledwie trzy lata, czuję więź z tym miastem. Kilka lat temu, po jednym z koncertów, odwiedziłam dom, w którym przyszłam na świat. Rozmawiałam z mieszkańcami – mówi w „Gazecie Lubuskiej” w 2007 r.
Po występie na deptaku podchodzi do niej młody chłopak, kilkunastoletni fan. Szukał jej domu, ale nie mógł znaleźć. Prosił o pomoc nawet policjantów. Okazało się, że pomylił adres, ale nie wiedział o tym, gdy rozmawiał z Rodowicz. – Trochę się zaniepokoiłam. Pojechałam od razu sprawdzić, czy dom jeszcze stoi. I jest.
W 2021 r. zostaje Honorową Obywatelką Zielonej Góry, dyplom odbiera przed koncertem na winobraniowej scenie. Dwa lata później, też podczas Winobrania, odsłania poświęcony jej mural. Przy placu Bohaterów stworzył go Jakub Bitka. Wieczorem znów gra tu koncert.
W Zielonej Górze są też pamiątki związane z jej ojcem. Biblioteka Norwida ma cztery książki z wypożyczalni Wiktora Rodowicza. Dwie z noblowskiej serii – „Głód” Knuta Hamsuna i „Śmierć” Maurice’a Maeterlincka. Jest też angielskie wydanie „Limbo”, zbioru opowiadań Aldousa Huxleya, i „Zwycięzca”, druga część „Trylogii księżycowej” Jerzego Żuławskiego. Wszystkie z pieczątkami. Tyle że już nie można ich wypożyczyć. Są w dziale zbiorów specjalnych.
Szymon Płóciennik

Fot. Bartosz Mirosławski / Maryla Rodowicz w 2021 r. została Honorową Obywatelką Zielonej Góry, dyplom odebrała przed koncertem na winobraniowej scenie

Fot. Mateusz Greczyło-Szema / Wiktor Rodowicz prowadził księgarnię i wypożyczalnię książek na parterze kamienicy przy dzisiejszej ul. Pod Filarami

Fot. Alicja Lipińska / Biblioteka Norwida w Zielonej Górze / Książka „Głód” z wypożyczalni Wiktora Rodowicza, jedna z czterech w zbiorach Biblioteki Norwida











