Fot. Jerzy Malicki

Zdjęcia z premiery monodramu podczas Zielonogórskich Spotkań Artystycznych. Fot. Jerzy Malicki

Ci, którzy przegapili premierę monodramu o życiu winiarza Eduarda Seidela, będą mieli okazję obejrzeć spektakl podczas najbliższych Dni Otwartych Piwnic Winiarskich. To historia budowniczego Sali Szeptów i ważnego XIX-wiecznego Zielonogórzanina.

Od 4 do 6 czerwca w Zielonej Górze odbędą się Otwartych Piwnic Winiarskich. Na trzy dni zostaną otwarte aż 34 historyczne piwnice, w których zaprezentują się winiarze z 46 lubuskich winnic.W kolejnym numerze “Czasu Zielonej Góry” przeczytacie o imprezie w specjalnej wkładce. Znajdziecie tam mapkę z piwnicami i spis najważniejszych wydarzeń towarzyszących.

Jedną z najbardziej charakterystycznych piwnic jest Sala Szeptów. Miejska piwnica przy ul. Sowińskiego 3, niedawno gruntownie wyremontowana. Piwnicę zbudował Eduard Seidel – jeden z najważniejszych zielonogórskich winiarzy i społeczników XIX wieku.

To właśnie z Seidelem związana jest ta opowieść. A dokładniej ze spektaklem “Seidel, niewinne igraszki ze śmiercią” o jego życiu i śmierci, który niedawno miał premierę w Sali Szeptów. Wyprodukowała go Fundacja Tłocznia, monodram podczas Zielonogórskich Spotkań Artystycznych im. Piotra Machalicy oglądało ponad 100 osób, nadkomplet publiczności.

W rolę Seidela wciela się Aleksander Stasiewicz, a monodram wyreżyserował Lech Mackiewicz.

Co ciekawe, ważną rolę w spektaklu odgrywała… trumna.

– Ci, którzy przychodzili do piwnicy podczas majowego Lubuskiego Festiwalu Otwartych Piwnic i Winnic, byli zaskoczeni widząc trumnę leżącą z tyłu, wyeksponowaną między dwiema potężnymi beczkami – opowiada Krzysztof Koziołek, pisarz, autor kryminałów retro, który podczas niemal każdej piwniczej imprezy wystawia się ze swoimi książkami w piwnicy przy ul. Sowińskiego 3. Część gości myślała, że trumna może mieć związek z literaturą Koziołka, ale to był fałszywy trop.

Trumną, kupioną w prawdziwym zakładzie pogrzebowym, na potrzeby spektaklu zajął się Adam Łucki, scenograf z Teatru Lubuskiego. Pomalował ją i postarzał, by wygląda jak wyjęta z ziemi. Aleksander Stasiewicz, czyli Eduard Seidel, opowiada przy niej o swoim życiu. I śmierci.

Za scenariusz (również autorstwa Lecha Mackiewicza) posłużyła prawdziwa autobiografia Seidela. W 1931 r., wiele lat po śmierci winiarza, wydała ją jego córka Anna Granier. Ukazała się w dodatku do miejscowej gazety. Na potrzeby spektaklu pracę przetłumaczyła Izabela Korniluk z Muzeum Ziemi Lubuskiej.

Powtórka w Parku Sowińskiego

Spektakl zostanie powtórzony podczas Dni Otwartych Piwnic Winiarskich. Rozpocznie się w czwartek, 4 czerwca o godz. 16:00. Tyle że nie w Sali Szeptów, a w innej dużej piwnicy – Ernsta Mühle w Parku Sowińskiego.

– Ze względu na to, że w trakcie imprezy trudno o ciszę w Sali Szeptów, spektakl wystawimy właśnie w historycznej piwnicy w Parku Sowińskiego. Wcześniej organizowaliśmy tam pokazy filmowe czy spotkania literackie – mówi Bartłomiej Gruszka z Fundacji Tłocznia. – Spektakl trwa niecałą godzinę, wstęp oczywiście wolny.

Historia, którą spisał Seidel (lub jego córka, trudno jednoznacznie powiedzieć), to uniwersalna opowieść o życiu na Śląsku w XIX wieku. I o Zielonej Górze, przecież historycznym dolnośląskim miasteczku. Opowieść nie jest długa (liczy raptem około 30 stron), ale za to bogata w wiele wydarzeń. Mamy więc m.in. rozbudowę Zielonej Góry i budowę dużej wytwórni wina przy skrzyżowaniu dzisiejszych ulic Drzewnej i Sowińskiego. Razem z całą fabryką powstała też oczywiście leżakownia, dzisiejsza Sala Szeptów. Jest i willa Seidela, w której obecnie mieści się poradnia psychologiczno-pedagogiczna. Gdy ją zbudowano, w stylu włoskiego palazzo, olśniewała Zielonogórzan. Po przeróbkach w PRL-u trudno doszukać się w niej śladu dawnego bogactwa i wdzięku.

Powiedziałem sobie, że teraz postawię dom, jakiego jeszcze nie było w Grünbergu. To będzie pałac z dwiema wieżami i trzema balkonami. Tylko w złocie i bieli! Spełniało się to, co przewidział ojciec. Powiedział mi raz: Edwardel, zostaniesz wielkim kupcem i wyruszysz w szeroki świat, a kiedy będziesz bogatym człowiekiem, wrócisz do domu i przywieziesz worek pieniędzy, a my będziemy szczęśliwi i wtedy zjemy coś dobrego” – pisał Seidel.

Jest też rok 1873 i krach przemysłowej rodziny Försterów – chyba największy kryzys finansowy w dziejach Zielonej Góry. Försterowie przeinwestowali, stracili płynność finansową, a skutki ich upadku przez lata odczuwało całe miasto.

Wielki kryzys. Przepadła co piąta fortuna. Moi krewni stracili niemal wszystko. Mój biznes stanął w miejscu. Zdążyłem co prawda zbudować domy za setki tysięcy wcześniejszych talarów. Budowali też znajomi., godni zaufania pracownicy, pomocnicy i rzemieślnicy. Wpłacali zaliczki, a teraz wisiało nad nimi widmo ruiny” – pisał winiarz.

Jest więc o biedzie, ale i o wielkich marzeniach. O amatorskim teatrze, winiarstwie, przyrodzie i zazdrości mieszkańców. Również o pragnieniu, by Zielona Góra, ówczesny Grünberg, była wciąż miastem winnic, ogrodów i sadów. Może się to wydawać paradoksem, bo przecież dziś miłośnicy Zielonej Góry z rozrzewnieniem oglądają pocztówki zielonych miejskich wzgórz sprzed ponad 100 lat. A jednak Seidel doskonale wiedział, że miasto winnic staje się coraz bardziej miastem przemysłowym. Ba, sam był przemysłowcem i skutecznie lobbował za doprowadzeniem tutaj kolei.

Eduard Seidel zmarł w 1891 r. Został pochowany na Cmentarzu Świętej Trójcy przy dzisiejszym rondzie PCK. W miejscu, w którym poza ówczesnym miastem zbudował Zakątek Flory, jest dziś Osiedle Pomorskie.

Szymon Płóciennik