Fot. Czesław Łuniewicz / Zbiory Archiwum Państwowego w Zielonej Górze

W takie upały, jakie mamy teraz w Zielonej Górze, każdy myśli o ochłodzie. I dziś, i dawniej mieszkańcy wybierali “Ochlę”, czyli kąpielisko przy ul. Botanicznej. Dziennikarze pisali, że nawet prysznic nie zastąpi kąpieli w chłodnej wodzie!

Za oknem skwar, na termometrach ponad 30 stopni, a za chwilę zaczną się wakacje. Kto tylko może, szuka wytchnienia od prażącego słońca. A co może być lepszego w taką pogodę niż wskoczenie do zimnej wody? Na kąpielisku H2Ochla przy ul. Botanicznej bawią się tłumy, a przecież podobnie było tutaj już dawniej.

Przeglądam archiwalne numery “Gazety Zielonogórskiej” i “Lubuskiej”, by poczytać, jak radzono sobie z upałami w PRL-u. Swoją drogą, wszystkich zachęcam do takiego wędrowania w przeszłość. Dziś nie trzeba już odwiedzać Biblioteki Norwida, by wertować pożółkłe roczniki gazet. Wystarczy zajrzeć do Zielonogórskiej Biblioteki Cyfrowej i w zaciszu domu przeglądać numer po numerze, można szukać według interesujących nas haseł.

W oczy rzuca mi się artykuł z 24 lipca 1987 r. “Gazeta Lubuska” i chwytliwy tytuł: “Prysznic nie zastąpi kąpieliska”. Dziennikarz opisuje zalety “Ochli” w gorące wakacje, choć narzeka, że trudno tam o wolne miejsce. Wszędzie tłumy!

Kłopoty z zimnymi napojami

“W upalne dni — nie licząc kolonii i półkolonii — było tu dziennie do 4 tysięcy osób. Ponadto — od 8 do 10 grup zorganizowanych. A w niedziele spragnionych kąpieli jest zwykle znacznie, znacznie więcej. Co dzień kąpielisko czynne jest w godzinach 10—19, a w dni wolne od pracy do godziny 20. Obszar wokół basenu został zradiofonizowany, można więc opalać się i kapać przy muzyce. W pierwszych dniach lata były tu kłopoty z zimnymi napojami. „Społem” jakby się nieco zagapiło, ale dziś jest już obietnica prezesa spółdzielni, że orzeźwiających płynów nie zabraknie na kąpielisku. Atmosferę najprawdziwszej plaży wprowadza tutaj również prywatna inicjatywa, której przedstawiciele sprzedają to watę na patyku, to słonecznik (…)

W tym roku na terenie rekreacyjnym Ochli można rozbijać namioty, a nawet instalować, w porozumieniu z gospodarzem, światło. Bilety na kąpielisko nie są drogie — 10 i 20 złotych, a grupy zorganizowane wypoczywają tu bezpłatnie” – pisze.

Wszyscy ciągną do kąpieliska leśnego

Przenieśmy się 15 lat wcześniej, do numeru z 13 czerwca 1972 r. To już “Gazeta Zielonogórska”.

“Coraz więcej, szczególnie w cieple dni, jest chętnych do zażywania kąpieli. Wszyscy „ciągną” więc do kąpieliska leśnego przy ul. Botanicznej. Przypominamy, że kąpielisko czynne jest codziennie od godziny 7 do 19, a nad bezpieczeństwem kąpiących sie czuwają czterej ratownicy” – opisuje autor.

Krótki tekst dzieli się na dwie części. Oprócz opisu samego kąpieliska jest też informacja o tym, że wkrótce miejsca do pluskania się w wodzie i odpoczynku będzie więcej. Pod warunkiem, że dopisze czyn społeczny, czyli Zielonogórzanie.

“Kąpielisko powstało i rozbudowuje się w czynie społecznym. Trzeba o tym pamiętać i szczególnie szanować urządzenia. Do zakładów pracy, przedsiębiorstw i instytucji kierujemy jeszcze raz apel, aby pomogły władzom miejskim i Komitetowi Społecznemu Zagospodarowania Parku Piastowskiego w zagospodarowaniu kąpieliska wchodzącego w skład parku. Wszystko to przecież, co tam się robi i będzie robić, służy wszystkim mieszkańcom, a więc i pracownikom zakładów. Bez parku i kąpieliska nie mieliby gdzie odpocząć i nabrać sił do pracy. Każda pomoc się liczy – w sprzęcie, funduszach, pracy społecznej” – możemy przeczytać.

Kąpielisko w Ochli zostało otwarte w 1964 r., a później przebudowano je w 1969 r. Były też późniejsze zmiany. H2Ochla została z kolei udostępniona dwa lata temu.

Na zdjęciach Czesława Łuniewicza z kolekcji Archiwum Państwowego w Zielonej Górze możecie obejrzeć, jak wyglądały letnie dni na kąpielisku przy ul. Botanicznej.

Szymon Płóciennik