Na wycieczkach można poznawać geografię, historię, przyrodę. Można też studiować… picie zielonogórskich trunków. Tak właśnie zrobił 100 lat temu jeden z dziennikarzy z Berlina.
„Śląska podróż alkoholowa” to tytuł jednego z 20 tekstów zamieszczonych w książce „Zielona Góra w relacjach podróżniczych i prasowych. Antologia tekstów źródłowych”. Mam przyjemność być – obok Agnieszki Bormann i Bartłomieja Gruszki – jednym z jej twórców. Książka jest już w sprzedaży w informacji turystycznej, ale oficjalną premierę będzie miała w środę, 11 marca o godz. 18.00 w Muzeum Ziemi Lubuskiej. Spotkanie poprowadzi Wojciech Kozłowski z galerii BWA, a fragmenty tekstów przeczytają Natalia Dyjas-Szatkowska i Halinka Bohuta-Stąpel. Wstęp wolny.
Tekst, o którym dziś piszę, powstał niemal równo 100 lat temu. Erich Köhrer, dziennikarz berlińskiej gazety „Berliner-Borsen-Zeitung”, odwiedził Grünberg pod koniec 1922 r. Ta relacja do tej pory była u nas praktycznie nieznana. A jest niezwykle ciekawa!
Jak najpilniejszy student
Köhrer po wizycie w Zielonej Górze napisał reportaż. Barwny i pełeń szczegółów z życia miasta. Zresztą od samego początku autor nie ukrywał, że wiedzę zdobywał pilnie. Uczył się bowiem… spożywania zielonogórskich trunków. „W tych dniach studiowałem kwestię produkcji wina, winiaku i wina musującego w Zielonej Górze u samego źródła. Proszę czytelnika, aby mi uwierzył, że od czasów studenckich nie przykładałem się do nauki z takim zapałem, jak nad tym tutaj problemem” – pisał dziennikarz z wdziękiem i humorem.
Korespondent z Berlina, podobnie jak wielu innych autorów w tamtym czasie, początkowo był wobec zielonogórskiego wina nieufny. Gdy go jednak spróbował, pojawiła się ciekawość, a później coraz większe uznanie. Wiele relacji zawiera puentę, którą można sparafrazować tak: Zielonogórskie wino jest dużo lepsze niż jego reputacja!
„Przyznam się otwarcie, że i ja jedynie z milczącym uśmiechem słuchałem o Grünbergerze, a także omijałem szerokim łukiem każdą butelkę wina musującego, o której wiedziałem, że pochodzi z Zielonej Góry” – pisał dziennikarz. I dodawał: „Jednakże głód wiedzy jest jedną z zasadniczych różnic między człowiekiem a zwierzęciem (…). Przelotne wrażenie, jakie wzbudziło we mnie kilka krótkich prób, wystaczyło, aby zechcieć zbadać zagadnienie gruntownie”.
Przyjeżdżając do Zielonej Góry, Köhrer zwrócił uwagę, że winiarskie miasteczko staje się coraz większym ośrodkiem przemysłowym, a kominy fabryk przeplatają się w krajobrazie z pagórkami porośniętymi winną latoroślą. I choć winnic ubywało, to jednak winiarski charakter miasta dominował.
Nie sposób się nie uśmiechnąć, gdy czyta się dziś opisy Köhrera. Łatwo ocenić, że wiele z nich – z powodu poprawności politycznej – wypadłoby ze współczesnych relacji prasowych.
„Kiedy wędruje się przez to małe miasteczko, które otoczone jest radośnie zielonymi wzgórzami, przechodzi się co rusz z jednego zapachu w drugi. Przed chwilą wyczuwało się, że gdzieś niedaleko fabryka włókiennicza wpływa na środowisko, wtem alkoholowe opary przepychają się między tamtymi i pobudzają przyjemnie nos spacerowicza, pod warunkiem, że nie jest on zagorzałym abstynentem. (…) Nawet niemowlęta wydają się już mieć alkohol we krwi” – pisał.
Ćwiczenia praktyczne nie były skomplikowane. Dziennikarz odwiedzał poszczególne zakłady, gościł także w jednym z winiarskim wyszynków, gdzie pił Grünbergera, czyli wino produkowane w Zielonej Górze.
Mała sala do degustacji
Köhrer opisał chociażby swoje wrażenia z wytwórni Buchholza przy ul. Jedności, dzisiejszej Wyborowej. Przed I wojną światową był to największy producent winiaków w w Niemczech.
„Kiedy stajesz przed budynkiem Buchholza, najpierw patrzysz z niejakim zdumieniem na niepozorną siedzibę tej firmy. Lecz podczas zwiedzania wytwórni i piwnic szybko zdajesz sobie sprawę, jak zwodnicze jest to, co widać na zewnątrz. Schody prowadzą w górę i w dół, a w głębi rozciągają się rozległe piwnice, niektóre wyposażone w bardzo zabawne kolorowe lampy i inne ozdobne bibeloty. Gdzieś w ustronnym zakątku, pośród bogato rzeźbionych beczek urządzona jest mała izba do degustacji, która wabi do próbowania”.
Obowiązkowym punktem wizyty była wytwórnia Gremplera, powojenna Lubuska Wytwórnia Win przy ul. Moniuszki. To tam w 1826 r. – dokładnie 200 lat temu! – zaczęto produkować pierwsze poza Francją wina musujące.
„Po zwiedzeniu piwnic i pomieszczeń produkcyjnych spróbowałem kilku cuvée (win powstałych z łączenia różnych rodzajów win lub moszczów- red.), początkowo z wahaniem, ale potem z rosnącym zadowoleniem. Dawno nie byłem tak radosny jak przy tym trunku. O tym, że nie jestem osamotniony w tej zmianie opinii, świadczy fakt, że roczna produkcja tego wina wzrosła do około 400 000 butelek” – notował Köhrer.
Zauważył też: „Każdy pracownik otrzymuje codziennie butelkę wina spokojnego, a na Boże Narodzenie prezent w postaci sekta. Mam nadzieję, że w przyszłości spędzę tu wakacje jako niewykwalifikowany pracownik!”
Rozpieszczony Grünbergerem
Dziennikarz wspominał, że wino produkuje się także w okolicach Zielonej Góry, ale nie dorównuje w smaku temu zielonogórskiemu. Żeby to zobrazować, przytoczył zasłyszaną anegdotę:
„Podróżny, który przybył raz do Sulechowa, jak to z dumą opowiadają w Zielonej Górze, wieczorem w hotelu poprosił o butelkę wina. Wziął łyk i oszołomiony zapytał, czy nie mają lepszego. „To wino jest doskonałe”, odpowiedziano mu. Następnie powiedział, że dzień wcześniej był w Zielonej Górze i wypił tam butelkę wina, które smakowało zupełnie inaczej. Człowiek w hotelu wzruszył ramionami i odpowiedział mu: „Grünberger? No tak, widocznie już jest pan nim rozpieszczony jak francuski piesek!” Zaiste, z dumą kocham swoich Zielonogórzan, ponieważ teraz kocham również ich wino!”
W książce zamieściliśmy trzy teksty poświęcone Zielonej Górze, których autorem był Erich Köhrer. W jednym z dużych reportaży opisywał przemysłową Zieloną Górę, skupiając się na fabryce włókienniczej Deutsche Wollenwaren-Manufaktur, powojennej Polskiej Wełnie. Do tego tekstu wrócimy przy innej okazji.
Szymon Płóciennik

Fot. Ewald Hase/Zbiory Tomasza Kowalskiego / Ulica Jedności na początku XX wieku. Mniej więcej na środku po lewej stronie wytwórnia winiaków Buchholza.

Fot. Zbiory Muzeum Ziemi Lubuskiej / Taką wytwórnię Gremplera przy ul. Moniuszki musiał widzieć Erich Köhrer. Zdjęcie z lat 20. XX w.

Fot. Czesław Łuniewicz/Zbiory Archiwum Państwowego w Zielonej Górze / Na zdjęciu z Lubuskiej Wytwórni Win widać przedwojenne beczki winiarskie

Fot. Szymon Płóciennik / Oficjalna premiera książki „Zielona Góra w relacjach podróżniczych i prasowych” 11 marca o 18.00 w Muzeum Ziemi Lubuskiej.











