We wrześniu 1963 r. wielka ciężarówka z 20-metrowym płetwalem zwyczajnym „zaparkowała” na Placu Powstańców Wielkopolskich. Wystarczyło zapłacić 5 zł, by stanąć oko w oko z prawdziwym (choć zakonserwowanym) morskim stworem!
W ostatnim numerze „Czasu Zielonej Góry” pisałem o dziwach, które przed wojną można było oglądać na Placu Strzeleckim, czyli dzisiejszym parkingu Gwardii przy ul. Strzeleckiej, naprzeciwko III LO. Stała tam muszla koncertowa, a teren służył do zabaw i rekreacji. Mieszkańcy Grünbergu nie dość, że mogli podziwiać cyrkowe pokazy z lwami, słoniami i żyrafami, to chodzili jeszcze na występy teatru liliputów z Berlina czy prezentacje najgrubszych dzieci na świecie, Huldy i Wilhelma. Obiecałem też, że w tym tygodniu przedstawię powojenne obwoźne zielonogórskie atrakcje.
Jedną z tych największych był prawdziwy (oczywiście nieżywy), zakonserwowany w formaldehydzie, 20-metrowy wieloryb, który w latach 60. XX wieku krążył po Polsce i całej Europie. Odwiedził wiele miast, w tym Zieloną Górę. Wyobraźmy to sobie. Komunistyczne, sierzmiężne czasy, a tu nagle przyjeżdża do nas gigantyczny wieloryb! Tak duży, że aż nazwany na cześć biblijnego, potężnego Goliata! Jak można nie pójść i go nie zobaczyć? Nic dziwnego, że interes kręcił się znakomicie.
Bilet wstępu za 5 zł
We wrześniu 1963 r. wielka ciężarówka z wielorybem „zaparkowała” na Placu Powstańców Wielkopolskich. Tam, gdzie dziś jest galeria handlowa Meteor, wcześniej znajdował się dworzec PKS. A dokładniej – miejsca postoju autobusów i plac manewrowy. Kasy biletowe i poczekalnia mieściły się w budynku dawnej szkoły fryderycjańskiej (stoi do dzisiaj). Gdy dworzec PKS przeniesiono w obecne miejsce (przy skrzyżowaniu ulic Dworcowej i Ułańskiej), na Placu Powstańców Wielkoposlkich zrobiono parking. Właśnie tam usadowiła się ciężarówka z wielorybem w środku.
Wieloryb Goliat jeździł po Europie, w tym po Polsce. Wszędzie, gdzie był, w prasie pojawiały się identyczne reklamy, tyle że ze zmienionymi nazwami miast. Ulice były też oklejone plakatami reklamującymi niecodziennego gościa.
Goliat ściągał prawdziwe tłumy. Oprócz samego wieloryba, była jeszcze mała wystawa edukacyjna. W opowieściach pojawia się jedno – specyficzny zapach, który towarzyszył atrakcji.
Za bilet wstępu trzeba było zapłacić 5 zł. Dla porównania – weekendowe wydanie „Gazety Zielonogórskiej” kosztowało wtedy 50 groszy.
Goliat, Jonasz i Herkules
W tamtym czasie po Europie krążyły trzy wieloryby: Goliath (Goliat), Jonah (Jonasz) i Hercules (Herkules). W 2015 r. ich historię opisywał brytyjski „The Guardian”: „Historia zaczęła się w Trondheim w Norwegii w 1952 r. Tajemnicza i do dziś niezidentyfikowana organizacja upolowała za pomocą harpunów trzy finwale u wybrzeży Trøndelag. Wieloryby zakonserwowano w „ogromnych ilościach formaldehydu” i umieszczono na zbudowanych na zamówienie ciężarówkach-chłodniach (ponoć największych wówczas na świecie), po czym ssaki wyruszyły w swoją 20-letnią odyseję po Europie. Trzy wieloryby – Hercules, Goliath i Jonah – przechodziły z rąk do rąk. Czasami prezentowano je jako eksponaty „edukacyjne”, innym razem służyły jako osobliwa, jarmarczna atrakcja cyrkowa” – pisała Becky Barnicoat.
Jak to wyglądało w Polsce? 10 lat temu wizytę Goliata na Pomorzu opisywał Rafał Borowski na portalu trojmiasto.pl. „Latem 1963 roku do Trójmiasta zawitała niezwykła wystawa. Na specjalnie zbudowanej platformie eksponowano zakonserwowanego, gigantycznego wieloryba. Ważący niemal 70 ton waleń, którego nazwano „Goliath”, na przestrzeni ponad dwóch dekad odwiedził kilkadziesiąt państw na trzech kontynentach. Choć wokół zwierzęcia unosił się nieznośny fetor, wystawa była szturmowana przez tłumy zwiedzających w każdym zakątku naszego globu. Nie inaczej było w Gdyni, Sopocie i Gdańsku” – pisał.
Podobnie było w Zielonej Górze. Co ciekawe, „Gazeta Zielonogórska” (późniejsza „Gazeta Lubuska”) prawie w ogóle nie wspominała o wizycie, a jeśli już, to złośliwie. W jej „Winogronkach” można było przeczytać: „Osoby, które oglądały Goliatha z uznaniem stwierdzają, że wieloryb zmierzony został przez Szwajcarów z głęboką znajomością psychiki poszczególnych narodów. Objaśnienie w języku polskim głosiło bowiem, że olbrzym ma 30 m długości. Natomiast napis w języku francuskim objaśniał, że wieloryb ma 20 m. Wiadomo, Francuzi to naród sceptyczny”.
A może wypchamy śledzia?
Do redakcji, już po odjeździe wieloryba, napisał też Jędrek. Choć jego list przypomina bardziej żart dziennikarski: „Byłem na wystawie z wielorybem, co się nazywa Goliath. Wystawa mi się bardzo nawet podobała, a jeszcze bardziej jestem zachwycony jej reklamą. Całe miasto zostało upiększone pięknymi plakatami. Gdziekolwiek człowiek nie spojrzy, to widzi tylko Goliatha. Czy chce, czy nie, to ze strasznej ciekawości musi pójść i zobaczyć za jedyne 5 zł.
Ludzie więc idą i patrzą, a pieniądze płyną i płyną. Ten pomysł z wystawą jest naprawdę fajny, można zarobić. My z kolegą Heńkiem też coś takiego zrobimy. Wypchamy śledzia i dorsza, a może nawet szczupaka i pojedziemy w świat.
Na naszej wystawie będzie jeszcze można zobaczyć psa, co się nazywa bardzo oryginalnie, bo po kociemu Mruczek”.
Co się stało z Goliatem i dwoma pozostałymi wielorybami? „Hercules dotarł aż do Hiszpanii, zanim odór stał się nie do zniesienia i trzeba było go zutylizować. Uważa się, że Goliath skończył we Włoszech. Według Steve’a Deputa, autora książki The Barnsley Whale, Jonah trafił do chłodni w Belgii, ale krążą plotki, że został kupiony przez brytyjskiego showmana, który planuje go „wskrzesić” – pisze „The Guardian”.
*** Kto z Was oglądał wieloryba? Może macie jakieś zdjęcia z tamtej wizyty? Przesyłajcie je na adres mailowy, chętnie je opublikujemy:CzasZG@um.zielona-gora.pl. Można się też ze mną kontaktować pod nr tel. 883 389 445
Szymon Płóciennik

Fot. Zielonogórska Biblioteka Cyfrowa / Ogłoszenie z „Gazety Zielonogórskiej” z 1963 r. Podobne ukazywały się w całej Polsce.

Fot. Zbiory Antykwariat Warszawa / Plakat reklamujący wizytę wieloryba w Polsce. Projekt Hubert Hilscher.

Fot. „The Guardian” / Ciężarówka, którą po całej Europie przewożony był wieloryb

