
Fot. Alicja Skowrońska / Dawne atelier Richarda Oye przy ul. Jedności 22B. Zdjęcie zostało zrobione podczas spaceru śladem zakładów fotograficznych
Zdjęcia – od lewej:
- Fot. Archiwum prywatne / Thamires Galliters Münzel – Brazylijka, która pokochała Zieloną Górę
- Fot. Richard Oye, archiwum Thamires Galliters Münzel / Przedwojenny widok dzisiejszego szpitala i Parku Tysiąclecia (wtedy był to cmentarz Zielonego Krzyża)
- Fot. Richard Oye, archiwum Thamires Galliters Münzel / Pałacyk biskupi w Parku Piastowskim w Zielonej Górze, przed wojną restauracja Piastenhöhe. Pocztówka, którą Gerda zabrała do Brazylii. Podpis na pocztówce w języku portugalskim: Grünberg, Park, Zamek
Thamires Galliters Münzel, której przodkiem był znany fotograf z Grünbergu, pierwszy raz w Zielonej Górze była pięć lat temu. 26-latka tak pokochała Polskę, że przeprowadziła się tu z Brazylii. I na Uniwersytecie Jagiellońskim właśnie obroniła pracę magisterską o Winobraniu.
Tydzień temu w „Czasie Zielonej Góry” opisałem historię zjazdu śląskich fotografów zawodowych sprzed dokładnie 100 lat. Fotografowie z całego Śląska zjechali do Grünbergu w październiku 1926 r., by odwiedzić śląską stolicę wina. Plan był przebogaty, dominowały w nim wizyty w wytwórniach wina i degustacje rodzimych trunków. Gości po mieście oprowadzał Richard Oye, najdłużej działający fotograf w Grünbergu. Swoje atelier na tyłach ulicy Jedności, pod numerem 22B, prowadził od 1902 r. do II wojny światowej. Zmarł lub zginął w marcu 1945 r., miał 80 lat. Został pochowany na Cmentarzu Zielonego Krzyża w dzisiejszym Parku Tysiąclecia.
W tym numerze postanowiłem wrócić do Richarda Oye, bo po 100 latach jego historia – można chyba użyć tej metafory – zatoczyła koło.
Jak w telenoweli brazylijskiej
Ta prapraprawnuczka w tytule to duże uproszczenie. 26-letnia Thamires Galliters Münzel nie jest krewną Richarda Oye w linii prostej. Znany zielonogórski fotograf był bratem jej prapraprababci Marii. Upraszczanie jest jednak konieczne, by łatwiej opowiedzieć tę historię. Jest zawiła niemal jak fabuła w telenoweli brazylijskiej.
O Brazylijce z Petropolis pod Rio de Janeiro pisałem kilka lat temu w zielonogórskiej „Wyborczej”. O Thamires powstał też reportaż w Radiu Zachód, gościła nawet na kanapie w „Dzień Dobry TVN”. Historia jest naprawdę niezwykła.
W grudniu 2021 r. Thamires po raz pierwszy przyjechała do Polski i Zielonej Góry. Towarzyszyła jej mama Monica, emerytowana sędzia. – Od kiedy byłam dzieckiem, zawsze chciałam dowiedzieć się więcej o mieście, gdzie żyli i kochali się moi pradziadkowie – opowiadała jeszcze przed pierwszą wizytą w naszym kraju.
Gerda Münzel, prababcia Thamires i babcia Moniki, mieszkała w Krotoszynie w Wielkopolsce, ale była silnie związana z Grünbergiem. W 1933 r. na stałe wyemigrowała do Brazylii. Zmarła w 1997 r., miała 82 lata. Do końca życia była przekonana, że Zielona Góra została doszczętnie zniszczona w czasie II wojny światowej.
Babcią Gerdy, a prapraprababcią Thamires, była Marie Münzel, siostra zielonogórskiego fotografa Richarda Oye. Gerda była zżyta z jego dwiema córkami, Herthą i Irmgard. To dlatego rodzina z Krotoszyna często przyjeżdżała do Grünbergu. Oye przy różnych okazjach robił im zdjęcia.
Gerda miała 18 lat, gdy wsiadła na statek do Brazylii. Jej rodzina przeczuwała, że zbliża się wojna, chciała, by dziewczyna miała bezpieczną przyszłość. W 1935 r. wyszła w Brazylii za mąż za niemieckiego emigranta. Znalazła pracę w brazylijskim oddziale niemieckiego koncernu ThyssenKrupp. To jeden z największych na świecie producentów stali.
Opuszczając Niemcy, 18-latka zabrała ze sobą pamiątki rodzinne. Korespondencję, zdjęcia z Krotoszyna, ale też wiele zdjęć i pocztówek zrobionych w Grünbergu przez jej wujka Richarda Oye. Na części z nich są członkowie rodziny, ale niektóre to widoki z Zielonej Góry, dziś unikatowe.
Jedna z fotografii przedstawia cmentarz Zielonego Krzyża i Bethesdę, dziś Park Tysiąclecia i szpital. Zdjęcie zrobiono w zimie, znakomicie widać niedawno uformowane tarasy cmentarza. Groby można dojrzeć jedynie w najwyższym punkcie, u stóp Bethesdy.
Na innym zdjęciu fotograf ujął restaurację Piastenhöhe w Parku Piastowskim, dzisiaj pałacyk biskupa. Tu też jest zima, na nielicznych drzewach nie ma liści. Gerda, na co dzień mieszkanka Krotoszyna, chyba słabo orientowała się w topografii Zielonej Góry. Na zdjęciu napisała po portugalsku, że to zamek w parku.
Jest też Hertha, z którą Gerda była w najbliższych relacjach. Stoi przy motocyklu z rejestracjami Grünbergu.
Niemiecko-ormiańsko-brazylijska krew
W żyłach 26-latki płynie niemiecko-ormiańsko-brazylijska krew. Dziadek Thamires urodził się na statku, którym jego rodzice, w tym ciężarna matka, uciekali do Brazylii po tym, jak w listopadzie 1920 r. Armia Czerwona podbiła Armenię.
– Mój ormiański dziadek, Joao Pancho, tak naprawdę nazywał się Pancev. Ale pradziadkowie nie znali portugalskiego, a urzędnicy w Brazylii pomylili się i źle zapisali w dokumentach nazwisko – tłumaczyła Thamires.
Dziewczyna była szczęśliwa, gdy dowiedziała się, że w dawnym atelier Richarda Oye przy ul. Jedności mieści się dziś oddział Polskiego Czerwonego Krzyża. – Pielęgniarką Czerwonego Krzyża była przecież moja praprababcia Erika, która podjęła decyzję o wyjeździe do Brazylii – mówiła. To kolejna historia, która zatoczyła koło.
Jeszcze w Petropolis miała sen. Wchodzi do dawnego zakładu fotograficznego. Zrywa drewnianą podłogę, obstukuje ściany. Znajduje skrytki, a w nich stare negatywy i zdjęcia, setki zdjęć.
Obrona z Winobrania
26-latka w ostatnich kilku latach była w Zielonej Górze wiele razy. Pokochała Polskę tak bardzo, że postanowiła przeprowadzić się tu na studia. Licencjat ze stosunków międzynarodowych zrobiła na uniwersytecie w Petropolis, ale na studia magisterskie wybrała Kraków. Poważnie myślała o Zielonej Górze, ale był jeden problem – na jej kierunku nie uruchomiono studiów w języku angielskim, a tylko taki wchodził w grę. Stąd decyzja o przeprowadzce do Krakowa.
Thamires kilka dni temu się obroniła. Pracę magisterską napisała o… Winobraniu. Było w niej też wiele wątków o wspólnej, polsko-niemieckiej historii Zielonej Góry. I o tym, jak się dziś o niej pamięta.
Szymon Płóciennik




