Po zamachach terrorystów na Nowy Jork z 11 września 2001 r. prezydent Zielonej Góry Zygmunt Listowski podjął decyzję: Skracamy Winobranie. – Nie możemy być jedynym miastem w Polsce, które się bawi – tłumaczył.

Winobranie w 2001 r. zaczęło się 8 września i miało potrwać do 16 września. „Przez ten czas centrum miasta zmieni się w targowisko przetykane scenami dla artystów oraz ogródkami z winem i piwem. Wystąpią m.in.: Ich Troje, Golec uOrkiestra i Brathanki” – relacjonowała zielonogórska „Wyborcza”, której archiwalne numery przeglądam. Jedną z atrakcji Winobraniowych Spotkań Teatralnych w Lubuskim Teatrze miał być wspólny występ trzech Machaliców: Henryka, Piotra i Aleksandra. W „Nieboskiej komedii” szykowała się gratka dla fanów jazzu – Zbigniew Namysłowski miał odtworzyć słynną płytę „Winobranie” z 1973 r.

– Winobranie będziem czcić, będziem tańczyć, jeść i pić – zapowiedział Bachus (w tej roli po raz kolejny wystąpił Jerzy Karnicki ze Słupska), kiedy na scenie przy ratuszu odebrał symboliczny klucz do bram miasta. – Radujcie się wszyscy ludzie ziemscy, bo przybyli tu goście nieziemscy – odpowiedział mu prezydent Zygmunt Listowski. Na zakończenie wspólnie wychylili wino z ogromnych kielichów.

Świat zamarł

11 września, we wtorek, świat zamarł. Około godz. 15.00 polskiego czasu dwa samoloty z arabskimi terrorystami na pokładzie wbiły się w wieże World Trade Center w Nowym Jorku. Trzeci – w budynek Pentagonu w Waszyngtonie. Łącznie zginęły 2973 osoby, w tym

sześcioro Polaków. Szok, niedowierzanie. I coraz więcej pytań, jak w obliczu takiej tragedii świętować Winobranie.

– Nie będzie hucznego sobotniego balu prezydenckiego w Palmiarni, a zamiast niego skromny dancing – tego samego dnia zapowiedział Zygmunt Listowski. – Do Palmiarni nie przyjdzie Bachus ani nikt z władz miasta, nie będzie zaplanowanego pokazu fajerwerków. Na pewno skromniejsze będzie finałowe widowisko. Zrezygnujemy też z niektórych niespodzianek. Amerykańska tragedia położyła się cieniem na nasze Winobranie. Wszędzie, gdzie będę uczestniczył w jakichś imprezach, będziemy je rozpoczynać minutą ciszy.

Nie zagrają kapele weselne

12 września Aleksander Kwaśniewski, podobnie jak prezydenci wielu innych krajów, ogłosił w Polsce trzydniową żałobę narodową. Prezydent Zielonej Góry pospiesznie zwołał konferencję prasową w ratuszu. – Nie możemy być jedynym miastem w Polsce, które się bawi – mówił. Ogłosił, że Winobranie skończy się dzień wcześniej (w sobotę, a nie w niedzielę), a program będzie jeszcze bardziej okrojony. Nieczynna będzie scena przy ratuszu, z Bachusowej Karczmy znikną kapele weselne, a piątkowe karaoke zostanie przełożone co najmniej o miesiąc. Nie będzie też niedzielnej operetki „Baron cygański” w amfiteatrze, która miała kończyć zielonogórskie święto.

– Jest nam bardzo ciężko chodzić i odwoływać. Machina jest rozpędzona, wykonawcy opłaceni, a teraz musimy wszystko zatrzymać. Przepraszam za to wszystkich mieszkańców, ale racje moralne przemawiają za naszym rozwiązaniem – dodawał Zygmunt Listowski.

– Długo dyskutowaliśmy, z czego zrezygnować. Niektórzy sugerowali nam, że Winobranie powinno toczyć się bez zmian, ale wolimy narazić się na zarzuty zawalenia imprezy, niż mieć moralnego kaca – tłumaczył Dariusz Frejman, prezes Centrum Biznesu.

Wśród odwołanych imprez był koncert Brathanków. – Nie możemy bawić się po tragedii, jaka wydarzyła się w Stanach Zjednoczonych – mówił Wojciech Jabczyński, rzecznik prasowy zielonogórskiej Telekomunikacji Polskiej, sponsora koncertu.

-Mars zapanował nad światem, więc muszę zniknąć na dwa dni. Wrócę dopiero na sobotnie widowisko, kiedy oddam klucze do bram miasta – zapowiedział smutno Bachus.

I tak wciąż lało

Nawet i bez tragicznych wieści z Nowego Jorku, to było jedno z najgorszych Winobrań. „Według meteorologów Winobranie utonie w deszczu. (…) Komu nie przeszkadza woda w szaszłyku, niech założy kalosze, weźmie parasol i wyjdzie na deptak. Może z braku klientów utarguje coś u straganiarzy” – pisał jeszcze przed zamachami z 11 września Waldemar Gruszczyński.

A Agnieszka Stawiarska odnotowała: „Kupcy jarmarczni rozgrzewają się, pijąc herbatę i goniąc za złodziejami. Jest źle. – Ludzie z zimna nie chcą się rozbierać, a jak nie przymierzą, to i nie kupią – tłumaczą.”

Prezydent Listowski, gdy na konferencji w ratuszu ogłaszał skrócenie Winobrania, też narzekał na kiepską pogodę. Przyznał, że część imprez na deptaku oglądali tylko przemykający pojedynczy przechodnie. Niewiele dzieci zjawiło się też w zalewanym deszczem Gronolandzie, czyli specjalnej strefie dla najmłodszych.

Mimo żałoby zabawa trwa

Winobranie, choć okrojone, wciąż trwało. Nie odwołano spektakli teatralnych, potańcówek w Palmiarni czy Bachusowego Tańcowania w namiocie przed Centrum Biznesu.

Odbyło się też wielkie sobotnie widowisko na zakończenie Winobrania. Tytuł: „A jednak się kręci”. „Wystąpili szczudlarze, płonące machiny, dziesiątki aktorów, a na końcu słońce, niestety sztuczne. Po deszczowym i smutnym tygodniu, jak na ironię, finałowa sobota była sucha. Zielonogórzanie wylegli więc na deptak, oblegli stragany i tłumnie przybyli na wieczorne widowisko. Było jak zwykle barwnie i głośno, ale nieco nudniej niż rok temu” – opisywała „Wyborcza”.

Tomasz Kowalski, znawca wina z Muzeum Ziemi Lubuskiej mówi, że Winobranie w 2001 r. było smutne samo w sobie. – Od ponad dwóch lat nie mieliśmy już zielonogórskiego wina. I w zasadzie brak było perspektyw, że to się zmieni. Winnic, które obecnie istnieją, przecież jeszcze wtedy nie było. Na początku 1999 r. upadła Lubuska Wytwórnia Win i wydawało się, że nasze winiarstwo się nie odrodzi. Że będzie tylko wspomnieniem. A my będziemy świętowali Winobranie przy piwie i tanich winach sprowadzanych z innych krajów. Zupełnie przygnębiające uczucie dla każdego, komu winiarstwo było bliskie – tłumaczy. I zachęca: – Wspomnijmy tamte smutne czasy podczas wizyty w winobraniowym miasteczku winiarskim. Doceńmy, że możemy je mieć w takiej formule.

Szymon Płóciennik

Bachus otrzymał klucz do bram Zielonej Góry. W latach 1997-2001 w tę rolę wcielał się Jerzy Karnicki ze Słupska.

Fot. Archiwum Gazety Wyborczej/Kolekcja Muzeum Ziemi Lubuskiej / Bachus otrzymał klucz do bram Zielonej Góry. W latach 1997-2001 w tę rolę wcielał się Jerzy Karnicki ze Słupska.

Fot. Archiwum Gazety Wyborczej/Kolekcja Muzeum Ziemi Lubuskiej / Winobraniowe dekoracje przy ratuszu. Czas na pamiątkową fotkę!

Fot. Archiwum Gazety Wyborczej/Kolekcja Muzeum Ziemi Lubuskiej / Prezydent Zygmunt Listowski świętował w stroju rzymskiego wojownika