17-letni łowca opali i szafirów ze Wzgórz Piastowskich wyrósł na genialnego młodego geologa. 

W Zielonogórskim Centrum Nauki Keplera trwa wystawa minerałów i skał „Skarby Ziemi”. „Każdy okaz to osobna, fascynująca historia i spektakularne dzieło natury” – zachwala „Kepler”. Część tych cudów natury pochodzi z kolekcji 17-letniego Janka Łabiaka z Zielonej Góry, o którego biją się dziś najlepsze uniwersytety.

Kim jest młody geolog?
Łabiakowie mieszkają w wieżowcu na polodowcowych Wzgórzach Piastowskich. Z okien ich M-4 rozpościera się widok na pagórki i lasy. W drzwiach wita nas kot Ryś (wygląda rzeczywiście jak dziki, leśny kot).

Już po przekroczeniu progu, nikt z nas nie ma złudzeń, że nie jest to stereotypowe polskie M-4. Tam, gdzie przeciętny rodak trzymałby z zastawę, tu lśni ametyst – jeden z pierwszych znalezionych przez Janka okaz kolekcjonerski. Obok mieni się kolorami – od niebieskiego i zielonego po odcienie fioletu i różu – dumortieryt, rzadki minerał z gromady krzemianów. W sypialni kuszą urodą szafiry z Kruczych Skał i zaskakuje strukturą ziarnisty, metalizujący arsenopiryt z Radzimowic w Górach Kaczawskich na Dolnym Śląsku (to jedno z najbardziej znanych polskich stanowisk tego minerału). Nawet podobny do bryłek węgla kamiennego wolframit, rozpowszechniony tylko w niektórych regionach Ziemi, nie pozwala przejść obok siebie obojętnie.

– A tu baryt ze Stanisławowa na Dolnym Śląsku, kolejny ceniony przez kolekcjonerów minerał pochodzący ze zlikwidowanej w 1999 r. kopalni głębinowej “Stanisławów”– mówi, wyłaniając się zza dużej szklanej gabloty 17-letni łowca kamieni.

– A to szafir, jeden ze Świętych Gralów polskich poszukiwaczy skał – pokazuje.

Dalej już tylko smoki
Wszystko zaczęło się dekadę temu, na wakacjach w Szklarskiej Porębie. Po jednej z górskich wycieczek Łabiakowie wstąpili z ciekawości do Muzeum Mineralogicznego. Siedmioletniego wówczas Janka bardziej od szkieletów dinozaurów, zainteresowały unikatowe minerały z Karkonoszy i Gór Izerskich.
– Patrzył na nie, jak zaczarowany. Zwłaszcza na kolorowe szafiry i granaty – wspomina Piotr Łabiak, tata chłopaka.
Janek: – Zafascynowała mnie różnorodność minerałów. Ich kształty i chemia. I to, że dotykając ich dotykam historii sprzed milionów lat – opowiada.

Siedmiolatek był tak podekscytowany wizytą w muzeum, że po powrocie do domu, Piotr Łabiak zaczął wertować internet w poszukiwaniu podobnych rarytasów. I tak natknął się na geologa, który organizuje warsztaty z tropienia minerałów. – Pojechaliśmy do Szklar szukać chryzoprazów i opali. Wróciliśmy, jak na skrzydłach. Pasja Janka stała się hobby całej rodziny – opowiada Piotr Łabiak.
W weekendy Łabiakowie wstają o piątej rano, pakują do bagażnika prowiant, łopaty, młotki geologiczne, kilofy, przecinaki, a nawet piłę. I jadą w miejsca, które dawni kartografowie opisywali „dalej są już tylko smoki”. Eksplorują góry, stare kopalnie, nieczynne kamieniołomy, czasem też żwirownie i hałdy. Wracają wieczorem umęczeni, z autem pełnym unikatowych kamieni.

– Żaden z naszych wyjazdów nie jest przypadkowy. Wszystkie są starannie zaplanowane. Spiritus movens jest oczywiście Janek, my z Piotrem pilnujemy jedynie, żeby wyprawa były bezpieczna, legalna, zgodna z lokalnymi przepisami, i regulaminami. Nie wszędzie przecież można wejść, nie wszędzie można kopać, tym bardziej że Janek jest wciąż nieletni – mówi Izabela, mama Janka, która – jak głosi rodzinna legenda – przynosi każdej wyprawie szczęście.

Łabiakowie w ogóle mają farta. Polska to raj dla kolekcjonerów minerałów. Liczą się zwłaszcza Dolny Śląsk i Sudety. W okolicach Złotoryi w Górach Kaczawskich można znaleźć agaty, ametysty i złoto. W rejonie Piławy Górnej – beryle, a w Pustkowie Wilczkowskim – zielonkawe turkusy. Minerały można w zasadzie znaleźć wszędzie, często na powierzchni ziemi. Ale aby znaleźć rzadki okaz, trzeba mieć naprawdę wprawne oko.

– Wiedzieć, w który kamień uderzyć, którą skałę rozbić – opowiada Janek, który nie zbiera wszystkich minerałów, jak leci. Skupia się na złożowych i metalicznych. Trzeba też wiedzieć, gdzie szukać. Poufnymi informacjami na temat rzadkich minerałów, zbieracze kamieni wymieniam się tylko z zaufanymi osobami. – To wąskie, sprawdzone grono – zapewnia Janek.

Bitwa o Janka
Są takie miejsca, do których nastoletni geolog nie dotarłby, gdyby nie Elżbieta Markiewicz, jego nauczycielka geografii z zielonogórskiego Zespołu Szkół Technicznych. To ona pomogła mu otworzyć zamknięte dla wielu łowców minerałów kopalnie i kamieniołomy.

– Janek jest dość nieśmiały, skryty. Nie od razu opowiedział mi o swojej pasji. A kiedy zaczął wreszcie opowiadać, pomyślałam od razu „Oho, mamy w szkole wielki talent” – wspomina Elżbieta Markiewicz.

Dzięki Elżbiecie Markiewicz, Janek pojechał m. in. do kopalni soli w Kłodawie. Napisał z tej wizyty pracę naukową, która zrobiła spore wrażenie na pracownikach Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, najlepszej kuźni polskich geologów.
Ostatecznie wygrał tegoroczny 37. Ogólnopolski Konkurs Wiedzy Geologicznej na Wydziale Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska AGH pokonując w uczniów prestiżowych techników geologicznych. Choć sam uczy się w klasie o profilu logistycznym, bo klasy geologicznej w Zespole Szkół Technicznych już nie ma. Został też laureatem „Okawango” czyli Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy Geologicznej dla licealistów i maturzystów. Teraz czeka na rozstrzygnięcie finału innego cenionego konkursu – „Sól Ziemi”, który organizuje Państwowy Instytut Geologiczny.
Choć maturę będzie zdawać za rok, w kieszeni ma już bilety wstępu do najlepszych uczelni, w tym Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Jagiellońskiego czy AGH. Uczelnie nęcą go nie tylko indeksami. Jedna ze szkół zaoferowała mu darmowy akademik. A Zielonogórskie Wodociągi, doceniając potencjał młodego geologa, ufundowały mu stypendium  naukowe.
Kim kiedyś zostanie Janek? Badaczem i wykładowcą, a może głównym geologiem kopalni miedzi, która ma powstać pod Nową Solą?
Jeszcze tego do końca nie wie. Na razie planuje kolejne wyprawy. Wiosną i latem dla łowców kamieni zaczyna się prawdziwy sezon.

Sylwia Sałwacka

zdj (Władysław Czulak)

Janek z rodzicami. W weekendy Łabiakowie pakują do bagażnika prowiant, łopaty, młotki geologiczne i kilofy. Jadą w miejsca, które dawni kartografowie opisywali jako „dalej są już tylko smoki”.