
Fot, Materiały Dzienny Dom Senior-Wigor
Siódma rano. Drzwi się otwierają. Po terapeutkach i opiekunkach pierwsi przekraczają je ci, których rodziny najbardziej spieszą się do pracy. Szatnia, korytarz, sale, w których toczą się gry, zabawy, zajęcia, ćwiczenia. Wszystko powoli łapie swój początkowo niespieszny rytm.
Siadają przy stolikach, kawa, herbata, gazeta, krzyżówka, pierwsze rozmowy, czasami drzemka. Rutynowa rozbiegówka dnia w Dziennym Domu Senior – Wigor.
Od 2003 roku (po obecną nazwą od 2015 r.) działa jako miejska jednostka dla dojrzałych Zielonogórzanek i Zielonogórzan, którzy potrzebują opieki lub towarzystwa.
Budynek na Osiedlu Pomorskim 28 powstał z przeznaczeniem na duże przedszkole. Ale miasto się starzeje. Kilkuletni Zielonogórzanie odstąpili część pomieszczeń kilkudziesięcioletnim. Pod tym samym dachem mieści się jeszcze komercyjna siłownia oraz Lubuskie Stowarzyszenie Wsparcia Opiekunów i Osób Dotkniętych Chorobą Alzheimera.
Tego nie widać, ale to jest
Wszyscy „wigorianie” to ludzie 60 plus. W sumie 46 osób w wieku od 61 do 96 lat. Ponad połowa w różnym stopniu dotknięta chorobami otępiennymi.
– Często nie da się tego od razu zauważyć. Niektórzy funkcjonują jak ludzie w pełni zdrowi. Pamięć kruszy się po kawałku. Dlatego tu wszystko jest powtarzalne. Stałe godziny, stałe twarze. Bezpieczne ramy. Drzwi są zamknięte. Pełna kontrola. Rodziny idą do pracy spokojniejsze – opowiada Justyna Augustyniak, kierowniczka DD Senior-Wigor.
O dziesiątej zaczyna się ruch
I to dosłownie. Jedni na materacach, inni na krzesłach. Ćwiczą podzieleni na grupy sprawnościowe. Piłki, gumy, jeśli aura sprzyja, to spacery i kije do Nordic Walking. Ciało musi pamiętać, że istnieje. Codzienna gimnastyka służy utrzymywaniu sprawności. Raz wybrali się nawet na działającą w piwnicy siłownię.
W DD Senior-Wigor częściej jednak gimnastykują się umysły. Trening pamięci, zgadywanki, zajęcia tematyczne, nauka obsługi komputerów i tabletów.
Pamięć na słuchawkach
Powodzeniem cieszy się „magiczny dywan” – interaktywny projektor rzuca obraz na podłogę albo stół. Jedni chodzą, inni poruszają dłońmi, odbijając wirtualną piłkę. Gra i terapia w jednym. Śmiech pojawia się częściej niż cisza.
– Jest też muzyka. Czasem wspólna, czasem według indywidualnych preferencji. Słuchawki, ulubiona playlista. „Music and memory” – mówi Karolina Cieślak, zastępczyni kierowniczki.
Dzieci się cieszą, my się cieszymy
12:30 – obiad. Krótka przerwa, ale po niej znów zajęcia. Farby, papier, nożyczki. W wieku 80 lat ktoś odkrywa, że umie malować.
Czasami dzieci z przedszkola „Wesoła Żyrafa” przychodzą z występem. Bywają i artystyczne rewizyty. Nie przerwała ich nawet pandemia koronawirusa.
– Dzieci stały na dworze, my oklaskiwaliśmy je z tarasu. Oczywiście, wszyscy w maseczkach – wspomina Justyna Augustyniak. – Z jednej strony to był dla wszystkich przykry czas, ale w trakcie występu przedszkolaki się cieszyły, nasi podopieczni też mieli uciechę.
Międzypokoleniowość nie jest tu projektem, tylko niemal codziennością. Szkoły, studenci, praktykanci. „Herbatka dla seniora”, przedstawienia, kartki na święta, grill, a nawet wspólne zabawy i tańce.
Święta, scena, wyjazdy
Wielkanoc, Boże Narodzenie, Dzień Kobiet, Walentynki, wybrane pozycje z kalendarza świąt nietypowych, np. międzynarodowy dzień pizzy. Łatwo daje się znaleźć preteksty do wspólnego przygotowywania tematycznych ozdób i potraw.
Zdarza się, że przyjeżdża do nich teatr i wystawia przedstawienie. Są też wyjazdy. Spotkania z innymi domami. „Wigorianie” jeżdżą na gościnne występy zarówno jako widzowie, jak i aktorzy czy sportowcy. Ktoś, kto mówił, że się do tego nie nadaje, nagle staje na scenie.
Kolejka dłuższa niż możliwości
Placówkę utrzymuje miasto, rodziny pokrywają tylko koszty obiadów. Reklamy nie potrzeba. – W ramach programu Senior-WIGOR działamy od ponad 10 lat. Wieści rozchodzą się pocztą pantoflową. Lista chętnych jest znacznie dłuższa niż nasze możliwości lokalowe i kadrowe – przyznają kierujące DD Senior-Wigor.
Ich Dom wskazują rodzinom seniorów lekarze, podpowiada także MOPS. Gdy w jednym ośrodku brakuje miejsc, opiekunowie pukają do innych drzwi. Na szczęście w Zielonej Górze jest, gdzie pukać. Dzięki priorytetom obecnych władz Zielonej Góry system podobnych przyjaznych przystani w mieście robi się coraz gęstszy, ale potrzeby też szybko rosną.
Nie mylić z przechowalnią
Godzina 16, dzień się zamyka. Rodziny odbierają swoich bliskich. Możliwe, że nieco zmęczonych, ale za to bogatszych o nowe umiejętności, wrażenia i poczucie, że to nie był dzień „do przeczekania”.
Justyna Augustyniak: – Jeżeli ktoś szuka przechowalni, to nie u nas! Tutaj ma się dziać. Senior ma być sprawny, uśmiechnięty, zadowolony, a rodzina szczęśliwa, że może nam zaufać i w spokoju pracować.
Andrzej Tomasik

