Przy kolumnie Zygmunta w Warszawie podchodzi jedna z uczestniczek naszej wycieczki i mówi: „teraz już mogę umierać”. Nigdy wcześniej nie była w stolicy, chociaż przez całe życie o tym marzyła. Są takie momenty, że wzruszenie ściska za gardło. Żebyśmy jednak nie utknęli w patosie, z reguły dobrze się bawimy.

To wyszło z inicjatywy samych seniorów. W luźnych rozmowach przekazywali, że chętnie ruszyliby się z domów, tylko nie bardzo mają dokąd. Najczęściej są już na emeryturze, niektórzy owdowiali. Coś by zrobili z naddatkiem wolnego czasu… – Z koleżanką Ireną Węglewską, która niestety już nie żyje, wpadłyśmy więc na pewien pomysł – opowiada Elżbieta Januszewska, dyrektorka Biblioteki w Zawadzie.

16 października 2006 r. zawiązał się nieformalny Klub Seniora „Promyki”.

Na spotkaniu, warsztatach i przy ognisku

Dwa tomy kroniki prowadzonej przez Eulalię Czeronko opowiadają o uczestnictwie klubowiczów w spotkaniach tematycznych, np. z dietetykami, psychologami. O tym, że zapraszają twórców kultury na wieczorki autorskie. Współpracują z podobnym klubem z Neuzelle. Zdobywają nowe umiejętności na warsztatach. Jeżdżą na wycieczki. Wspólnie świętują urodziny i imieniny. Witają nowych członków, ale też żegnają odchodzących…

„Jest tylko jeden sposób, aby czuć się dobrze: należy nauczyć się być zadowolonym z tego, co się otrzymało, a nie dążyć do tego, czego akurat nie ma” – sentencja na początek wpisu w kronice z kwietnia 2008 r. poprzedza relację z zajęć plastycznych. Na kolejnych seniorzy lepili figurki z modeliny. W październiku pojawia się sprawozdanie z wyborów nowego zarządu (Elżbieta Januszewska – prezes, Eulalia Czeronko – wiceprezes, Maria Golczyk i Antonina Krakowiak – członkinie, Zofia Frąckowiak – skarbniczka) oraz zapis o fieście na podwórku państwa Paszkowskich przy integracyjnym ognisku, które „… płonęło długo, śpiewom i żartom nie było końca…”.

Normalnie nie byłoby nas stać

30-50 seniorów co miesiąc spotyka się w wiejskiej sali w Zawadzie. Zdecydowanie przeważają miejscowi, ale są też klubowicze z Krępy, Chynowa czy centrum miasta. Z ust do ust rozniosło się, że z Promykami można fajnie spędzić czas, wybrać się do kina, teatru, na koncert, jarmark, a nawet dłuuugą wycieczkę.

Na wyjazdach pogoda nie zawsze dopisywała. W trakcie 6-dniowego pobytu na Podhalu: „…Padało tylko raz, od niedzieli do piątku…” – odnotowuje kronika. Niemniej klubowiczów nie opuszczało słońce ducha. I domagali się kolejnych eskapad. Januszewska pisała wnioski o dofinansowanie, najpierw z gminy, a później z miasta. Bez pośredników, czyli taniej, organizowała autokar i noclegi, a chętni dopłacali tyle, ile brakowało do pokrycia kosztów. Góry, Bałtyk, Mazury, Kraków, Poznań, Wrocław, Warszawa, Trójmiasto, Zamość, Lublin, Olsztyn, Suwałki… Zjeździli naprawdę całą Polskę. Ale nie tylko. „…w ciężkich bólach udało się doprowadzić do 5-dniowej wycieczki na Litwę” – informuje wpis z kwietnia 2017 r.

To właśnie na jednej z 6-dniowych wycieczek, przy kolumnie Zygmunta w Warszawie podeszła do mnie wdowa z Przylepu, którą zabraliśmy gościnnie, bo było wolne miejsce do wykorzystania, i mówi: „teraz już mogę umierać”. Okazało się, że nigdy wcześniej nie była w stolicy, chociaż przez całe życie o tym marzyła. Są takie momenty, że łzy napływają do oczu, wzruszenie odbiera mowę. Żebyśmy jednak nie utknęli w patosie, z reguły dobrze się bawimy – zapewnia Januszewska.

Aktorzy, sportowcy, kucharze

Nie pomyślcie jednak, że Promyki tylko hulają przy ognisku, słuchają dietetycznych czy prawniczych porad, barwnych opowieści literatów i korzystają z wycieczkowych zniżek. „Przyjmuj wszystko, co jest dobre, aby to rozdawać” – sentencja z majowego wpisu 2009 r. wiele mówi o seniorach z Zawady i Krępy. Zabawiają dzieci, przebierając się za baśniowe postacie. Czytają najmłodszym lektury. Pieką ciasta na festyny, angażują się do pomocy przy ich organizacji. Robią świąteczne stroiki. Startują w konkursach na najładniejsze palmy czy pisanki. Reprezentują swoje sołectwa w imprezach rekreacyjno-sportowych.

– Nikogo nie trzeba specjalnie namawiać. Ludzie, którzy tu przychodzą i identyfikują się z naszym klubem, co legalizują składką 15 zł rocznie, są po prostu sympatyczni. Z jednej strony cieszą się z tego, że zamiast wydać np. 160 zł za bilety do teatru mogą dzięki naszym staraniom wydać tylko 40 zł, ale chcą także dawać. Udzielają się więc dodatkowo w radzie sołeckiej czy kole gospodyń wiejskich – przedstawia Januszewska.

Dopóki sami tego chcemy

Inicjatorka utworzenia Promyków sama przez kilkadziesiąt lat mieszkała w Krępie, po sąsiedzku z Zawadą. Wiek skłonił ją do sprzedaży domu i przeprowadzki do bloku. Ciągle jednak, choćby poprzez pracę w bibliotece, zna potrzeby i bolączki swoich klubowiczów. Nie różnią się pod tym względem od wielu innych seniorów: zdrowie, pieniądze, czasami samotność. – Stąd nasze wspólne imprezy świąteczno-noworoczne. Któregoś roku porwaliśmy się nawet na organizację balu karnawałowego. Regułą są jednak comiesięczne spotkania. Ich tematykę czasami sugeruję sama, czasami wsłuchuję się, czego oczekuje grupa. Najważniejsze, że seniorzy chcą w nich uczestniczyć. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie czuli potrzeby kontaktu, integracji – wyjaśnia dyrektorka.

Ulotka wydana z okazji 10-lecia Promyków: „Uczestnictwo we wspólnocie ofiarowuje poczucie jedności i przynależności do grupy, które jest bezcenne”. Już za kilka miesięcy może pojawić się nowe jubileuszowe wydawnictwo – tym razem na 20-lecie klubu.

Andrzej Tomasik

Fot. Andrzej Tomasik / Seniorzy z Zawady na podium ostatniej spartakiady senioralnej w arenie CRS. Do sukcesu powiódł ich tęgi doping z trybun

Fot. Archiwum klubu / Comiesięczne spotkanie Promyków w wiejskiej sali w Zawadzie

Fot. Andrzej Tomasik / Elżbieta Januszewska od blisko 20 lat prowadzi w Zawadzie nieformalny Klub Seniora „Promyki”