Edyta Smaruj, opiekunka wytchnieniowa dwa-trzy razy w tygodniu przychodzi do domu swojej sąsiadki Oli, by wyręczyć ją w opiece nad chorą, 90-letnią matką. Ola może w tym czasie zająć się swoimi sprawami lub po prostu pospacerować.

Opieka nad chorymi lub niepełnosprawnymi członkami rodziny to praca trudna, pełna poświęceń, wyczerpująca psychicznie i fizycznie. Często też całodobowa. A przecież opiekunowie czasem muszą bądź zwyczajnie chcą wyjść z domu. Z myślą o takich ludziach i sytuacjach powstał program opieki wytchnieniowej. W jego ramach wykwalifikowany personel na kilka godzin wchodzi w buty członka rodziny.

Żeby praca miała sens

Jedną z opiekunek wytchnieniowych w Zielonej Górze jest Edyta Smaruj. Dwa-trzy razy w tygodniu odwiedza w domach w Starym Kisielinie swoje chore sąsiadki i się nimi opiekuje. – To zabawne, ale zanim zostałam opiekunką, nie wiedziałyśmy zbyt wiele o sobie. Mimo że mieszkałyśmy dość blisko siebie – opowiada.

Ledwie kilka lat temu pracowała na etacie –  w urzędzie, banku, zawsze za biurkiem. – Aż w pewnym momencie poczułam, że chcę zmienić swoje życie zawodowe – opowiada. – Zacząć czerpać z niego większą satysfakcję. Zadałam sobie proste pytanie: jaka praca według mnie ma największy sens? I natychmiast pomyślałam o mojej blisko stuletniej babci, którą uwielbiałam się opiekować.

Nie od razu rzuciła urzędową posadę. Powoli zaczęła wprowadzać plan w życie. Zrobiła kurs medyczny, potem została wolontariuszką w hospicjum. Chciała sprawdzić, czy nowa praca jej nie przerośnie?

– Rodzina, znajomi, koleżanki z pracy, wszyscy robili wielkie oczy. Tymczasem praca opiekunki przerosła jedynie moje oczekiwania, bo okazała się czymś wspaniałym! – opowiada.

Pokłady miłości

Od trzech lat Edyta pomaga swojej sąsiadce Oli w opiece nad jej 90-letnią mamą: – Ola jest dla mnie guru w tej kwestii. Ma wobec swojej matki Marii niespotykane pokłady miłości, cierpliwości i pokory – wylicza.

Przychodzi do nich dwa-trzy razy w tygodniu. Najczęściej ok. godziny 10, kiedy Maria się budzi. Ubiera ją, przygotowuję śniadanie. Potem idą na spacer, rozmawiają. Po spacerze Maria ucina sobie zazwyczaj drzemkę. Przed godziną 15 wraca do domu Ola. I wtedy Edyta kończy pracę.

– Wiele osób uważa, że najtrudniejsze w tej profesji są czynności pielęgnacyjne, bo wymagają wiele wyczucia i szacunku dla intymności i godności chorego – mówi opiekunka wytchnieniowa. – Ale wcale tak nie jest. Pamiętam, jak kąpałam swojego pierwszego podopiecznego, pana Józefa. I wcale nie byłam tym skrępowana. Wydało mi się to takie normalne, naturalne.

–  Trudniejsze jest wejście w życie rodzinne podopiecznych, zdobycie ich zaufania i stanie się kimś w rodzaju członka dalszej rodziny. Na szczęście z czasem poznajemy się, zaczynamy coraz bardziej sobie ufać i w końcu lubić. Ludzie starzy są niesamowicie szczerzy, otwarci i bezpośredni. Oczywiście potrzebują wsparcia przy myciu, pielęgnacji ciała, potrzebują, żeby ktoś im podał posiłek, zabrał na spacer do pobliskiego lasu. Ale najbardziej potrzebują bliskości. Tego, żeby ktoś z nimi po prostu był. Dlatego najcenniejszą cechą opiekuna jest umiejętność słuchania – wskazuje Edyta Smaruj.

Sylwia Sałwacka

Fot. Edyta Smaruj / Edyta Smaruj i jej podopieczna Maria

Program w Zielonej Górze

Program Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej „Opieka wytchnieniowa” finansowany jest ze środków z Funduszu Solidarnościowego i realizowany w mieście przez Centrum Usług Społecznych na podstawie porozumienia zawartego z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej. W tym roku Zielona Góra otrzymała na realizację usług opiekuńczych w ramach opieki wytchnieniowej w miejscu zamieszkania 517 990 zł. Realizacja programu zaczyna się w kwietniu. Nabór już się zakończył. Rok temu usługa opieki wytchnieniowej z ramienia CUS objęła 101 osób. CUS zatrudniał 69 opiekunów.