Smak, zapach, klarowność – to cechy lipowego miodu państwa Laudackich, oficjalnie numeru jeden w Lubuskiem. Tajemnica sukcesu? – Wozimy pszczoły tam, gdzie znajdą dobre kwiaty, czyste powietrze i spokój – wyjawia Beata Laudacka.

Na VI Lubuskim Miodobraniu w zielonogórskim Ogrodzie Botanicznym pszczelarze pochwalili się swoim dorobkiem. Tradycyjnie poznaliśmy regionalny miód roku. Komisja Lubuskiego Związku Pszczelarzy wskazała na lipowy z Gospodarstwa Pasiecznego Laudackich ze Szprotawy.

Z magnackim rodowodem

Gospodarstwo laureatów liczy blisko 200 pszczelich rodzin. – To pogoda decyduje o tym, ile miodu udaje się nam pozyskać. W dobrym roku dochodzimy nawet do ok. 50 kg na ul. Na jakość i smak wpływa miejsce – wyjaśnia Beata Laudacka.

Z mężem Grzegorzem od 15 lat pracuje wyłącznie przy ulach i pszczołach. – Wcześniej zarabiałam na etacie w biurze, później prowadziliśmy sklep, ale spełnienie znaleźliśmy w pszczelarstwie. Dlaczego? To kontakt z naturą, poczucie wolności, spokojny rytm, a przy tym duża odpowiedzialność za zdrowie i bezpieczeństwo naszych pszczół – opowiada laureatka.

Jesień i zimę przeznaczają na przygotowania. Sezon tak na dobre zaczynają w końcówce marca, sposobiąc się do pierwszego pożytku. Gdy pogoda pozwala, stawiają swoje ule najpierw w sąsiedztwie pól rzepaku. Produkcję kończą we wrześniu, rzadko spotykanym i drogim wytworem z lubuskich wrzosowisk. W ofercie mają też m. in. akację, wielokwiat i grykę. Zwycięstwo w tegorocznym konkursie Laudaccy zawdzięczają jednak miodowi lipowemu. Jest intensywny w smaku, wręcz nieco „drapiący”.

Jak tworzy się najlepszy smak roku? – Wkładamy w to całe serce. Wiele zależy jednak od warunków zewnętrznych, czyli jakości tzw. pożytku – odpowiada pani Beata.

Zwycięski produkt powstawał w czystym powietrzu i widokiem na góry, w okolicach zamku Książ. Tam Laudaccy na dwa tygodnie przewieźli nocą swoje ule wraz pszczołami, by mogły zebrać nektar z okolicznych lip. Dzięki temu udało się im stworzyć miód z iście magnackim rodowodem.

Lubuscy pszczelarze

W Lubuskiem działają dwie organizacje producentów miodu. Na południu Lubuski Związek Pszczelarzy zrzesza ponad 800 członków, opiekujących się blisko 25 tys. pszczelimi rodzinami. Na północy działa Wojewódzki Związek Pszczelarzy w Gorzowie. Liczy blisko 600 pszczelarzy, w tym część z woj. zachodniopomorskiego.

W skali kraju nasz region nie należy do potentatów. – Krajowa średnia uli na jeden kilometr kwadratowy wynosi 8-9. Tymczasem u nas to 6-7. Najwięcej pszczelich rodzin zamieszkuje woj. lubelskie, ze średnią 13-14 uli na km kw. – mówi Bogusław Dubiel, prezes LZP, który prowadzi pasiekę w Borowie k. Kożuchowa. Związek stara się popularyzować pszczelarstwo. Organizuje szkolenia, wspiera gospodarstwa dotacjami. – Współpracujemy z wieloma instytucjami, właśnie dopracowujemy szczegóły umowy z prezydentem Zielonej Góry, dzięki temu uczniowie miejskich szkół wezmą udział w warsztatach pszczelarskich – dodaje Dubiel.

Skąd ta słodycz?

Pszczoły robotnice zbierają nektar (lub spadź) z kwiatów i przenoszą do ula, gdzie surowiec jest wzbogacany enzymami, które rozkładają cukry i nadają właściwości odżywcze. Potem pszczoły wachlują skrzydełkami, aby odparował nadmiar wody, a miód zgęstniał. Następnie zabezpieczają go woskiem, by długo zachował świeżość. Gdzie w tym rola dla pszczelarza? – Człowiek zapewnia pszczołom warunki – stawia ule, chroni je przed zimnem i wilgocią. Dogląda, dba o zdrowie owadów i miejsce do pracy. A na koniec zbiera nadwyżkę, której nie potrzebują pszczoły, odwirowuje i filtruje produkt gotowy do spożycia – mówi Beata Laudacka.

Andrzej Tomasik

Laudaccy zaczynają sezon na dobre w końcówce marca, sposobiąc się do pierwszego pożytku. Gdy pogoda pozwala, stawiają ule najpierw w sąsiedztwie pól rzepaku.

Fot. FB Gospodarstwo Pasieczne Laudaccy / Laudaccy zaczynają sezon na dobre w końcówce marca, sposobiąc się do pierwszego pożytku. Gdy pogoda pozwala, stawiają ule najpierw w sąsiedztwie pól rzepaku.