Halinę, która całe zawodowe życie przepracowała w banku, zawsze pasjonował teatr. Żeby dowiedzieć się, co przeżywa aktor w trakcie występu, sama weszła na scenę. Tomasz rozśmieszanie ma we krwi: – Znalazłem się tu, bo żona mi kazała… „Będziesz tak na kanapie siedział i nic nie robił. Nudzi ci się, to idź gdzieś”.

Fot. Elżbieta Subocz / 5 maja br., premiera spektaklu pt. „Miłość, zabawa oraz mniej ważne sprawy”. Na scenie kabaret Zielonogórskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku
Emerytowany inżynier geodeta posłuchał. Poszedł do działającego przy Zielonogórskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku kabaretu Monte Verde.
Szopka na dobry początek
Historia formacji sięga 1994 roku. – Zaczęła się niepozornie, jak często zaczynają się rzeczy ważne – wspomina Zofia Banaszak, prezeska ZUTW. – Na jednym z wykładów naszego Uniwersytetu aktorka Ludwina Nowicka rzuciła myśl, by stworzyć zespół teatralny. Wkrótce spotkali się pierwsi chętni – ludzie z potrzebą wyrażenia siebie, z ciekawością i odwagą, by wejść na scenę.
21 grudnia 1994 roku grupa zadebiutowała w Sali Kolumnowej Urzędu Wojewódzkiego (dziś to Urząd Marszałkowski), wystawiając „Szopkę Bożonarodzeniową”. Po pierwszym występie przybrała nazwę „Monte Verde” (zielona góra).
Jerzy Glapa, nieodżałowany Tomasz Karasiński, Robert Czechowski, Elżbieta Donimirska – kolejni opiekunowie inspirowali amatorów teatru, słuchaczy ZUTW do rozwoju, kolejnych prób, premier, występów, zdobywania nagród, nadawania życiu barw i emocji.
Nowy rozdział
W 2024 roku opiekę artystyczną nad zespołem przejął Jarosław Sobański, kabareciarz, otwierając nowy rozdział w dziejach „Monte Verde”. Lżejszy repertuar, skecze, piosenki, w składzie kilka nowych twarzy, ale także osoby pamiętające pierwotne oblicze ekipy.
Katarzyna Jarosz-Rabiej, zielonogórska literatka, za poezję i prozę nagradzana m.in. Lubuskimi Wawrzynami: – Należę do grupy od 20 lat. Jestem dzięki temu szczęśliwa. Spotykamy się tu w gronie tak fantastycznych ludzi, że po prostu chce się żyć.
Jeszcze dłuższy, 22-letni staż w „Monte Verde” ma Halina. Z etatu w banku przed obiektywy kamer i na teatralne deski ciągnęła ją ciekawość aktorskich wrażeń. Należała do kilku zielonogórskich grup. Z castingu dostała się do filmu „Wykluczeni”. W ZUTW do zmiany formuły zespołu podeszła z entuzjazmem: – Sama bardzo lubię oglądać kabarety – zapewnia.
Na festiwalu w Opolu i „u cioci na imieninach”
W 11-osobowym składzie są też inne seniorki i seniorzy, którzy albo się w sceniczne występy bawili, albo też ocierali się o artystyczną profesję.
Mariola jako dziecko założyła osiedlowy teatrzyk. Z rówieśniczkami śpiewały i odgrywały scenki na urodzinowych przyjęciach swoich koleżanek. W zamian dostawały słodkie frykasy, które wtedy były na wagę złota. – A później wiadomo – zakochanie, własne dzieci, praca w banku, prywatna działalność gospodarcza. Kiedy wreszcie przeszłam na emeryturę, stwierdziłam, że czas wrócić do tego, co w duszy gra.
Obdarzony sopranem Witek śpiewał w chórze związanego z Filharmonią Zielonogórską Alfreda Paszaka. W wokalnym kwartecie Spectrum wystąpił m.in. na festiwalu w Opolu. – A teraz realizuję się w naszym ciekawym gronie emerytów. I bardzo się z tego cieszę – dodaje.
Lekarstwo na długowieczność
Grażyna, absolwentka akademii rolniczej w studenckiej rozgłośni prowadziła literackie audycje, wcześniej liderowała na szkolnych akademiach. Żyłka do odgrywania pierwszoplanowych ról odezwała się ponownie, gdy była już emerytką. – Zmagałam się wtedy z poważną chorobą. W końcu pomyślałam, że muszę wyjść z domu, jakoś rozerwać się i odkurzyć te swoje zdolności, których chyba zbyt wiele nie mam.
Witold poezją i sztuką interesował się, gdy jeszcze był nastolatkiem. Dziś jako emerytowany policjant, nie daje się pokonać ani udarowi, ani PESEL-owi. 91 lat nie przeszkadza mu działać w różnych grupach artystycznych ZUTW. – Uczę się nowych ról, tańczę, śpiewam, podskakuję. Tylko te podskoki już takie malutkie… – mówi. – Ale za to wszystkie dziewczyny cię obtańcowują – wtrąca Teresa, kierowniczka grupy.
Na próbach i gościnnych występach
Z reguły spotykają się raz w tygodniu. Nawet gdy ich artystyczny guru Jarosław Sobański zajmuje się własną karierą, ćwiczą rozpisane role. Repertuar zmieniają raz na kilka miesięcy. Teresa, ekonomistka, uznawszy, że wnuki są już za duże, by mogła im się na co dzień przydawać, podjęła się obowiązków koordynatorki kabaretowej ekipy ZUTW.
– Trochę śmiechu i luzu na co dzień, bawić się i dawać radość innym – określa swoje podejście do zajęć i występów. Z koleżankami i kolegami sięgała po Grand Prix na Juwenaliach Trzeciego Wieku w Warszawie. Niemal wszyscy najmiliej wspominają jednak występy w wiejskich salkach i na festynach, gdzie komercyjni artyści na ogół nie docierają.
– Nam nikt nie płaci za przedstawienia, za to radość ludzi w najmniejszych miejscowościach, serdeczność, z jaką nas po staropolsku goszczą na zakończenie programów, stanowią najlepsze wynagrodzenie – zapewniają kabareciarze z „Monte Verde”.
Jarek, zawodowiec i przyjazna grupa
Czy zdarza się, że publika nie reaguje, milczy, gdy powinna się śmiać? – Różnie bywa. Gorzej jednak, gdy zjada nas trema i na scenie zapominamy tekstu – przyznają. Co wtedy? – Stosujemy dwa przykazania Jarka: można improwizować, albo zacząć swoją kwestię od początku – odpowiadają członkowie zespołu.
Nina zna „Monte Verde” z prężnych, teatralnych czasów. W nowym anturażu, po długiej chorobowej przerwie, odnajduje się jednak znakomicie. Podobnie jak Lidia, pierwszoroczniaczka w tym gronie. – Wprawdzie nie spodziewałam się, że będzie aż tak dużo materiału do przyswojenia, ale na tyle lubię humor, że ten kabaret jest moim spełnieniem – wyznaje.
Ewa też zdecydowała, by spróbować swoich sił na scenie z miłości do kabaretów. Zna formacje z zielonogórskiego zagłębia. – Mamy takie szczęście, że prowadzi nas zawodowiec i możemy się wiele od niego nauczyć. Co ważne, nauka i próby podtrzymują naszą sprawność umysłową i fizyczną. Najcenniejsza wydaje się jednak przynależność do grupy. Mamy cel, by wychodzić z domu i spędzać wspólnie czas.
PS
Na premierę nowego spektaklu pt. „Miłość, zabawa oraz mniej ważne sprawy” Tomasz nie zaprosił żony, której zawdzięcza swoją kabaretową przygodę. – To nie jej klimaty – uzasadnił. – Zresztą, w domu ma ze mną kabaret na co dzień.
Andrzej Tomasik

Fot. Elżbieta Subocz / Jarosław Marek Sobański współtworzył zielonogórskie formacje Ciach, Słuchajcie, i Kabaret Zachodni. Wystąpił w filmach: „Baśń o ludziach stąd”, „Ryś”, „Zamknięci w celuloidzie”. Twórca tekstów, skeczy, piosenek, konferansjer.
Reżyser: Ja tu jestem najmniej ważny
– Na co dzień zajmuję kabaretem: występuję, prowadzę różne imprezy, piszę, skecze i reżyseruję. Jakimś przypadkiem, znajomy znajomego przez znajomego spytał, czy jestem w stanie się zająć kabaretem „Monte Verde”, który działa w Uniwersytecie Trzeciego Wieku.
– Długo się zastanawiałem, ponieważ nigdy nie pracowałem z seniorami. Minęły ponad dwa lata i dziś mogę orzec: to bardzo przyjemna praca. Z dojrzałymi osobami pracuje się dłużej, a to znaczy, że dokładniej. Z zawodowymi kabareciarzami działamy z reguły w nieustannym pośpiechu. Trzeba w trzy dni coś przygotować i już wystawić. Tymczasem my tu mamy trochę więcej czasu i z racji tego, że pracuje się dłużej, zupełnie oficjalnie na łamach Waszej gazety powiem, daje to nam możliwość dopracowania każdego elementu programu. Możemy też dokładnie poznać się nawzajem.
– Oprócz tego, że ćwiczymy skecze, piosenki, monologi, poniekąd także spotykamy się towarzysko. Oczywiście, na próbie po prostu trzeba pracować, ale mamy parę dziewczyn, które dbają o to, żeby zawsze były niekoniecznie zdrowe, ale za to pyszne słodycze plus herbata i kawa.
– Dla mnie to jest taki nowy świat, do którego wszedłem i dzięki niemu wiem, że nie trzeba być artystą zawodowym, żeby coś zawodowo robić. W „Monte Verde” niby jesteśmy amatorami. Ćwiczymy i występujemy jednak z zawodową starannością, a poza tym amator to przecież łaciny miłośnik. Jesteśmy zatem miłośnikami kabaretu.
– Korzystamy z tekstów, które funkcjonują w świecie kabaretowym. Mamy też kilka własnych skeczów. Chętnie sięgamy do klasyki, także z „zielonogórskiego zagłębia kabaretowego”. Jeśli tylko zobaczycie gdzieś, że występuje Monte Verde, to zapraszam serdecznie! Obiecuję, że mnie na scenie będzie mało. Jestem tu najmniej ważny. Liczą się nasi artyści, którzy poświęcają swój czas. I mam nadzieję, że tylko czas, nie zaś zdrowie.
(at)
Fot. Elżbieta Subocz / 5 maja br., premiera spektaklu pt. „Miłość, zabawa oraz mniej ważne sprawy”. Na scenie kabaret Zielonogórskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku















