Coraz więcej gości odwiedza zrewitalizowany park w podzielonogórskim Zaborze. W 1889 r. był tam też dziennikarz i satyryk Johannes Trojan. Jego poetycki opis jest cennym źródłem.

Johannes Trojan to w ogóle bardzo ciekawa postać. Pisarz, dziennikarz i satyryk, popularny w Niemczech w XIX i XX wieku. Przez wiele lat był dziennikarzem i redaktorem naczelnym berlińskiego czasopisma satyryczno-politycznego „Kladderadatsch”.

W Zielonej Górze najbardziej zasłynął (choć była to raczej wątpliwa sława) za sprawą swojego wiersza „Wino rocznik 1888”. Kpił w nim z zielonogórskiego wina, czym rozsierdził ówczesnych Zielonogórzan. Choć zaznaczał, że w tamtym, wyjątkowo słabym winiarsko roku, wszystkie niemieckie wina były nieudane, a od zielonogórskiego znacznie gorsze były te z Sulechowa i Babimostu, to mieszkańcy krytyką się bardzo przejęli. Twierdzili, że spowodowała ona w zielonogórskiej branży winiarskiej niepowetowane straty. Dziś zastanawialibyśmy się, czy nie byli zbyt przewrażliwieni, ale pamiętajmy, że mówimy o czasach, w których rola gazet i poezji była większa niż obecnie.

Trojan chciał się chyba zrehabilitować, a może trochę obłaskawić Zielonogórzan. W Winobranie 1889 r., czyli rok po napisaniu słynnego wiersza, przyjechał do Zielonej Góry. Relację z wizyty zamieścił w dwóch odcinkach w gazecie „National Zeitung”.

„Jakiś czas temu doszła do mnie wieść, że tym razem wino w Zielonej Górze podobno dobrze się udało. Dlatego z chęcią przyjąłem uprzejme zaproszenie, które wzywało mnie tam na Winobranie” – zaczął na wstępie.

To, co pisał o Zielonej Górze zostawmy na kiedy indziej. Uchylę tylko rąbka tajemnicy – nasze wino oceniał dobrze. „W rzeczywistości jest lepsze niż jego reputacja. Przede wszystkim nie jest ono kwaśne” – pisał.

Zapach czosnku niedźwiedziego

Przejdźmy do innego opisu Trojana, czyli jego wycieczki za miasto. Choć większość czasu spędził na zielonogórskich winnicach, w programie miał też przejażdżkę konną po pobliskich miejscowościach. Odwiedził m.in. podzielonogórski Zabór. Jego relacja jest o tyle cenna, że to jeden z nielicznych opisów tamtejszego pałacu i parku.

Przypomnijmy, że przypałacowy park kilka miesięcy temu został zrewitalizowany i udostępniony do zwiedzania. Pisaliśmy o tym w październiku ub. roku w „Czasie Zielonej Góry”. Za prawie 5 mln zł odnowiono ponad 19 hektarów, a pieniądze na ten cel pochodziły z budżetu województwa lubuskiego i rządowego Polskiego Ładu.

Park jest popularnym miejscem spacerów. Widać to zwłaszcza w słoneczne weekendy, gdy przed pałacem trudno znaleźć wolne miejsce parkingowe. Goście mogą podziwiać m.in. jeden z najstarszych w województwie dębów, który liczy sobie około 250 lat. Park w Zaborze, podobnie jak ten w zielonogórskim Zatoniu, jest też jednym z największych w regionie siedlisk czosnku niedźwiedziego. Pamiętajcie tylko, że roślina jest pod ochroną i nie można jej zrywać.

XVI-wiecznego pałacu na razie nie można zwiedzać. Mieści się tam Centrum Leczenia Dzieci i Młodzieży, sporadycznie w reprezentacyjnej Sali Kryształowej organizowane są koncerty.

Żwawy kłus do Zaboru

Oddajmy głos Johannesowi Trojanowi: „Mój gospodarz chciał mi pokazać również kilka winnic położonych z dala od miasta (…). Mieliśmy parę dobrych koni, które od początku do końca, zarówno pod górę, jak i w dół, kłusowały równie żwawo. Dzięki temu mogliśmy do obiadu pokonać ponad 50 kilometrów, mimo że tylko trzy razy zrobiliśmy krótki postój. Był to rześki jesienny dzień, a pogoda była całkiem korzystna. Przez Stary Kisielin, Nowy Kisielin i Droszków dotarliśmy do Zaboru, to jest „za borem, przy lesie”. Przejeżdzając przez te miejscowości, płoszyliśmy przed sobą gęsi. Tu i tam można było zobaczyć wspaniałe wybarwianie się liści. Przy pewnym starym murze rosła pigwa ze złocistożółtymi owocami, którą można było wziąć za drzewo cytrynowe.

Zabór ma stary pałac, który niczym prawdziwy, przeznaczony do obrony kasztel jest otoczony wodą ze wszystkich stron. Od strony wejścia frontowego i od strony parku prowadzą do niego potężne kamienne mosty. Mury mostu porastają paprocie i inna roślinność. Pałac wygląda na nieco zaniedbany, co nie umniejsza jego piękna. Wokół wieży pałacowej krąży z krakaniem stado kawek. W parku znajdują się wspaniałe stare drzewa, szczególnie jesiony, oraz rozległe jezioro, które jest otoczone wieńcem szepczących szuwarów. Na zarośniętej chwastami rabacie w pobliżu jeziora wciąż można rozpoznać dużą literę L, uformowaną z zimozielonych roślin, wskazującą na imię Luiza.

Wychodząc z parku dostrzegamy sędziwego właściciela pałacu, który wraz z rodziną idzie do kościoła. W niewielkiej odległości podąża za nimi służba. Kościół jest prostą starą budowlą z przypominającą gołębnik wieżą obok niego”.

„Sędziwym właścicielem”, którego opisuje Trojan, był książę Ferdinand von Schönaich-Carolat. Miał wówczas 71 lat. Panował w Zaborze od 1859 r. Pochodził z rodziny od wieków związanej z Siedliskiem. Jego żoną była księżniczka Johanne, córka właściciela Trzebiechowa. Zmarł cztery lata po wizycie dziennikarza, w 1893 r.

Kwiaty dla królowej Luizy

Luiza, którą miała upamiętniać „zarośnięta chwastami rabata” przy jeziorze, to królowa Luiza Pruska. Władczyni zmarła w 1810 r., miała zaledwie 34 lata. Była bardzo popularna w Prusach, na jej cześć nazwano tam wiele miejsc. W przedwojennej Zielonej Górze została patronką dzisiejszego Wagmostawu.

Najbardziej znaną właścicielką pałacu w Zaborze była Hermina von Reuss. W 1922 r. wyszła za mąż za byłego cesarza Niemiec (abdykował cztery lata wcześniej) Wilhelma II. Razem z nim zamieszkała w holenderskim Doorn. Ale to czasy, których Johannes Trojan już nie doczekał. Zmarł w 1915 r.

Szymon Płóciennik

PS. Teksty Johannesa Trojana (w tłumaczeniu Arkadiusza Cincio) zostały zamieszczone w niedawno wydanej książce „Zielona Góra w relacjach podróżniczych i prasowych. Antologia tekstów źródłowych”. Miałem przyjemność być – obok Agnieszki Bormann i Bartłomieja Gruszki – jednym z jej twórców.

Fot. Szymon Płóciennik / Pałac w Zaborze

Fot. Heinrich Goetz./Zbiory Fundacji Pałac Bojadła / Pałac w Zaborze na zdjęciu z około 1913 roku

Fot. Archiwum Katarzyny Adamek-Pujszo / Pałac w Zaborze na litografii z połowy XIX w. autorstwa Alexandra Dunckera

Fot. Szymon Płóciennik / Park przy pałacu w Zaborze