Fot. Marcin Krzywicki / – Nawet kluby z Ekstraklasy przyjeżdżały do Zielonej Góry, żeby trenować, bo u nas warunki do zimowego treningu są niezłe – mówi Maciej Murawski

W teorii Lechię czeka sobotni mecz ze Stalą Jasień. W praktyce na wiosenną inaugurację Betclic III ligi w Zielonej Górze trzeba poczekać. Klub z Jasienia już właściwie nie istnieje, ale w chwili zamknięcia tego numeru „Czasu” nie poinformował o wycofaniu się z rozgrywek. – Nie ułatwia nam to sytuacji – mówi Maciej Murawski, prezes Lechii.

Marcin Krzywicki: – Kilka dni temu obchodziłeś urodziny. Był tort? Dmuchanie świeczek i życzenie dotyczące Lechii?

Maciej Murawski: – Nie, nie dmuchałem świeczek. W tym wieku już tego nie robię, ale dostałem wiele życzeń i wiele osób życzyło mi dobrych wyników, walki i awansu do drugiej ligi.

– Jakie emocje towarzyszą początkom rundy wiosennej?

Bardziej zmartwienia. Kontuzjami. Najprawdopodobniej kilku kluczowych piłkarzy nie będzie mogło zagrać.

– Czy największe zmartwienia dotyczą Kamila Olka?

Nie tylko Kamila, bo ten wraca po zabiegu, ale tak samo jest z Kubą Lizakowskim. Paweł Flis też przez dłuższy czas nie trenował, miał problemy zdrowotne. Do tego Łukasz Tumala, który miał uraz i też będzie potrzebował kilku tygodni, żeby wrócić do treningu. Nasza obrona, która była – wydaje mi się – najlepszą obroną w poprzedniej rundzie, w pierwszym meczu będzie zupełnie inna niż w ostatnim. Jesteśmy zadowoleni, jak w okresie przygotowawczym wyglądał Przemek Mycan i Dawid Dębski. Z przodu jesteśmy zabezpieczeni i czekamy na Kamila

– A jest coś, co cieszy w okresie przygotowawczym?

Mamy dobrą infrastrukturę treningową. Nasz zespół, mimo tego, że nie wyjeżdżał nigdzie na obóz, mógł spokojnie przygotować się do sezonu i praktycznie wszystkie treningi mogły być zrealizowane. Wiemy jak wiele klubów miało problemy, żeby w ogóle prowadzić zimą zajęcia. Nawet kluby z Ekstraklasy przyjeżdżały do Zielonej Góry, żeby trenować, bo u nas warunki do treningu są niezłe. W sparingach wyglądaliśmy solidnie, więc myślę, że po prostu ten proces trwa.

– Jak przyjąłeś transfer Filipa Starzyńskiego do Polkowic?

Wiemy, jak doświadczonym są zespołem, mają świetnego trenera, więc Górnik Polkowice zdecydowanie był faworytem numer jeden przed sezonem i myślę, że ciągle jest głównym faworytem do awansu do drugiej ligi. Wystarczy spojrzeć na budżet nasz i Górnika. Oni z samego miasta otrzymują prawie cztery miliony złotych na klub. Nasza dotacja też urosła, ale do Górnika Polkowice bardzo dużo nam brakuje. Musimy w inny sposób nadrabiać różnice. Nas na takich piłkarzy jak Filip Starzyński nie stać i nawet nie szukamy na tej półce, bo to by zaburzyło nasze finanse i funkcjonowanie szatni. Jesteśmy klubem, który jak na warunki trzecioligowe płaci dobrze, w terminie, ale nie tak dużo. Przestrzegam, że to będzie bardzo trudna runda. Myślę, że momentami, kiedy być może będziemy mieli kryzysy. Mam nadzieję, że konkurenci też je będą mieli i to nie będzie łatwe, proste i przyjemne. Nasze marzenie będzie bardzo ciężkie do zrealizowania. Natomiast nikt nam nie broni marzyć i walczyć. I my na pewno będziemy walczyć.

– Jakie plany na sobotę? Macie mecz ze Stalą Jasień, której chyba już nie ma, ale z ligi wciąż się nie wycofała. Jak chcecie to rozwiązać?

Mamy przygotowane trzy mecze plus czwarty, który najprawdopodobniej się nie odbędzie, czyli z Jasieniem. Jest mecz rezerw z Odrą Bytom Odrzański w czwartej lidze, są też sparingi z Polonią Słubice i Koroną Kożuchów. Będziemy musieli zaplanować to tak, żeby zawodnicy rozegrali swoje minuty, by mogli się przygotować do meczów tak naprawdę najważniejszych, które się zaczną tydzień później. To, że ciągle nie ma klarownej informacji jest utrudnieniem, ale musimy sobie z tym poradzić.