Fot. Andrzej Tomasik / – Wydaje się to niemożliwe, bo morsowanie wymaga wyjścia poza strefę komfortu, ale to naprawdę działa kojąco – opowiada Jacek Moszyński

Lubuskie Morsy zapraszają!

Chcesz spróbować, czy morsowanie jest dla Ciebie? Najpierw skonsultuj pomysł z lekarzem, po tym możesz wziąć w domu zimny natrysk, albo wybrać się w niedzielę o godz. 8:30 na zalew w podzielonogórskiej Świdnicy. Tam spotkają się członkowie EKM Lubuskie Morsy (choć mają nadzieję, wrócić na dziką Ochlę). Prezes Jacek Moszyński zapewnia, że wraz z innymi klubowiczami, zatroszczy się o każdą nowicjuszkę i każdego nowicjusza.

Pierwsze przykazanie morsa: Człowiek to nie torebka z herbatą. Nie naciągnie więcej zdrowia, jeśli dłużej wytrzyma zanurzony w wodzie. Drugie i trzecie: Rozgrzewka przed lodowatą kąpielą to oszukiwanie organizmu; neoprenowe buty czy rękawiczki – zbędne gadżety.

Debiutanckie morsowanie Jacka Moszyńskiego? 12 lat temu, po namowie kolegi. Głównie z ciekawości i dla hecy, bez świadomości, jak i po co.

Od tego czasu wiele się zmieniło. – Kolega przestał, ja hartuję się do dziś, w zasadzie codziennie. Pomagam także nowicjuszom, wchodzić do zimnej wody i robić z tego nawyk. Jestem krejzolem na punkcie lodowatych kąpieli. Staram się wiedzieć o nich jak najwięcej. Nie poprzestaję jednak na morsowaniu. W szerszym ujęciu pracuję z zimnem, szkolę się w tej dziedzinie i dzielę się tym, co umiem, z innymi – mówi.

Wyluzowany i uodporniony

Moszyński, zielonogórzanin z urodzenia i z wyboru, przez wiele lat dbał o kondycję, jeżdżąc na rowerze. Problemy z kręgosłupem sprawiły, że przestał regularnie pedałować. Wtedy właśnie dał się pochłonąć zimnej wodzie. Początkowo intuicyjnie. Z czasem z coraz większym obeznaniem. Zaczął uczestniczyć w warsztatach i szkoleniach teoretycznych, powielać argumenty Valerjana Romanovskiego, wykładowcy SGGW i autora książek o morsowaniu. – On został moim guru – przyznaje.

Z pasji Moszyńskiego zrodził się Ekskluzywny Klub Morświna Lubuskie Morsy. Gdy nastaje jesień, co tydzień klubowicze spotykają się w niedzielne poranki na wspólnych porannych kąpielach na otwartych akwenach. Jeżeli czas i pogoda pozwalają, po wyjściu z wody zasiadają, choćby na chwilę, do integracyjnego posiłku.

Co daje im morsowanie? Moszyński widzi rzecz holistycznie: – Nasz cywilizacyjny problem polega na tym, że żyjemy w przegrzewanych mieszkaniach. Pracujemy w cieplarnianych biurach. Jakby tego było mało, zakupy robimy w galeriach, gdzie panują letnie temperatury, a później w samochodach odpalamy nadmuchy gorącego powietrza i dodatkowo grzanie foteli. Wychodząc na dwór, opatulamy się, czym się da. W ten sposób obniżamy naturalną odporność naszych organizmów, narażamy się na choroby. A przecież zimno daje organizmowi silny impuls, zmuszając do uruchomienia naturalnej grzałki.

Prezes klubu przekonuje, że morsowanie nie tylko uodparnia, lecz także działa kojąco na psychikę, redukując kortyzol, czyli hormon stresu. Co więcej, uspokaja i ujędrnia ciało. Jeśli ktoś uprawia sporty wytrzymałościowe, np. bieganie, dzięki wejściu do lodowatej wody szybciej zregeneruje mięśnie.

Lepiej krótko i często niż długo i nieregularnie

Moszyński zaczyna dzień od lodowatego natrysku. W sezonie zimowym najchętniej morsuje w jeziorze Niesłysz w Przełazach, najczęściej zaś w podzielonogórskiej Świdnicy, a wcześniej na tzw. dzikiej Ochli. Bałtyk czy wodospady w Karkonoszach i Górach Izerskich pozwalają przedłużać sezon zimnych kąpieli w plenerze.

Nie rozgrzewa się przed zanurzeniem. Przeciwnie – wylewa na siebie wiaderko zimnej wody. Nie używa rękawiczek ani neoprenowych butów. Dlaczego? – To są błędy, które popełniałem jako początkujący mors. W rzeczywistości chodzi o to, żeby skierować impuls zimna najpierw na głowę i nie chronić stóp, dłoni czy szyi przed wodą. Dziś już nie stoję w akwenie jak przed rozstrzelaniem z rękoma uniesionymi w górę. To bez sensu. Pamiętam także, by chłodzić tarczycę – wylicza. – Po bardziej intensywnym impulsie organizm szybciej zacznie się bronić i budować odporność – dodaje.

Moszyński eksperymentował z działaniem skrajnego zimna, cyklicznie przebywając po kilka godzin w komorze termoklimatycznej, gdzie temperatura spada do -51 st. C, a efekt potęguje silny strumień mroźnego powietrza. Nikogo nie namawia jednak na podobne próby. Wystarczy zanurzyć się na 3-5 minut. Ważniejsze, żeby robić to regularnie niż długo.

Nie zaczynaj w pojedynkę!

– O ile mówimy o zdrowej osobie, morsować może każdy – od małych dzieci po osoby starsze. To nie jest sport ekstremalny, tylko forma dbania o zdrowie, jeśli robi się to z głową – twierdzi zielonogórski mors.

Jak zacząć? Najlepiej z kimś, kto już nabrał doświadczenia i zna zasady bezpieczeństwa. Naturalnym odruchem przy pierwszej lodowatej kąpieli może być panika. Wówczas przyda się asysta rutyniarza. Zanurzenie może ułatwiać pogoda. Gdy na dworze trzyma mróz, wówczas woda wydaje się przyjemniejsza.

Jacek Moszyński zapewnia, że odkąd regularnie morsuje, zmieniła się ciepłota jego ciała. – Nie potrzebuję tylu co kiedyś grubych butów ani ubrań, bo nie odczuwam zimna tak jak inni. Trochę jak w znanym powiedzeniu, zimą potrafię chodzić w sandałach…

Andrzej Tomasik