Czy to źle, że w szkole będziemy rozmawiać z uczniami o problemach dojrzewania, o koleżeństwie, przyjaźni i miłości? – mówi prof. Zbigniew Izdebski o edukacji zdrowotnej, nowym przedmiocie w naszych szkołach.

Sylwia Sałwacka: – 1 września do szkół weszła edukacja zdrowotna. To także pana zasługa, bo jest pan współautorem postawy programowej.

Prof. dr. hab. Zbigniew Izdebski: – Mogę śmiało powiedzieć, że to spełnienie moich marzeń. Nie było w ostatnich latach chyba ministra edukacji, z którym nie rozmawiałabym o potrzebie wprowadzenia edukacji zdrowotnej. Dopiero obecny rząd się na to zdecydował. Porozumienie trzech ministerstw: zdrowia, edukacji narodowej oraz sportu, uważam za wielki sukces.

Wszystko, co pan planował, udało się zrealizować?

– Pisaliśmy ten program pod presją czasu. Przypomnę: w przyszłym roku wejdzie reforma oświaty. MEN zależało, żeby wprowadzić edukację zdrowotną wcześniej, tak aby szkoły rodzice i uczniowie zdążyli się z nią oswoić. I w zasadzie się udało, prócz jednej rzeczy – edukacja zdrowotna nie jest przedmiotem obowiązkowym. A powinna.

– Nie jest obowiązkowa, bo budzi wśród części Polaków emocje. Cytując oponentów – „seksualizuje dzieci i je deprawuje”.

– Każdy, kto przeczytał ze zrozumieniem podstawy programowe (są dostępne na stronie MEN), uzna protesty środowisk prawicowych czy episkopatu za zupełnie nieuzasadnione. Najbardziej krytykowana jest oczywiście część programu dotycząca edukacji seksualnej, choć edukacja seksualna wcale nie dominuje w programie edukacji zdrowotnej. To tylko część, w zasadzie jedna dziesiąta materiału.

– Jest jeszcze materiał o dojrzewaniu. On także wzbudza emocje.

– Znów niesłusznie. Nie rozumiem w czym jest problem? Czy to źle, że w szkole będziemy rozmawiać z uczniami o problemach dojrzewania dziewcząt i chłopców, o różnicach między nimi, o relacjach takich jak koleżeństwo, przyjaźń i miłość?

Czy to źle, że opowiemy o presji rówieśniczej, asertywności, profilaktyce przemocy seksualnej? Albo że nastolatki dowiedzą się o infekcjach przenoszonych drogą płciową, w tym HIV? I poruszą w szkole temat antykoncepcji?

Rodzice często nie zdają sobie sprawy, że wiedza ich dzieci o dojrzewaniu czy seksie niejednokrotnie wcale nie jest mała. Ani taka niewinna, jak im się wydaje. Często ta wiedza została już podana i zwulgaryzowana przez Internet i środowisko rówieśnicze.

– Opowiada o tym rewelacyjny brytyjski miniserial „Dojrzewanie”.

– O dzieciach myślimy najchętniej w kategoriach niewinności. Unikamy rozmów o dojrzewaniu, miłości, seksie, bo to nas peszy, wywołuje niezadowolenie, sama myśl często wręcz nas oburza. Zapominamy, że dzieci i nastolatki dorastają, funkcjonują w grupie społecznej, w grupie szkolnej, mają dostęp do różnych stron internetowych, filmów, zdjęć. Porozumiewają się też swoim językiem, zazwyczaj niezrozumiałym dla nas. Nie ma sensu się łudzić, że skoro w domu są założone na telefonach czy komputerach blokady rodzicielskie, to dziecko nie otrze się o temat tabu.

– Myśli pan, że szkoły poradzą sobie z tym zadaniem?

– Tak, tym bardziej, że nauczyciele nie zostaną sami. Pomoc deklarują im samorządy, eksperci, uczelnie, organizacje np. Naczelna Izba Lekarska. Liczymy zresztą na współpracę nie tylko lekarzy, ale też pielęgniarek, dietetyków, a nawet studentów kierunków medycznych.

– Ponad 60 proc. ankietowanych przez IBRiS uważa, że wprowadzenie do szkół edukacji zdrowotnej nie niesie ze sobą „ryzyka deprawacji i seksualizacji” młodych ludzi. Jak by pan przekonał nieprzekonanych?

– Łatwo powiedzieć dziecku, że się je kocha. Ale miłość to także odpowiedzialność. Takim przejawem odpowiedzialności, dojrzałości dla mnie jest przekazanie dziecku wiedzy, która jest potrzebna do funkcjonowania w życiu. Wiedza, jaką dzieci będą zdobywać w szkole na lekcjach z edukacji zdrowotnej przełoży się na długość i jakość ich życia. To bardzo ważne, żeby młodzi Polacy mieli świadomość, że zdrowie w dużej mierze zależy od nas samych, od stylu życia. I że to obszar, o który musimy sami zadbać. Mamy w Polsce w tej sprawie jeszcze dużo do zrobienia. Proszę zobaczyć, ile spożywamy suplementów, leków, jak wiele dzieci choruje na otyłość czy zmaga się z uzależnieniami? Na lekcjach z edukacji zdrowotnej nauczyciele będą rozmawiać z uczniami o nawykach żywieniowych, aktywności fizycznej, problemach zdrowia psychicznego, uzależnieniach czy problemowym używaniem np. Internetu. Współczesny świat jest bardzo skomplikowany, przytłacza nas wiadomościami nie zawsze pozytywnymi. W całym tym chaosie trzeba nauczyć się zadbać o siebie. Każde dziecko ma prawo do takiej wiedzy.

Prof. dr. hab. Zbigniew Izdebski

Fot. Archiwum domowe / Prof. dr. hab. Zbigniew Izdebski

1 września do szkół weszła edukacja zdrowotna.

Nowy przedmiot w podstawówkach i szkołach średnich jest nieobowiązkowy. Kto będzie uczył edukacji zdrowotnej w zielonogórskich szkołach? W 11 ośrodkach akademickich w Polsce, w tym na Uniwersytecie Zielonogórskim, jesienią rozpoczęło się kształcenie nauczycieli w ramach studiów podyplomowych, przygotowujących do prowadzenia zajęć z edukacji zdrowotnej. Rekrutacja na Uniwersytecie Zielonogórskim już się zakończyła. – Studia rozpoczęło 60 osób – potwierdza rzeczniczka UZ Katarzyna Doszczak. Do czasu aż w szkołach pojawią się nowi edukatorzy, zgodnie z decyzjami MEN, przedmiotu nauczają nauczyciele wychowania do życia w rodzinie (WDŻ), wychowania fizycznego, biologii, ale też psycholodzy oraz osoby z przygotowaniem pedagogicznym, które są pracownikami systemu ochrony zdrowia.

Jarosław Skorulski, naczelnik Wydziału Oświaty, Kultury i Sportu w magistracie: – Realizacja edukacji zdrowotnej jest dla szkół sporym wyzwaniem. Na szczęście podzielona jest na bloki tematyczne. W czerwcu na zebraniu z dyrektorami miejskich placówek prof. Zbigniew Izdebski podkreślał, że ze względu na interdyscyplinarny charakter przedmiotu, w zależności od koncepcji przyjętej przez dyrekcję szkoły, jego realizacją w jednej klasie może zajmować się dwóch lub nawet trzech nauczycieli.

Ilu nauczycieli ostatecznie się w to zaangażuje? – Na razie nie wiemy, bo nie wiemy jaki odsetek uczniów ostatecznie weźmie udział w zajęciach. Przedmiot nie jest obowiązkowy – dodaje Skorulski. – Aby wycofać dziecko z zajęć z edukacji zdrowotnej, rodzic lub pełnoletni uczeń musi złożyć pisemne oświadczenie o rezygnacji do dyrektora szkoły lub jej sekretariatu najpóźniej do 25 września 2025 r.