– Nie chciałabym zaskakiwać swoimi decyzjami ani dyrektorów placówek, ani nauczycieli, ani rodziców. Jestem zwolenniczką ewolucji, dialogu, współpracy – rozmowa z Kamillą Jur, dyrektorką Departamentu Oświaty, Kultury i Sportu.
Kamilla Jur, była dyrektorka V Liceum Ogólnokształcące im. Krzysztofa Kieślowskiego w Zielonej Górze wygrała w marcu konkurs na szefową Departamentu Oświaty, Kultury i Sportu. Spotykamy się w siedzibie wydziału, by porozmawiać o jej wizji na miejskie szkolnictwo.
Sylwia Sałwacka: – Nawet gdyby się pani zapomniała, nie jest pani w stanie pomylić drogi do pracy.
Kamilla Jur: – Nie jestem, bo tak się złożyło, że Departament Oświaty, Kultury i Sportu mieści się w tym samym gmachu, co piąte liceum. Tylko wejścia są inne. Zmieniłam więc jedynie adres z Zachodniej 63 na Zachodnią 63 a.
W V LO pracowała pani jako romanistka przez 33 lata, a dyrektorką była przez 17 lat. Marzyła pani od dziecka o zawodzie nauczycielki?
– Absolutnie nie. Długo nie wiedziałam, kim chce być w życiu, mimo, że lubiłam się uczyć, byłam dobrą uczennicą i miałam dobre oceny. Choć…
Jako mała dziewczynka uwielbiałam zabawy w szkołę, a w szkole średniej doradczyni zawodowa zasugerowała, że najlepiej spełniłabym się w roli nauczycielki. Skwitowałam to: „Nigdy w życiu” Ale jak to w życiu bywa, zdecydował przypadek.
V LO szukało pracownika do administracji, a ja jako studentka chciałam sobie dorobić. Pracę w „piątce”, która wówczas mieściła się przy ulicy Chopina, zaczęłam w czasie studiów z filologii francuskiej. Miałam zostać tam tylko na chwilę, ale po studiach dostałam propozycję pracy jako nauczycielka. I złapałam bakcyla.
Nie żal pani było tej wiosny tego wszystkiego porzucać?
– Mówiąc szczerze nie porzuciłam szkoły. Wciąż prowadzę w V LO lekcje z języka francuskiego. Ponieważ zostałam dyrektorką departamentu wiosną, nie chciałam porzucać uczniów i szkoły w trakcie trwania roku szkolnego. Do czerwca na pewno będę więc dość często bywać w „piątce”. Co potem? Zobaczymy. Decydując się na nową pracę, doszłam do wniosku, że potrzebuję zmiany. I ta zmiana potrzebna jest zarówno mi, jak i szkole, bo trzeba dać szansę też innym pokierować „piątką”.
Decyzja o wzięciu udziału w konkursie nie była łatwa. Ostatecznie przekonał mnie mąż, który jest moim najlepszym doradcą. Duże wsparcie po wygranym konkursie otrzymałam też od prezydenta miasta Marcina Pabierowskiego, wiceprezydenta Marka Kamińskiego i pracowników departamentu, co niewątpliwie pomogło mi wejść w nową rolę.
Jako dyrektorka ogólniaka ma pani bardzo duże osiągniecia. Pod pani skrzydłami „piątka” rozwinęła skrzydła, jest jedną z najlepszych szkół w mieście. Jaki ma pani pomysł na zielonogórską oświatę?
Rzeczywiście V LO cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem i równie dobrą opinią, Zaznaczę jednak, że to zasługa wszystkich gremiów zarówno nauczycieli jak i uczniów, którzy budują markę szkoły. W urzędzie wiele rzeczy jest dla mnie na razie wciąż nowych, niezdiagnozowanych. Uczę się administrowania i zarządzania grupą prawie 30 urzędniczek i urzędników. Mogę jednak przyznać, że zielonogórską oświatę zastałam w dobrej kondycji. I uspokoić, że nie będzie żadnej rewolucji. Uważam wręcz, że oświata nie lubi rewolucji. Oczywiście, jak każda dziedzina wymaga zmian. Ale podejście do oświaty musi być elastyczne. Nie chciałabym zaskakiwać swoimi decyzjami ani dyrektorów placówek, ani nauczycieli, ani rodziców. Jestem zwolenniczką ewolucji, dialogu, współpracy. Mam pod skrzydłami także sport i kulturę. To również szalenie ważne obszary, z autonomicznymi, silnymi jednostkami. Tu też nie zamierzam niczego rewolucjonizować.
Ręcznego zarządzania też nie będzie?
– Nie zakładam takiej formy zarządzania. Nigdzie.
Nie są to dobre czasy dla oświaty. Niż demograficzny wywiera coraz większe piętno na polskim systemie edukacji.
– Prognozy nie są optymistyczne. Niż najbardziej widoczny jest dziś w żłobkach i w przedszkolach. Dociera też do szkół podstawowych. W tym roku do 21 podstawówek zgłosiło się 1267 uczniów, o 170 mniej niż rok temu. Mimo to wszystkie szkoły utworzyły oddziały pierwsze. Natomiast absolutnie niżu nie widać na razie w szkołach ponadpodstawowych. W naborze na rok szkolny 2025/2026 wszystkie szkoły ponadpodstawowe w Zielonej Górze utworzyły
zaplanowane oddziały. I pewnie w tym roku będzie podobnie. Obserwując dane statystyczne mamy jednak świadomość, że z roku na rok przedszkolaków i uczniów będzie ubywać. W kontekście niżu czeka nas na pewno jeszcze szersza dyskusja. Nie tylko zresztą nas. Niż demograficzny dotyka przecież całą Polskę.
Jak wygląda obecnie sytuacja w zielonogórskich przedszkolach?
– W tym roku wszystkie zielonogórskie przedszkola prowadziły rekrutację. Niestety, w dwóch nie udało się utworzyć grup trzylatków. Chodzi o przedszkole nr 9 przy ulicy Staffa oraz przedszkole nr 1 w Zespole Edukacyjnym przy ulicy Kingi. W wielu placówkach są wciąż wolne miejsca. Ale są też przedszkola, gdzie dzieci było więcej niż miejsc. Popularnością cieszyło się w tym roku niewielkie przedszkole w Ochli, przedszkole przy ulicy Wrocławskiej prowadzone przez fundację „Happy Days Szczęśliwe Dni”. A także przedszkole w Starym Kisielinie. W sumie w tegorocznym naborze wzięło udział 1030 dzieci. Ostatecznie przyjęliśmy 1004, bo część nie spełniała kryterium wiekowego [Żeby dziecko mogło uczęszczać do przedszkola,
musi mieć skończone dwa i pół roku na dzień 1 września]. Część dzieci, ok. 30 dzieci, nie mieszka w Zielonej Górze, ale w okolicznych gminach i miastach.
Co dalej? Łączenia oddziałów, redukcja limitów w grupach, a może reorganizacja sieci placówek?
– Na razie nie zamykamy przedszkoli. Choć pewnie przed nami będą i takie trudne decyzje. Ważne, by to przedyskutować z zainteresowanymi – rodzicami, nauczycielkami, demografami. Dziś dzieci jest mniej, ale za jakiś czas – mam taką nadzieję – trend może się odwrócić. Na razie przedszkola łączą np. grupy wiekowe. To zgodne z prawem. I stosowane przez wiele placówek w kraju. Wiele miejskich przedszkoli wraca do rozmiarów sprzed wyżu demograficznego. Przedszkola, które w czasie wyżu były sześciooddziałowe, wcześniej przez lata miały po cztery oddziały. By pomieścić dzieci z wyżu, w wielu placówkach trzeba było zaadaptować na sale świetlice czy pomieszczenia przeznaczone na zajęcia sportowe. Teraz można te pomieszczenia wykorzystać w pierwotnym celu.
Czy w związku z niżem pracownicy przedszkoli stracą tego lata pracę?
– Z naszej wiedzy wynika, że na razie nie ma dużego ryzyka. W grę wchodzą raczej przesunięcia. Są pracownicy, którym wygasają umowy i przedszkola ich nie przedłużą, inne osoby są na zastępstwach, są również pracownicy, którzy przechodzą na emeryturę. Dyrektorzy mają jeszcze trochę czasu na przyjrzenie się zmianom w zespołach. Nowy rok w przedszkolach zaczyna się podobnie jak w szkołach we wrześniu.

Kamilla Jur,
była dyrektorka V Liceum Ogólnokształcącego, obecnie szefowa Departamentu Oświaty, Kultury i Sportu Urzędu Miasta Zielona Góra. Jest rodowitą Zielonogórzanką i – jak siebie określa – lokalną patriotką. Uwielbia stare miasto, i chętnie sięga po książki zielonogórskich pisarzy: Przemysława Piotrowskiego, Zofii Mąkosy, Barbary Wysoczańskiej.
– Zielona Góra to świetne miejsce do życia – opowiada. – Mieszkałam tu wiele lat, i dopiero niedawno wyprowadziłam się na obrzeża. Mam tu dom, dwa psy rasy golden retriever i las, po którym często spaceruję. Cenię sobie kontakt z naturą. Wakacje spędzam najczęściej nad jeziorami albo we Francji. Kocham rejon zamków nad Loarą, północną część Francji i malowniczą Alzację. Niekoniecznie lubiłam do niedawna Paryż. Był dla mnie zawsze za duży, przeludniony, zbyt głośny. Zmieniłam zdanie, kiedy do Francji wyjechała moja córka. I pokazała mi Paryż, którego nie widzi przeciętny uczestnik wycieczek. Córka nauczyła mnie, jak zrozumieć to piękne miasto. I teraz już lubię Paryż.

