Znudziły wam się rowerowe wypady do Zatonia? Pewnie nigdy się nie znudzą, ale warto pomyśleć o innych historycznych pałacowych wyprawach, jak do Bojadeł. To tylko 20 km, i jedziemy rowerową autostradą jakiej w Zielonej Górze nie ma.

Fot. Artur Łakasiewicz / Zabytkowy pałac w Bojadłach
Trasa rowerowa z Zielonej Góry do Bojadeł zaledwie od kilku lat należy do przystępnych. Kosmiczna zmiana zaszła, gdy dwa brzegi Odry połączył nowiutki most, a wysłużony prom w Milsku odszedł do historii. Przy drodze do mostu biegnie świetna, już nie szutrowa a asfaltowa autostrada rowerowa. Taka w stylu niemieckim – dużo szersza od zwykłych ścieżek, z szybką nawierzchnią, .
Rowerostrada zaczyna się przy wjeździe do Łazu. Stąd do mostu jest niecałe 10 km, a potem jeszcze dwa i już Bojadła. O takich trasach mówi się, że są malownicze. W tym przypadku nie ma słowa przesady. Dolina Odry zapewnia wspaniałe widoki, jedyne w swoim rodzaju. Będziecie zachwyceni. Warto zatrzymać się na moście i pogapić się parę minut na Odrę. Dzika natura w pełnej krasie, oby tak wyglądała do końca świata. Stąd już tylko 2 km do pałacu.
Do Łazu dotrzemy od Droszkowa lub przez Przytok. Ciekawszy jest jest wariant przytocki. Trzeba dojechać do „leśniczówki” w Starym Kisielinie, stąd do Przytoku leśnym szlakiem albo asfaltem, tyle że wtedy czeka nas spory podjazd. Powiedzmy szczerze, że wymagający większego wysiłku, ale wiaderko wylanego potu zrekompensuje nam potem szalony zjazd w dół.
Pałac w Bojadłach leży w środku wsi. Zapraszają dwie potężne, identyczne kordegardy, które trzy wieki temu służyły za wartownie. Przed nami pałac Kottwitzów, starego arystokratycznego rodu śląskiego. Rezydencję wzniósł w 1735 r. Henryk Dawid von Kottwitz. Pałac postawił na zrębach wcześniejszej budowli. Majątek należał do rodu Kottwitzów do początku XX wieku, gdy sprzedali go berlińskiemu arystokracie i generałowi von Schefferowi.
W powojennej Polsce pałac był przedszkolem i szkołą, ośrodkiem kolonijnym, wiejską świetlicą, a nawet porodówką. W latach 90 nie miał szczęścia. Właściciele się zmieniali kilka razy, pałac był rozkradany, dewastowany przez wandali, popadł w ruinę.
W 2014 r. obiekt przejęła Fundacja Pałac Bojadła. Po ośmiu latach remontów i prac konserwacyjnych, w tym z pokaźnych funduszy Unii Europejskiej, do pałacu mogli wejść pierwsi turyści. Na odnowionym tarasie z kamienną balustradą zjemy niedrogie lody i wypijemy lemoniadę, W pałacu można tez zamówić niedzielny obiad. – Zwykle ruch w restauracji jest w niedziele, to już taka mała tradycja. W soboty przyjeżdżają zielonogórzanie bardziej nastawieni na zwiedzanie – mówi Anita Kamińska z Fundacji z Bojadeł.
Dla naszych oczu dostępne są sale i komnaty na parterze. Piecziołowicie odtwarzane, meblowane, stylizowane na barokową dobę saską. Odnawianie pałacu wciąż trwa. Ludzie z Polski i wielu stron Europy doceniają tych, co uratowali zabytek. Pojawiają się darowizny m. in. piękny serwis kawowy. W tym roku na dziedzińcu zakwitły niecodzienne róże. Tę rzadką odmianę – jak czytamy w informacji Fundacji Pałac Bojadła – odnaleziono w ogrodzie Wilhelmshöhe w Kassel, gdzie mieszkała z Hieronimem Bonaparte Katarzyna Wirtemberska. Najprawdopodobniej kwitła też w ogrodzie francuskiej cesarzowej Józefiny w rosarium w Malmaison.
Wielka historia w Bojadłach po prostu mieszka i żyje. Chcecie ją poczuć? To na rower. Droga od Łazu gładka jak stół.
Pałac i park w w Bojadłach w sierpniu będą jednym z miejsc Festiwalu Rzeki Literatury. Tu w sobotę spotkania z Ewą Woydyłłą, Sylwię Chutnik, Elizę Kącką, Joannę Bator, Katarzynę Kasię, Grzegorza Markowskiego i Macieja Stuhra.
Artur Łukasiewicz






















