Trudna zima, codzienna harówka i wielki plac budowy – tak w skrócie można opisać ostatnie miesiące w Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt przy ul. Szwajcarskiej. O wyzwaniach, z jakimi mierzy się placówka, opowiada jej dyrektor, Krzysztof Rukojć.

Maciej Dobrowolski: – Co sprawiło, że doświadczony prawnik podjął się tak wymagającego zadania jak kierowanie schroniskiem? Praca od świtu do nocy, często z zakasanymi rękawami.

Krzysztof Rukojć: – Chyba zadecydował charakter i potrzeba pracy z misją. Tu nie ma rutyny – każdy dzień przynosi nowe wyzwania i problemy, które trzeba rozwiązywać na bieżąco. Zdarza się, że sam biegam z taczkami. Mam jednak nadzieję, że przyjdzie też czas na więcej pracy biurowej, bo dobra organizacja to podstawa funkcjonowania każdej placówki. Dziś mój dzień zaczyna się o 7.00, kończy o 19.00, czasem nawet o 23.00. Nie narzekam – wiedziałem, na co się piszę. Kocham zwierzęta, moim marzeniem jest, aby jak najwięcej z nich znalazło nowy dom, a dopóki przebywają w schronisku, żeby miały jak najlepsze warunki.

– Ale przyzna pan, że jest tu prawdziwy plac budowy. Hałas, ludzie w kombinezonach, materiały budowlane…

– To prawda – działamy w takich warunkach od zeszłego roku. Udało się już zmodernizować m.in. budynek kociarni oraz pomieszczenia socjalne dla pracowników. Niestety zima opóźniła zaplanowane prace. Musieliśmy reagować na pogodę i improwizować. Podczas największych mrozów jedno z biur zamieniliśmy w tymczasowy szpital – ciepłe miejsce dla chorych psów.

– Zima mocno dała się we znaki zwierzętom?

– Zdecydowanie – choć pracownikom schroniska też. Mieliśmy pełne ręce roboty. Dodatkowo uszczelnialiśmy budynki i wiaty, zabezpieczaliśmy wejścia filcem. Ociepliliśmy budy i dogrzewaliśmy wybrane miejsca nagrzewnicami gazowymi. Z pomocą przyszli lokalni przedsiębiorcy. Wspólnymi siłami przetrwaliśmy najtrudniejszy okres. Wciąż bywa chłodno, ale mam nadzieję, że z wiosną zamykamy ten wymagający etap.

– Jakie największe wyzwania stoją teraz przed schroniskiem?

– Przed nami rok intensywnej pracy. Ruszamy z kolejnymi inwestycjami. Na początek powstaną cztery wybiegi dla psów. Będą mogły swobodnie biegać w grupach, poznawać się i uczyć wspólnego funkcjonowania. Planujemy także przebudowę wewnętrznego układu schroniska. Ułatwimy odwiedzającym dostęp do kojców, stworzymy miejsca do odpoczynku, pojawi się mała architektura, zieleń i skalniaki. Chcemy, aby była to przestrzeń przyjazna i bezpieczna – zachęcająca do odwiedzin. W planach jest montaż dodatkowego oświetlenia, które ułatwi pracę jesienią i zimą, oraz wymiana bramy, by zminimalizować ryzyko ucieczek zwierząt.

– Zdarzają się uciekinierzy?

– Bardzo rzadko. To raczej incydenty – chwila nieuwagi, potknięcie opiekuna i zwierzę wykorzystuje okazję. Od momentu, gdy objąłem stanowisko w lipcu ubiegłego roku, mieliśmy jeden taki przypadek. Pieskowi się nie udało, dzisiaj ma już nowy dom.

– Czy wrócą wspólne spacery zwierząt z mieszkańcami?

– Chcemy się otworzyć na ludzi. Planujemy szkolenia i wybór psów, które będą mogły bezpiecznie uczestniczyć w spacerach. Trzeba pamiętać, że zawsze wiąże się to z pewnym ryzykiem i odpowiedzialnością. Nie wszyscy zarządzający schroniskami popierają tę ideę, ale moim zdaniem jest ona bardzo potrzebna. Poprawia komfort życia zwierząt i buduje relacje ze społecznością. Musimy jednak podejść do tego rozsądnie, tak aby było bezpiecznie dla wszystkich.

– Zielonogórzanie chętnie pomagają?

– Widać rosnące zainteresowanie w mediach społecznościowych. Ludzie śledzą życie schroniska, reagują, angażują się. Mam nadzieję, że to efekt naszych działań i poprawy wizerunku placówki. Cieszy mnie też wsparcie władz miasta, które zapewniają stabilność finansową. Nie ukrywajmy jednak – bez pomocy mieszkańców, darczyńców i wolontariuszy nie dalibyśmy rady. Trudno wszystkich wymienić, dlatego chciałbym wykorzystać tę okazję: dziękuję wam z całego serca. To dzięki wam bezdomne zwierzęta mają bezpieczne schronienie.

Fot. Bartosz Mirosławski / W 2025 r. przyjęliśmy 358 psów, udało się adoptować 226. Mieliśmy też 68 odbiorów właścicielskich. Trafiły do nas 532 koty, ale nowy dom znalazło w zeszłym roku 349, a w tym już 60! – cieszy się Krzysztof Rukojć.