
Fot. Artur Łukasiewicz / Wokół blisko 90 ha niedostępnej przyrody, objętej ochroną. Chłodne powietrze – w mieście mamy ponad 30 stopni – aż przewierca płuca, jak w górach.
Latem ścieżka rowerowa do parku i pałacu w Zatoniu przypomina Marszałkowską w godzinach szczytu. A wystarczy odbić w Zatoniu w bok, w potężną aleję dębową i za parę minut jesteście w sercu Zimnej Wody, cichego, dzikiego rezerwatu.
Z zielonogórskiego śródmieścia do Zatonia rowerem dojedzie się w mniej niż godzinę. Najlepiej wybrać ścieżkę rowerową od Jędrzychowa, wygodną, bezpieczną, lekko jedynie nadgryzioną przez czas. To najpopularniejszy letni szlak dla mieszkańców miasta. Dystans 10 km jest w zasięgu już początkujących rowerzystów. Wada rowerowej ścieżki? Spory ruch, zwłaszcza w weekendy. Trzeba uważać.
Celem rowerowych pielgrzymek jest pałac Talleyrandów i park w Zatoniu. Obiekt turystycznie kwitnie w wakacje. W pałacowej oranżerii serwują kawę i ciastka. Przy dziedzińcu stoi budka z lodami. W Zatoniu można spędzić leniwie czas, ale dobrze rozejrzeć się po okolicy. Na przykład zahaczyć o rezerwat Zimna Woda. Na skraju wsi skręcić w prawo, w polną drogę oznaczoną na niebiesko. Potem nie da się zabłądzić. Ciekawe przeżycia gwarantowane. Tylko jedna uwaga, przed nami droga pełna wertepów, dobrze mieć więc rower na grubych, szerszych oponach.
Dębową aleja w dzikie ostępy
Uroczysko – dziś rezerwat i obszar Natury 2000 – liczy sobie niemal sto lat, biorąc pod uwagę czas niemiecki i przedwojnie. Po zimie jest prawie niedostępny, tonie w wodzie. Warto więc zobaczyć to miejsce. Zatrzymać się choć na pół godziny.
Skręcamy więc z Zatonia w niebieski szlak. Szybko asfaltową drogę i budynki zostawiamy za sobą. Jedziemy aleją potężnych, majestatycznych dębów. Wokół chaszcze, gęste olchy, ma się wrażenie jazdy zielonym tunelem.
Kwadrans później jesteśmy w sercu Zimnej Wody. O tym że dojechaliśmy, informuje czerwona tablica, dawno nie odnawiana. Napis chwieje się na zniszczonej grubej sztachecie. Przyjdzie silniejszy wiatr i padnie.
W środku uroczyska górują potężne świerki i dęby, piętro niżej przebijają się jesiony i kilkudziesięcioletnie brzozy i olchy. W ostępach biolodzy potwierdzili ponad 230 gatunków roślin i blisko 40 gatunków ptaków. Wokół blisko 90 ha niedostępnej przyrody, objętej ochroną. Chłodne powietrze – w mieście mamy ponad 30 stopni – aż przewierca płuca, jak w górach.
Droga nie dla Bieruta
Niebieski szlak, który przecina rezerwat, kończy się na drodze na Kiełpin. Przed wojną, szlak, nazywano najpierw Drogą Królewską, a potem Prezydencką. Właściwie była groblą, dzielącą podmokłe tereny. Częścią niemieckiego systemu melioracji. Pozwalała odwodnić pobliskie łąki pod Zatoniem. Niemcy obszar uznali za wart ochrony. Rezerwat nazwali „Kalte Wasser”. Polacy po wojnie podtrzymali nazwę, a oficjalnie rezerwat ustanowili w 1959 r. Władza miała ochotę na zmianę szyldu Królewskiej Drogi.
– Próbowano nazwać ją imienia Prezydenta Bieruta, czego ślady można znaleźć w dokumentach dotyczących rezerwatu – wyjaśniają zielonogórscy leśnicy. Operacja nie doszła do skutku po politycznej odwilży. Bierut, symbol polskiego stalinizmu i uległości wobec radzieckiej Rosji, nie został patronem Zimnej Wody.
Leśnicy przekomarzają się czasem, że to las dla fachowców. Bo amatorowi trudno docenić dokładnie walory przyrodnicze. Wyjątkowość zapewnia nanoszony przez wodę muł, bogaty w składni mineralne – użyźnia glebę, daje zieleni idealne warunki do życia.
Artur Łukasiewicz

Fot. Artur Łukasiewicz / O tym że dojechaliśmy, informuje czerwona tablica, dawno nie odnawiana. Napis chwieje się na zniszczonej grubej sztachecie. Przyjdzie silniejszy wiatr i padnie.

Fot. Artur Łukasiewicz / W ostępach biolodzy potwierdzili ponad 230 gatunków roślin i blisko 40 gatunków ptaków.

Fot. Artur Łukasiewicz / Wokół chaszcze, gęste olchy, ma się wrażenie jazdy zielonym tunelem.

