
Fot. Archiwum prywatne / Żar lał się z nieba! Alicja Stępień na Hawajach.
Gdy przestaje wystarczać bieganie, zaczynają się myśli o triathlonie. Alicja i Ireneusz Stępniowie od sześciu lat startują w tej dyscyplinie. Skąd pomysł? – To przez żonę! – bez wahania odpowiada pan Ireneusz.
Pani Alicja bakcyla połknęła, widząc zawody w Nicei. Potem poszło szybko. Lekcje pływania, porządne rowery. – Aż pan w sklepie się śmiał, że chcę od razu rower do triathlonu – wspomina.
Triathlon trenuje razem z mężem, biorą udział w zawodach, ale to ona osiąga lepsze wyniki. Dwukrotnie już uczestniczyła w zawodach Ironman World Championship Kona na Hawajach. Żar leje się tam z nieba. – Asfalt to lawa, ale start w tym miejscu jest marzeniem każdego triathlonisty, to kolebka tych zmagań – dodaje zielonogórzanka. Żeby udać się na Hawaje, musiała wcześniej zdobyć kwalifikację na zawodach w Klagenfurcie.
Na Hawajach w swojej kategorii wiekowej (50-54) była 21. W otwartej kategorii była 368. Pokonała 3,8 km w wodzie, 180 km na rowerze i biegowy maraton. Całość w czasie 11 godz., 18 min., 25 sek. Najlepiej poszło w jeździe rowerem. W zawodach wzięło udział prawie 1 tys. 700 kobiet. Najstarsza uczestniczka, ze Stanów Zjednoczonych, miała 80 lat.
Triathlon to sportowa odskocznia od… stomatologii, bo pan Ireneusz jest dentystą, a jego żona techniczką dentystyczną. Trenują ok. 15 godzin tygodniowo. Wychodzi dziewięć jednostek, po trzy razy w każdej dyscyplinie. – Już jako młody dentysta miałem problemy z kręgosłupem i bardzo potrzebuję tej aktywnej strony życia. Od czasu, kiedy zająłem się triathlonem problemy minęły – zachwala pan Ireneusz.
– Do tego nie jest nudno jak przy bieganiu. Gdy cię któraś dyscyplina znudzi, idziesz na inną – dodaje pani Alicja. Teraz szykuje się na lipcowe zawody w Roth, w Niemczech. Zapowiada, że powalczy o podium w swojej kategorii wiekowej.
(mk)











