– Zielona Góra jako miasto z nudną historią to nieporozumienie. Była regularnie tratowana przez wojny i armie. Bywała plądrowana, zdobywana, zmieniały się trony i sztandary. Jest jak krwawy mit o Zagreusie – opowiada Igor Myszkiewicz.

Najnowsza powieść Igora Myszkiewicza „Zagreus” zaczyna się współcześnie, w czasie przygotowań do podwójnego jubileuszu miasta. Mamy dwóch bohaterów – artystę Arkana Capa i jego ojca, kustosza zielonogórskiego muzeum. Wchodząc w historię Zielonej Góry, zaczynają ją poznawać, reinterpretować, doświadczać – jeden poprzez opowieść, drugi przez obrazy.

Maciej Dobrowolski: – Zielona Góra nie kojarzy się z miastem dramatycznych historii.

Igor Myszkiewicz: – I to jest właśnie pokutujący mit i prawdziwa fantastyka! Bardzo długo funkcjonowało przekonanie, że to spokojne, prowincjonalne miejsce, gdzie niewiele się działo. Tymczasem, jeśli spojrzymy na historię, okaże się, że to miasto pogranicza, które było regularnie wręcz „tratowane” przez wielką historię. Przez wieki przechodziły tędy armie – od walk o sukcesję głogowską, przez wojnę trzydziestoletnią, wojny śląskie, epokę napoleońską, aż po wiek XX. Bywało zdobywane, plądrowane, zajmowane, okupowane, zmieniały się granice, trony i sztandary. To nie jest spokojna opowieść.

– Takie wydarzenia historyczne są osią książki?

– Są bardzo ważne, ale nie tylko one, bardziej istotni są uwikłani w dzieje ludzie, dawni i teraźniejsi. W zielonogórskiej historii znajdziemy mnóstwo barwnych postaci – książąt i żołnierzy, winiarzy, sukienników, kapłanów, artystów, naukowców i wiedźm domniemanych.

– Spod spodu puka temat tożsamości?

– Dokładnie. Myślałem dużo o naszym podejściu do historii sprzed 1945 roku. To jest temat bardzo niejednoznaczny, rozpięty na skrajnościach. Z jednej strony wielu z nas tę przeszłość odrzuca jako „nie naszą”. Z drugiej – równie wielu ją idealizuje, widząc w niej jakby utracony wiek złoty. Pojawiają się wzajemne oskarżenia i brak zrozumienia argumentów. A pomiędzy tymi skrajnościami jest całe spektrum postaw i emocji. I mnie interesuje właśnie to napięcie, ale jeszcze bardziej, jak świadomość i znajomość przeszłości zmienia nasze dzisiejsze doświadczanie miasta. Bohaterowie książki (podobnie jak my) nie tylko zaglądają w otchłań przeszłości, ona także „patrzy” na nich. Może nawiedza? Na pewno w jakiś sposób zmienia.

– Czyli to mogą być właściwie dwa różne miasta…

– Możemy je postrzegać i tak. II wojna światowa była tutaj ogromną cezurą – w przeciwieństwie do poprzednich epok i wojen, tym razem, z racji choćby powojennych wysiedleń i masowej wymiany ludności, doszło do zerwania ciągłości tożsamości i wątku opowieści, śmierci tamtego miasta – choć fizycznie dalej stało. Może mamy więc Zieloną Górę/Grünberg sprzed 1945 roku i powojenną Zieloną Górę, tę naszą. I pytanie: jak jesteśmy w stanie je we własnym, codziennym doświadczeniu pogodzić?

– I tutaj pojawia się tytułowy Zagreus. Dlaczego właśnie on?

– Zagreus to bardzo ciekawy, choć dziś trochę zapomniany bohater mitologiczny, postać będąca zarazem fundamentem całego mitu dionizyjskiego. Syn Zeusa i Persefony, pierwotnie przewidziany na władcę świata. Zmiennokształtne bóstwo, mocno związane z cyklem życia, śmierci i odrodzenia. W mitologii zostaje zamordowany na rozkaz zazdrosnej Hery i rozszarpany przez tytanów. Dzięki temu, że przetrwało jego serce, odradza się jako Dionizos. Dzieje i postać tego zapomnianego bóstwa, pierwszego Dionizosa – Bachusa, mogą być dla nas interesującą metaforą.

– Metaforą miasta?

– Tak. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że współczesna Zielona Góra to taki nasz Bachus – radosny, związany z Winobraniem, pozornie doskonale nam znany, bliski. Ale pod spodem kryje się coś starszego, bardziej złożonego, czasem mrocznego. Bachus i jego kult miały zresztą niezwykle mroczne aspekty, w których przetrwały elementy historii Zagreusa. Częścią dawnego kultu dionizyjskiego był choćby sparagmos, czyli rozszarpanie ku czci bóstwa żyjącej jeszcze ofiary, a następnie omofagia, czyli rytualne spożycie jej na surowo. Na Winobraniu tego już nie zobaczymy, ale na kartach „Zagreusa” powędrujemy w różne mroki.

– Czyli jednak bardziej historia niż fantastyka?

– Powiedziałbym, że to hybryda, ale ze zdecydowaną przewagą historii. A historie działy się tutaj prawdziwie fantastyczne!

– Jakie?

– Choćby już same początki miasta. Zielona Góra została niemal na samym wstępie prawie „zresetowana” przez pustoszącą w XIV wieku Europę epidemię czarnej śmierci. Z kronik wynika, że zarazę przeżyło może około stu mieszkańców, którzy schronili się na okolicznych wzgórzach i winnicach. Nadanie raptem kilka lat potem praw miejskich mogło być próbą ratowania tej osady i ściągnięcia nowych mieszkańców. Albo postać Jana Szalonego – wojowniczego księcia, który głodził swoich przeciwników i jednocześnie rozbudowywał umocnienia miasta. To jemu Zielona Góra zawdzięczała powstanie pierwszej wieży głodowej. Co ciekawe, gdy została zburzona w latach czterdziestych XVIII wieku, z pozyskanych z rozbiórki głazów i cegieł zbudowano m. in. dzisiejszy kościół pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej. Takich historii jest mnóstwo.

– Ponoć w ostatnim czasie pracowałeś nad kilkoma książkami jednocześnie.

– Tak, niedawno równolegle nad trzema publikacjami. „Zagreus” był oczywiście jedną z nich. Trochę wcześniej ukazał się przekład zielonogórskiej kroniki lat 1618-1737, której tekst udało mi się odnaleźć zupełnie przypadkiem w roku poprzednim. Choć opisuje ona stosunkowo krótki okres – były to lata niezwykle dramatyczne dla miasta. To czas wojny trzydziestoletniej, późniejszych prześladowań religijnych, procesów o czary oraz niespokojnego zmierzchu epoki habsburskiej na Śląsku. Kolejna publikacja to również w dużej części przekład, wzbogacony o towarzyszące mu teksty popularnonaukowe. I na razie nie powiem o niej nic więcej, ale będzie to rzecz niezwykle ciekawa!

– A jak na tle tych projektów wygląda twój wcześniejszy dorobek?

– Do wcześniejszych należą między innymi „Krew Bachusa. Opowieści zielonogórskie”, „Ilustrowana kronika Zielonej Góry” – gawędy o charakterze przekrojowym, ukazujące w popularny sposób dzieje Winnego Grodu. Obok pojawiały się książki bardziej sprofilowane tematycznie, takie jak „Signum Temporis. Zielonogórskie pomniki i rzeźby plenerowe” czy „O czarownicy i potworze. Zielonogórskie procesy o czary”.

– Jak dziś patrzysz na Zieloną Górę po napisaniu „Zagreusa”?

– Jak na miejsce, które wciąż próbuje zrozumieć samo siebie. I które – nawet jeśli o czymś zapomina – tak naprawdę nigdy się od tej historii nie uwalnia. Bo ona cały czas gdzieś pod powierzchnią jest, czasem metaforycznie, ale też całkiem dosłownie, tuż pod skórą ulic i skwerów. Stare bruki, cegły, popiół i kości.

„Zagreus” powstawał około 15 lat. Szmat czasu. Dużo musiałeś poświęcić?

– Pytanie osobiste, ale sensowne. Można powiedzieć bez wielkiej przesady, że pożarł mi całkiem spory kawał życia. Mnóstwo czasu, energii, a pewnie i zdrowia. Zmienił się też sposób w jaki patrzę na Zieloną Górę, wcześniej definiowały ją moje własne wspomnienia, teraz także bagaż zdobytej podczas pisania wiedzy.

– Było warto?

– Podróż była fascynująca i zaskakująca. W każdym znaczeniu tych słów.

(md)

Fot. Władysław Czulak

Igor Myszkiewicz

Rysownik, pisarz, regionalista. Rocznik 1974 r. Na co dzień kustosz i plastyk w Muzeum Ziemi Lubuskiej. Twórca komiksów, m. in. serii „Kryzys Wieku”, „Zdeptak”, „Wiedźma!” oraz powieści fantastyczno-historycznej „Zagreus”. Od 30 lat działa w Zielonogórskim Klubie Fantastyki Ad Astra. Ilustrator gier fabularnych i książek, w tym „Fantazji Zielonogórskich” – antologii opowiadań fantastycznych. Autor opracowania „Signum Temporis. Zielonogórskie pomniki i rzeźby plenerowe” oraz „Ilustrowanej Kroniki Zielonej Góry”. Współautor „Kroniki Zielonogórskiego Rocka”.