Fot. Andrzej Romański / Orlen Basket Liga / Wicemistrzowie Polski 2025/2026 podczas ceremonii wręczenia medali

ARCHITEKT

Albo po prostu Arkadiusz Miłoszewski, trener Zastalu, który trzyletni plan o stopniowym powrocie na salony zrealizował w jeden sezon! Wrócił do Zielonej Góry ze Szczecina, wziął stamtąd swojego boiskowego przywódcę, Andrzeja Mazurczaka i razem znów zagrali w finale. W duecie skuteczność mają kosmiczną. Dwa finały z Kingiem (złoto i srebro), jeden z Zastalem. Kibice skandowali jego imię i nazwisko po szóstym meczu finałowym, a trenerowi zaszkliły się oczy.

BEMOWO

Najsłabszy element finałowej serii. Hala, w której gra Legia nie przystaje do standardów nie tylko spotkań finałowych, ale w ogóle zmagań w Orlen Basket Lidze. Warszawa ponownie pokochała koszykówkę. Pozycję w ekstraklasie umocniła Legia, która obroniła tytuł, w siłę rosną też Dziki, zdobywając historyczny brąz. Jedni i drudzy mogą być dumni z organizacji i rozwoju sportowego, ale nie z obiektów. Nas rozpiera duma, bo na CRS można patrzeć z podziwem.

CIĘŻARY

Tej pięknej historii i tego alfabetu nie byłoby, gdyby Zastalowi powinęła się noga w którymś z dwóch wcześniejszych sezonów. Zielonogórzanie momentami dramatycznie musieli walczyć o pozostanie w gronie najlepszych. Zarówno na gruncie sportowym, jak i organizacyjnym. Boje z Sokołem Łańcut dwa lata temu i starcie np. w Dąbrowie Górniczej z MKS-em przed rokiem, to także podwaliny pod ten sukces. Powrót na trybuny zaczął się nie z chwilą seryjnych zwycięstw, ale właśnie wtedy, gdy w oczy zajrzało widmo degradacji.

DRUDZY

Drudzy w lutowym Pucharze Polski w Sosnowcu. Drudzy w finale całych rozgrywek. Zastalowcy upodobali sobie drugie miejsca. I choć był smutek po przegranej w lutym z Energą Treflem Sopot, a także po porażce w siódmym meczu z Legią, to już po chwili pojawiły się uśmiechy. Zielonogórzanie pokazali niesamowitą siłę najpierw w turnieju pucharowym, odprawiając kolejno Kinga i Śląska, następnie w fazie play-off, gdzie znów pokonali Szczecinian, a potem Arkę Gdynia.

EUFORIA

Takiej euforii, jaka zapanowała w hali CRS w piątek, po zwycięskim rzucie Conleya Garrisona na wagę wyrównania w serii na 3-3, nie było być może nigdy. Po kosmicznej „trójce” Garrisona kibice dosłownie oszaleli ze szczęścia. Dorośli mężczyźni płakali, a potem wspólnie z koszykarzami śpiewali przez kilkanaście minut: „Jesteśmy tu, by wspierać Was!” Ciarki na samo wspomnienie…

FREKWENCJA

To jedno z największych zwycięstw tego sezonu. Mówił to z dumą trener Zastalu, który marzył o zapełnieniu hali CRS. Jego podopieczni grali tak, że w play-offach komplety były oczywistością, a bilety na finałowe mecze rozchodziły się w ekspresowym tempie.

GARRISON

Rzut Conleya Garrisona w meczu numer sześć przejdzie do historii zielonogórskiej koszykówki. Zastal miał 1,7 sek. na to, by schować Legionistom wystające już korki od szampanów. Mina Amerykanina po trafieniu za trzy punkty to jeden z tych obrazków, który po latach będziemy przywoływać na myśl o tegorocznych finałach z Legią.

HISTORIA

To dziewiąty medal, który wpada do klubowej gabloty, trzeci srebrny. 12 lat temu Zielonogórzanie musieli uznać wyższość Turowa Zgorzelec. Pięć lat temu w „bańce” przegrali ze Stalą Ostrów. Tamte serie skończyły się jednak w sześciu spotkaniach. I po obu był znacznie większy niedosyt niż teraz.

INTENSYWNOŚĆ

To był niesamowicie długi sezon. Pierwsze ligowe spotkanie Zastalu – przegrane po dogrywce we własnej hali z Górnikiem Wałbrzych – od ostatniego, siódmego finałowego spotkania z Legią dzieliło dokładnie 261 dni. W tym czasie Zielonogórzanie rozegrali 48 spotkań, licząc także mecze w rozgrywkach Pucharu Polski.

JUBILEUSZ

W tym roku zielonogórska koszykówka obchodzi 80-lecie istnienia. Przed sezonem marzyły się nam play-offy. Taki też cel postawiono przed zespołem. Gdyby ktoś przed startem rozgrywek powiedział, że na dębowy jubileusz drużyna będzie twardsza niż ten gatunek drzewa i skończy z wicemistrzostwem, byłby raczej uznany za niepoprawnego optymistę. Albo szaleńca.

KAPITAN

Kapitan, generał, dyrygent. Andy Mazurczak. „Kto wygrał serię?” – po ćwierćfinałach z Kingiem wykrzyczał do kibiców z taką pasją, jakby cały rok czekał na rywalizację ze swoim byłym klubem. Zapowiedział po finałach z Legią, że chce więcej, bo Zielona Góra na to zasługuje. Wracał tu po poważnej kontuzji. Nie brakowało głosów wątpiących. Dziś chyba nikt nie wyobraża sobie drużyny bez Andrzeja z Chicago.

LEGIA

Triumfator sezonu zasadniczego, finałowy rywal Zastalu, zbudowany za znacznie większe pieniądze i z wyraźnym celem, bo obroną tytułu. Silna organizacja, w dodatku z chęcią zaistnienia w Europie. W tym sezonie tego ostatniego nie udało się zrealizować. Może uda się w kolejnym.

MŁODOŚĆ

Niby wszyscy wiedzieli, że Jakub Szumert to zawodnik z olbrzymimi możliwościami, ale chyba nikt nie spodziewał się aż takiej eksplozji. Wspaniale, że z Polski wyjedzie z medalem i pięknymi wspomnieniami z Zielonej Góry. Pozostaje mocno trzymać kciuki i obserwować jego dalszy rozwój. A to, jak szybko adaptował się do seniorskiej drużyny i wykorzystywał pojedyncze szanse Miłosz Majewski dowodzi, że trener Miłoszewski wie, jak rozwijać talenty w Zielonej Górze. Czekamy na kolejne!

NIEZNISZCZALNI

– My tu jeszcze wrócimy – odgrażał się Krzysztof Sulima po przegranym starciu numer pięć w Warszawie. Pewnie ten mecz z Legią będzie wspominany jako stracona szansa na złoto. Zastal prowadził prawie pół godziny, by przegrać, ale „Żubr” dotrzymał słowa. Zielonogórzanie wrócili do Warszawy, a doświadczony koszykarz, tak jak był najbardziej wściekły po piątym meczu, tak był chyba najsmutniejszy po siódmym. Bo mimo 36 lat na karku ma srebrne „krążki”, ale na złoto wciąż czeka i obiecuje, że nie spocznie, póki go nie zdobędzie.

OCZEKIWANIE

Graj Zastalu jak za dawnych lat – to była jedna z ulubionych przyśpiewek zielonogórskich kibiców i koszykarzy w tym sezonie. Po ostatnim meczu sezonu została zmodyfikowana na „gra Zastalu, jak za dawnych lat”.

PREZESKA

Katarzyna Marciniak pamięta doskonale całą nowożytną erę koszykówki spod znaku CRS. Jeśli kiedyś zdecyduje się na spisanie wspomnień, może to być koszykarski bestseller. Wbiegła boso na parkiet po rzucie Garrisona. Przez cały sezon powtarzała jak mantrę: naszym największym zwycięstwem i największą siłą są kibice i cała koszykarska społeczność.

ROZWÓJ

Sukces wymusza rozwój i każe stawiać kolejne kroki naprzód. I to powinny być europejskie puchary w Zielonej Górze. Za konfrontacjami z zagranicznymi firmami kibice też zdążyli się stęsknić. I choć w pewnym momencie rywalizacja w rozgrywkach trzeciego, czy czwartego sortu nie porywała, to teraz o frekwencję można być chyba spokojnym.

SERIA

Zastal nigdy nie musiał grać siódmego meczu finałów o mistrzostwo Polski. Aż do 21 czerwca. To najdłuższe finały w historii zielonogórskiej koszykówki. Eksperci w stolicy wieszczyli szybką rozgrywkę, która trwała… prawie dwa tygodnie.

TOŻSAMOŚĆ

Głód sukcesu, pierwszy po pięcioletniej przerwie medal i drużyna, która niemal po każdym meczu długo i cierpliwie rozdawała autografy, pozowała do zdjęć, czy tak jak Chavaughn Lewis, czasami po prostu oddawała swoje buty. I tak silnie infekowała koszykówką, że play-offy na trybunach hali CRS śledził z dużym prawdopodobieństwem jakiś przyszły koszykarz lub koszykarka.

UNIWERSYTET

Współpraca z uczelnią w tym roku została sformalizowana i dopiero się zaczyna, ale jeśli ma to być kolejny krok w kierunku rozwoju nie tylko pierwszej drużyny Zastalu, ale całej zielonogórskiej koszykówki, jesteśmy na tak!

WŁAŚCICIELE

Państwo Katarzyna i Waldemar Kaczmarkowie to przeciwieństwo poprzednika. Nie ma ich w mediach, dotąd chyba nie udzielili żadnego oficjalnego wywiadu. Przejęli klub będący nad przepaścią. Działają w ciszy i spokoju. Sportowe efekty pewnie nawet dla nich są zaskakujące.

ZASTAL EXPRESS

To jeden ze stałych elementów zakończonego sezonu. Dziś już nikt nie wyobraża sobie wstępu do meczu w hali CRS bez pociągu, konduktora i kultowej piosenki Ryszarda Rynkowskiego. Kto by jednak pomyślał, że ten wers „byle nie do Warszawy” skończy się finałami z Legią Warszawa?!

Marcin Krzywicki