Dzięki Zielonogórzanom w nowym domu w Ugandzie dach nad głową znalazło 48 bezdomnych dzieci. Część z nich została sierotami przez AIDS, które zbiera żniwo w tym rejonie świata, część została porzucona przez biedę, jeszcze inne uciekły przed patologią.

W Ugandzie, zwłaszcza na wsi, jeśli ktoś ziewa, ludzie zakładają, że jest głodny, a nie zmęczony. To nie anegdota, ale głęboko zakorzenione kulturowe skojarzenie.

Kiedy poziom cukru we krwi spada, organizm reaguje zwiększoną częstotliwością ziewania. To naturalna reakcja, choć nie tak silna jak przy zmęczeniu czy nudzie. Ludzie zauważyli, że często ziewają wtedy, gdy są bardzo głodni, zwłaszcza przy nieregularnym jedzeniu, ciężkiej pracy fizycznej lub ubogich warunkach.

Po dwóch latach

Dla Krzysztofa Załuskiego przygoda z Ugandą zaczęła się na Messengerze. Z zasady ignoruje zaczepki nieznajomych, ale tym razem było inaczej. – Edhiruma jest młodym nauczycielem, który porzucił wygodę. Opiekuje się dziećmi pozostawionymi bez rodziców. Wieczorne rozmowy trwały po kilka godzin, a ja wciąż zastanawiałem się, co mogę zrobić, jak mu pomóc – opowiada.

Tak powstało wspólne marzenie – wybudować dom, w którym dzieci mogą bezpiecznie osiągać dorosłość pod okiem autorytetu. – Z przyjacielem opłaciliśmy podróż znajomego Polaka do miejsca, w którym przebywają sieroty i sprawdziliśmy autentyczność słów Edhirumy – relacjonuje. – Mówił prawdę.

Krzysztof pomysłem zaraził znajomych Polaków. Dołączyli kolejni. Założyli Helping Hands Foundation. Wysyłali do Afryki paczki z ubraniami, żywnością, artykułami szkolnymi, organizowali zbiórki do puszek na meczach Lechii i Falubazu, w domach, wspólnotach, sklepach, restauracjach. Były wzloty i chwile zwątpienia. – Po koncercie charytatywnym „Uganda Party” zadzwonił właściciel jednej z sieci stacji benzynowych i wpłacił 19 tys. zł! To był dla mnie szok i wielka radość – zdradza Krzysztof Załuski.

Zielonogórzanie wspólnie zebrali kwotę pozwalającą na zakup ziemi. Edhiruma zdobył niezbędne pozwolenia i załatwił prawne zawiłości związane z prowadzeniem „domu dziecka”. W czerwcu 2023 r. kupili ziemię w dystrykcie Bugiri, pomogła Caritas Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej. Pół roku później zbudowali studnię, potem stanęły fundamenty pod dom. – Pod koniec stycznia 2026 r. przekazaliśmy dom dzieciom. Edhiruma, mimo kalectwa, pracy w szkole i braku transportu, doprowadził wszystko do końca. Budowa trwała około dwóch lat – podsumowuje Załuski.

Tańce i śmiech

Zielonogórska ekipa zobaczyła radość nowych lokatorów na żywo, kiedy pojechała do Ugandy po odbiór domu. – Najpierw odwiedziliśmy dzieci w starym domu. Warunki były tragiczne, znacznie odbiegały od standardów, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni tu, w Europie – opowiada Edyta Ożóg, która razem z pięcioma innymi Polakami wybrała się do Afryki.

Do tej pory niemal 50 dzieci spało na podłodze w małej szopie. W nowym domu osobne pomieszczenia mają dziewczynki i chłopcy. Tak samo jest z toaletami.

Podczas otwarcia nowego sierocińca były brawa, tańce i śmiech. Wszystko jest zarejestrowane na filmach przywiezionych z Afryki. – To było niezwykle wzruszające doświadczenie, które naszą szóstkę zmieniło chyba na zawsze – wspomina Edyta. Dziś, po powrocie z Ugandy, doceniamy proste rzeczy. Ten wyjazd pozwolił nam wszystko przewartościować.

Wędka, nie ryba

– Chcemy jeszcze zdobyć środki na niezbędne meble, ogrodzenie terenu i usamodzielnić ich jak tylko się da. Pomogą zwierzęta, nasiona i sadzonki jadalnych roślin oraz budowa kuchni – wylicza Edhiruma Alimansi, który przebywa z podopiecznymi w nowym domu w Ugandzie. Żeby dzieci nie musiały żebrać jak do tej pory.

We wspólny zielonogórski projekt może włączyć się każdy. Wystarczy wejść na www.pomagam.pl/sierociniecafryka i dorzucić się do zbiórki. – Chcemy dać im wędkę, nie tylko rybę. Nie wiemy, jak długo jeszcze będziemy działać razem, ale ta afrykańska przygoda zostanie z nami do końca życia – dodaje Krzysztof Załuski.

Agnieszka Hałas

Fot. Archiwum fundacji / Całość inwestycji to koszt ponad 40 tys. dolarów – od zakupu działki po prace wykończeniowe. Małym mieszkańcom brakuje jeszcze wyposażenia domu.