Na początku… Nie było chaosu. Był za to strach, brak bazy, kadry i wiedzy, jak się za to wszystko zabrać. Zagadką pozostawało też, czy inicjatywa znajdzie odbiorców. – Pełna obaw pojechałam na wykład do Warszawy, gdzie działała już podobna instytucja. Chciałam unaocznić sobie z kim i z czym miałabym do czynienia. Ogromna sala, a w niej tłum sporo starszych ode mnie ludzi. „Boże Święty! Nie moja ścieżka i droga” – pomyślałam.
Był początek lat 90. ubiegłego wieku. Zielonogórzanka Zofia Banaszak borykała się z rozterką, czy zmierzyć się z wyzwaniem utworzenia w naszym mieście Uniwersytetu Trzeciego Wieku.
Chwyciłam się nadziei na partnerstwa
– Pracowałam wtedy w Centrum Kształcenia Ustawicznego przy ul. Długiej. Wcześniej jako absolwentka filologii polskiej uczyłam także w kilku szkołach, byłam konsultantką w Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli. Ta historia zaczęła się jednak właśnie w CKU. Nieżyjąca już Małgorzata Olech-Klonecka, ówczesna dyrektor tej placówki dowiedziała się, że w Zielonej Górze mógłby powstać pierwszy w naszym województwie Uniwersytet Trzeciego Wieku. W Polsce działało ich wtedy ledwie kilka, a ja właściwie nic o nich nie wiedziałam.
– Pani dyrektor zaszczepiła we mnie ten pomysł. Trochę się przed nim broniłam, bo zwyczajnie brakowało mi wiedzy. Nie było internetu, nie było wydawnictw, z których można by się dowiedzieć, jak taki uniwersytet prowadzić. Dzisiaj wszystko można znaleźć i ściągnąć w kilka minut, ale wtedy trzeba było po prostu pojechać i zobaczyć.
– Wybrałam się do Warszawy, gdzie miałam umówiony kontakt z profesor Haliną Szwarc, która założyła pierwszy w Polsce Uniwersytet Trzeciego Wieku. Weszłam na wykład i… byłam przerażona. Zobaczyłam tłum sporo starszych ode mnie ludzi. „Boże Święty! Nie moja ścieżka i droga” – pomyślałam.
– Po dłuższej rozmowie z profesor Szwarc, która była dla mnie niedoścignionym autorytetem, mając za sobą niezwykle trudną, wojenną przeszłość [Szwarc była m.in. agentką wywiadu AK – red.], postanowiłam spróbować. I zaraz zadałam sobie pytanie: z kim będę miała kontakt, gdy taki uniwersytet powstanie? Ze słuchaczami, jeśli przyjdą, ale także z wykładowcami, z ludźmi działającymi w kulturze, ze środowiska ówczesnej Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Tego się chwyciłam. Założyłam, że możemy nawiązać porozumienia, partnerstwa, zapraszać autorytety. Stworzyć miejsce, w którym seniorzy będą mogli się spotykać i rozwijać.
Babciu, dziadku, pora do szkoły!
– Chociaż wciąż nikt u nas nie wiedział, o co w zasadzie chodzi w takim uniwersytecie, w CKU zebrałam grupę organizacyjną. Było nas ponad 20 osób. Trzy z nich zajęły się rejestracją nowego podmiotu w sądzie.
– Pozostawało wiele kwestii do rozstrzygnięcia. Jedna z nich: jak zachęcić osoby starsze, do przyjścia na zajęcia. Pomógł mi wtedy Leszek Kalinowski, dziennikarz „Gazety Lubuskiej”. Był bardzo młody, z mojej perspektywy wręcz dzieciątko, zaczął propagować ideę UTW hasłami w stylu „Babciu, dziadku, idźcie do szkoły”. Wydarzyło się coś, czego się nie spodziewaliśmy. Na pierwsze spotkanie w CKU przyszło bardzo dużo ludzi.
– Za cały program planowanych zajęć służyła mi wtedy jedna zapisana kartka. Najwyraźniej jednak była w Zielonej Górze potrzeba stworzenia takiego miejsca, skoro przetrwało do dziś.
Osobowość proboszcza Herrmanna
– Pierwsza inauguracja roku akademickiego Zielonogórskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku odbyła się we wrześniu 1992 roku w Teatrze Lubuskim. I to mogła być moja klęska. Uroczystość inauguracyjna miała przecież sens tylko wtedy, kiedy przyjdą na nią ważni ludzie. Kto mi pomoże… W naszej radzie programowej był Konrad Herrmann, legendarny proboszcz parafii pw. Najświętszego Zbawiciela. Wystarczyło, że wykonał kilka telefonów. Stawili się wszyscy decydenci, z prezydentem na czele. Nam zaś – bo przecież nie robiłam tego wszystkiego sama – udało się zaszczepić w umysłach oficjeli przekonanie, że Uniwersytet Trzeciego Wieku jest w Zielonej Górze potrzebny.
– Początkowo zajęcia odbywały się w CKU. Na większe wykłady wypożyczaliśmy dużą salę w Ekonomiku. Wtedy wykłady audytoryjne miały jeszcze swój sens, bo słuchaczy było mniej. Wszyscy przychodzili na wspólne spotkania.
Przeprowadzka do Norwida
– Po niespełna dwóch latach musieliśmy jednak się stamtąd wyprowadzić. Profesor Marian Eckert, ówczesny wojewoda, w zasadzie nadał nowe życie naszemu Uniwersytetowi, wskazując propozycję siedziby w Bibliotece Norwida. Dzięki jego zgodzie znaleźliśmy tam miejsce, najpierw na II piętrze. Co istotne, dostaliśmy do dyspozycji wszystko, co biblioteka mogła nam wtedy zaproponować. Nie płaciliśmy nawet za sprzątanie.
– ZUTW szybko się rozrastał. Trzeba było szukać kolejnych pomieszczeń. Siedziba, którą zajmujemy obecnie, służyła wcześniej za magazyn. Z dzisiejszej perspektywy powiem – ruina, kompletnie niedostosowana do naszych potrzeb.
– Dyrektor Maria Wasik powiedziała nam wtedy: „Jak sobie to wyremontujecie, to proszę bardzo”. Wydarzyła się rzecz, której teraz chyba nie dałoby się powtórzyć. Nasi słuchacze sami organizowali zrzutkę. Wykładali pieniądze i angażowali się w pracę. Bez nich bym tego nie załatwiła! Dzisiaj są już inni ludzie. Przychodzą na gotowe, często wymagają. 30 lat temu udało się nam spontanicznie zebrać środki, za które poprzestawialiśmy ściany i zaadaptowaliśmy piwnice na naszą siedzibę.
– Z czasem dostawaliśmy tu kolejne pomieszczenia, które także sami remontowaliśmy. Aż dziś mamy tu coś na pewno nie na standardy XXI wieku, ale to jest nasza centrala. Mnóstwo zajęć ZUTW odbywa się gościnnie – w salkach i aulach innych miejskich instytucji. Współpracujemy z Muzeum Ziemi Lubuskiej, Lubuskim Teatrem, Filharmonią Zielonogórską, Zielonogórskim Ośrodkiem Kultury, Wojewódzkim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji w Drzonkowie, Centrum Rekreacyjno-Sportowym. Mamy też porozumienia z Uniwersytetem Zielonogórskim i z instytucjami w mieście.
ZUTW w tkance Zielonej Góry
– Władze miasta tworzą nam przyjazny klimat. Dostajemy wiele ofert współdziałania. Rozrastamy się pod tym kątem. Nasze grupy wokalne, kabaretowe czy teatralne występują np. w zielonogórskich klubach seniora. Współpracujemy z przedszkolami, liceami. ZUTW to już jest rozpędzony wóz.
– Powoli przychodzi moment, w którym sama muszę pomyśleć, kto kiedyś zajmie moje miejsce. Nie mogę przecież do końca życia przychodzić tutaj z laską. Trzeba znaleźć osobę, która będzie chciała i potrafiła to wszystko prowadzić.
– Ogromna praca społeczna zarządu, wielu słuchaczy, moja, często nie tylko w dni powszednie, ale także w weekendy. Operacyjnie to jest niejako pełna firma – finanse, projekty, uzgodnienia, kontrole, sprawozdania. Odpowiedzialność.
– Cieszę się, że jako seniorka nie zostałam wykluczona z wiedzy i umiejętności posługiwania się nowoczesnymi narzędziami, które są dziś chyba niezbędne do prowadzenia takiej organizacji. Gdybym tego nie potrafiła, na pewno byłoby ciężko. Oczywiście, zatrudniamy kilka osób do pomocy. Fachowcy odpłatnie prowadzą dla nas niektóre zajęcia usprawniające, warsztaty plastyczne, chór, kabaret. To nie mogą być przypadkowi ludzie. Przede wszystkim jeśli chodzi o zajęcia ruchowe, gdzie potrzebna jest wiedza i doświadczenie, aby nikomu nie zrobić krzywdy.
Dlaczego zaczynamy świętować już w październiku?
– Nie żyje już wielu ludzi, którzy współtworzyli i rozwijali ZUTW. Gdzie bylibyśmy dziś bez ich wsparcia i pracy… Chcemy przez cały rok akademicki ich przypominać. Postaramy się docenić wszystkich naszych społeczników, wolontariuszy, liderów. Będziemy także prezentować grupy, które sławią nasz uniwersytet. Planujemy konferencje, spotkania, wyjazdy, projekty i różne jubileuszowe wydarzenia.
– W takim miejscu, jak nasze, nie wszyscy są tylko odbiorcami. Jedni słuchacze obsługują innych słuchaczy, prowadzą kluby, organizują atrakcje, pomagają. Czasami jesteśmy jak w rodzinie.
– Chociaż formalnie nasza historia zaczęła się w 1992 r., czyli 34 lata temu, funkcjonujemy w cyklu roku akademickiego 2026/2027. I przez cały ten rok będziemy świętować nasze 35-lecie!
spisał Andrzej Tomasik

Fot. Andrzej Tomasik / Zofia Banaszak: – W rekrutacji twardo trzymam się założenia: drzwi są otwarte dla wszystkich

Fot. Władysław Czulak / Społeczność ZUTW nie mieści się w największych zielonogórskich salach

Fot. Władysław Czulak / Na scenie uniwersytecki kabaret Monte Verde, zdobywca nagród i serc widzów

Uroczysta inauguracja
ZUTW to dziś przedsięwzięcie dla ponad 900 słuchaczek i słuchaczy. Podzieleni na grupy szlifują języki obce, zgłębiają tajniki sztucznej inteligencji, haftują, malują, robią zdjęcia, tańczą, śpiewają, rozmawiają o literaturze, filmach. Grają też w szachy, gimnastykują się, przygotowują programy kabaretowe. Organizację napędza połączenie profesjonalizmu i społecznikowskiego ducha.
We wtorek, 13 października br. (początek o godz. 11) odbędzie się XXXV Inauguracja Roku Akademickiego Zielonogórskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, pod Honorowym Patronatem Prezydenta Miasta Zielona Góra Marcina Pabierowskiego oraz Jego Magnificencji Rektora Uniwersytetu Zielonogórskiego prof. dr. hab. Wojciecha Strzyżewskiego.
W Auli UZ przy ul. Podgórnej 50 wykład inauguracyjny wygłosi dr inż. Max Brzezicki. Tytuł: „Mózg w kosmosie. Czego loty kosmiczne uczą nas o zdrowiu i starzeniu mózgu?”.
(at)

