Wszystko zaczęło się latem 1969 r. W USA trwał festiwal w Woodstock, karnawał hipisów i wolnej miłości. A w Dłusku w Zachodniopomorskiem zielonogórscy studenci wzięli udział w „Wakacjach w siodle”. Zrodził się wówczas pomysł, by w Zielonej Górze stworzyć sekcję jeździecką przy AZS Wyższej Szkoły Inżynierskiej.

Piątek wieczór. Stajenka – kawiarnia na terenie Wojewódzkiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w zielonogórskim Drzonkowie. W ciasnej, ale przytulnej sali przy dwóch długich stołach siedzi 30 osób. Chętnych, by tu przyjść, było trzy razy więcej. Dla pozostałych zwyczajnie zabrakło miejsca.

Nazwa tej wieczornicy brzmi poważnie. To Zjazd Weteranów Akademickiego Klubu Jeździeckiego w Raculce. „Weterani” przyjechali z całej Polski, niektórzy zza granicy. Wielu widzi się po raz pierwszy od 20, 30 lat. Większość ma włosy przyprószone siwizną, choć są też i młodsi.

Zebranych lata temu połączyła miłość do koni, przygody i Raculki. Zaczyna się wieczór wspomnień.

Przy stole w głębi sali siedzi elegancka, starsza pani w czarnym kapeluszu. To Halina Maszkiewicz – znana zielonogórska malarka, autorka mozaik. Razem z mężem Tadeuszem, dziekanem wydziału budownictwa Wyższej Szkoły Inżynierskiej, współtworzyła ośrodek jeździecki w Raculce. – Nie wiem, czy każdy z państwa wie, ale pani Halina od niedawna jest Honorową Obywatelką Zielonej Góry – przedstawia Marek Herejczak, jeden z organizatorów zjazdu. Pani Halina otrzymuje owacje na stojąco. Herejczak, choć studia skończył już dawno, wciąż jest bardzo aktywny w zielonogórskim środowisku akademickim. Od lat wraz z przyjaciółmi organizuje Bachanalia. Dokumentuje też różne aspekty studenckiego życia. Jednym z nich był właśnie ośrodek koński w lesie niedaleko cmentarza przy ul. Wrocławskiej.

Historię ośrodka opisał w zielonogórskim magazynie „Na Winnicy”. Z fragmentów jego artykułu i ze wspomnień uczestników spotkania korzystam w tym tekście.

Dwa powozy i brek

Wszystko zaczęło się 56 lat temu. Lato 1969 r. W USA trwał festiwal w Woodstock, karnawał hipisów i czas wolnej miłości. A w Dłusku w Zachodniopomorskiem zielonogórscy studenci wzięli udział w „Wakacjach w siodle”. – Zrodził się wówczas pomysł, by w Zielonej Górze stworzyć sekcję jeździecką przy AZS Wyższej Szkoły Inżynierskiej. Miała popularyzować sport jeździecki, jazdę konną i organizować rajdy bryczkowe dla studentów – opowiada Herejczak.

Podwaliny pod uczelniany klub jeździecki kładła grupa studentów zapaleńców i ich przyjaciół. Wysyłali prośby o wsparcie, gdzie tylko się dało. Kto mógł, ten pomógł. Siodło dostali z Państwowego Stada Ogierów w Książu. Pracowali przez wakacje w państwowych gospodarstwach rolnych w Dłusku i Żukowicach pod Głogowem. Za zarobek kupili trzy konie sportowe. Wśród nich byli Dandys i Zoja. Początkowo trzymali je przy leśniczówce w Starym Kisielinie.  Inną miejscówką była stajnia PGR-u w Nowym Kisielinie.

W 1971 r. powstała sekcja powozowa. Studenci kupili od prywatnych właścicieli dwa powozy i brek, czyli duży, odkryty pojazd wielokonny, popularny na przełomie XIX i XX wieku.

Zainteresowanie sekcją jeździecką było tak duże, że szybko pojawiła się potrzeba stworzenia własnej bazy i siedziby. Tu w grę wchodziły dużo większe pieniądze. – Początkowo nie było łatwo. Na przeszkodzie stanęły względy ideologiczne. Pojawiały się głosy, że to sport dla burżuazji, zwykłe jaśniepaństwo – wspomina jeden z ówczesnych studentów. Zielone światło dał profesor Zygmunt Szafran, rektor WSI. – Każdy student ma umieć pływać, grać w tenisa i jeździć konno – powiedział.

Przygotowania do budowy ośrodka w Raculce rozpoczęto w 1973 r. Wszystko stawiano od podstaw, dwa i pół kilometra od uczelni. Wtedy był to teren poza granicami Zielonej Góry. Uczelnia wykupiła dwa hektary gruntu od Państwowego Funduszu Ziemi. Studenci imali się przeróżnych zajęć, byle tylko zdobyć pieniądze na budowę. Organizowali „bale końskie”, pracowali przy żniwach, myli dworce kolejowe i autobusowe. Jeździli do odlewni żeliwa w Przemkowie i usuwali płyty przemysłowe.

Mozaika „Stacjonata”

Autorem projektu „Raculki” był wspomniany dziekan Tadeusz Maszkiewicz. Za wystrój wnętrza i wyposażenia odpowiadała jego żona Halina. Była autorką mozaiki „Stacjonata”, która zdobiła salę klubowego ośrodka.

„Raculka” powstawała cztery lata. W tym czasie przez budowany ośrodek przewinęło się aż 600 studentów. Pracowali w ochotniczych hufcach pracy, ale też w ramach praktyk studenckich, np. geodezyjnych.

Uroczyste otwarcie miało miejsce w 1976 r., w ramach obchodów 10-lecia WSI. Matką chrzestną Akademickiego Klubu Jeździeckiego „Końska Polana” została Halina Maszkiewicz.

Powstała stajnia dla 12 koni. Na poddaszu był magazyn paszy. Na zapleczu – pokoje sypialne i mieszkanie dla masztalerza, czyli stajennego. Obok był też klub z kominkiem. Nazwano go Unkas.

Rozmowy do czwartej nad ranem

„Weterani” oglądają na ekranie Stajenki w WOSiR-ze prezentację z archiwalnymi zdjęciami. Przypominają im się kolejne historie, po policzku popłynie niejedna łza. Najwytrwalsi wychodzą z kawiarni o czwartej nad ranem…

O dalszych losach Akademickiego Klubu Jeździeckiego przeczytacie w kolejnym numerze „Czasu Zielonej Góry”.

Szymon Płóciennik

1980 r. Członkowie AKJ na Akademickich Mistrzostwach Polski w Zbrosławicach.

Fot. Zbiory Michała Lewandowskiego/1980 r. Członkowie AKJ na Akademickich Mistrzostwach Polski w Zbrosławicach.

2025 r. Spotkanie po latach w Stajence w Drzonkowie.

Fot. Szymon Płóciennik/2025 r. Spotkanie po latach w Stajence w Drzonkowie.