Gdy na świecie nie było jeszcze Facebooka, Internetu, ani nawet telefonów komórkowych, a ludzie częściej patrzyli sobie w oczy niż na ekrany smartfonów, Teresa z Kielc i Marian z Nowej Soli poznali się w Starym Kisielinie. Ona, uczennica, przyjechała na wakacyjny obóz OHP, by sadzić u nas drzewa. On, jako początkujący leśnik, opiekował się grupą.

Czy zakochali się od pierwszego wejrzenia? Dość, że wpadli sobie w oko i zaczęli randkować. Gdy jednak turnus się kończył, Teresa nie dawała związkowi przyszłości. – Przecież na pewno nie przyjedziesz do Kielc – rzuciła Marianowi, odjeżdżając w swoje rodzinne strony.

I co?

– I półtora miesiąca później byłem już w Kielcach – opowiada pan Marian. – Przepadłem na jej punkcie. Pomyślałem tylko, co się będzie dziewczyna marnować w Kielcach. Poczekałem, aż skończy szkołę i ściągnąłem ze wschodu na zachód.

Po ślubie zamieszkali w Zielonej Górze. On stale pracował w Lasach Państwowych, ona w biurze jako ekonomistka. Z czasem rodzinę uzupełniła trójka dzieci. Po tym wnuki, które dziś już są dorosłe.

Czy szmaragdowy jubileusz świętują z przekonaniem, że dokonali czegoś wyjątkowego? – Nawet nie wiem, kiedy te 55 lat pod jednym dachem nam minęło. To było jak mgnienie oka – odpowiada jubilat.

– Rzeczywiście, bardzo szybko – potwierdza jego żona. Wspólna droga, jak to w życiu bywa, nie składała się pewnie z samych miłych chwil? – Jasne, różne przeboje i ostre zakręty nam się zdarzały – przyznają.

Jak udało się je wyrobić? Normalnie, jak na żużlowe miasto Zielona Góra przystało… – Lekko po bandzie, i do przodu! – śmieje się pan Marian.

W sobotni wieczór w planetarium Wenus na zaproszenie prezydenta Zielonej Góry byli jedną kilkudziesięciu par świętujących diamentowe, szmaragdowe i złote gody.

Wszystkich jubilatów Marcin Pabierowski uściskał, odznaczył, nagrodził. Były kwiaty, pogaduszki, pamiątkowa sesja fotograficzna, lampka szampana i specjalny koncert. – Ogromne przeżycie móc być tutaj z Państwem, uścisnąć dłoń, wymienić kilka słów. Nawet o miejscach parkingowych wymieniliśmy na scenie uwagi – śmiał się prezydent – Dla mnie to wzruszające, ponieważ Państwo tworzyliście to miasto, jego gospodarkę, społeczność. Dzięki Wam Zielona Góra mogła się rozwijać. Dziś serdecznie dziękuję, że tu jesteście, że dzielicie się swoją pozytywną energią, uśmiechem. Wasze życie może stanowić wzór. Zgodnie ze słowami ślubowania przez tyle lat byliście ze sobą na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie. Egzamin życiowy zdaliście przepięknie – winszował Marcin Pabierowski. – Wszystkiego dobrego! I do zobaczenia na kolejnych jubileuszach – zakończył prezydent.

Podzielcie się z nami swoją historią!

Czy chcielibyście — Wy albo Wasi najbliżsi — opowiedzieć nam o swoim jubileuszu i podzielić się sprawdzonym przepisem na długowieczny związek? Napiszcie na czaszg@um.zielona-gora.pl, na pewno się skontaktujemy!

Andrzej Tomasik

Jubileusze małżeńskie.

Fot. Andrzej Tomasik/ Już szron na głowie… Ale spojrzenia wciąż ogniste. Zielonogórskie szmaragdy: Teresa i Marian