– Jeszcze kilka lat temu grabiliśmy liście niemal wszędzie, bo panowało przekonanie, że park musi być „czysty”. Dziś wiemy, że przyroda nie potrzebuje aż takiej ingerencji – mówi Monika Drozdek, miejska ogrodnik.
Artur Łukasiewicz: – Jesień, czyli stare dylematy i pytania mieszkańców: dlaczego w miejskich parkach zostawia się liście. Oszczędzają, zaniedbują, czy to świadoma decyzja?
Monika Drozdek, miejska ogrodnik: – To zdecydowanie przemyślana decyzja. Jeszcze kilka lat temu grabiliśmy liście niemal wszędzie, bo panowało przekonanie, że park musi być „czysty”. Dziś wiemy, że przyroda nie potrzebuje aż takiej ingerencji. Liście to naturalna część ekosystemu. – W jaki sposób liście pomagają przyrodzie? – Przede wszystkim chronią glebę przed wysychaniem i mrozem. Działają jak koc, który zatrzymuje wilgoć i ciepło. Pod warstwą liści zimują owady, dżdżownice, a nawet małe ssaki, takie jak jeże. To dla nich bezpieczne schronienie. Grabienie liści przez lata doprowadziło do wyjałowienia gleby i zubożenia jej w mikroorganizmy.
– Czyli to kwestia ochrony bioróżnorodności?
– Dokładnie tak. Zostawiając liście, wspieramy cały łańcuch życia, od mikroorganizmów po ptaki. Rozkładające się liście zasilają glebę w próchnicę, co zmniejsza potrzebę stosowania nawozów. To samowystarczalny, naturalny system.
– Gdzie jednak grabić? Przecież liście gniją i mogą niszczyć trawniki. Poza tym na ścieżkach są zwyczajnie niebezpieczne, po deszczu robi się z nich breja, jest ślisko, rowerzyści się wywracają. Naprawdę trzeba grabić, ile się da?
– Jasne, te obawy są zrozumiałe. Dlatego grabimy tam, gdzie to konieczne: na alejkach w parkach, na placach zabaw, na chodnikach, ścieżkach rowerowych i na użytkowych trawnikach. W takich miejscach bezpieczeństwo ludzi jest najważniejsze. Ale w zaroślach, pod drzewami czy w zakątkach parku lepiej zostawić liście naturze. To dobry kompromis między estetyką a ekologią.
– A co z przydomowymi ogrodami?
Wypada grabić, prawda? W końcu trawniki same się nie utrzymają. – Ogrody przydomowe to już decyzja ich właścicieli. Są tacy, którzy grabią i koszą bez przerwy, żeby mieć trawnik jak na polu golfowym. Tylko że żyją wtedy w ogrodzie jałowym przyrodniczo i często przesyconym chemią. Są też tacy, którzy grabią tylko tam, gdzie naprawdę trzeba, a pod krzewami pozostawiają warstwę liści, tworząc schronienie choćby dla jeży. I to działa. To bardzo ważne dla miasta tematy o bioróżnorodności. Długo można o niej rozmawiać. Wracając do grabienia liści, mniej ingerencji to więcej zdrowia dla ogrodu. Park czy ogród, trawnik idealnie „od linijki” to wyłącznie kwestia ludzkiej estetyki. Przyroda rządzi się swoimi prawami i kiedy pozwalamy jej działać, rośliny i zwierzęta mają lepsze warunki, a my sami korzystamy na zdrowszej, bardziej naturalnej przestrzeni.
Pisz do ogrodnika
Chcesz o coś zapytać Monikę Drozdek, ogrodnika miejskiego? Pisz na adres: ogrodnik.miejski@zgk.net.pl

Fot. Władysław Czulak/Grabimy tam, gdzie to konieczne, np. na alejkach w parkach. W zakątkach lepiej zostawić liście naturze.











