– Po meczu w Grudziądzu nie mogłem na siebie patrzeć – mówi Jarosław Hampel. O zakończeniu kariery poinformował podczas meczu w Lublinie, ale z zielonogórskimi kibicami pożegnał się na winobraniowym korowodzie.
– Momentem przełomowym był mecz w Grudziądzu, przegraliśmy wysoko, a ja pojechałem bardzo słabo i zdobyłem jeden punkt. Włączyłem później ten mecz w telewizji i po obejrzeniu dwóch swoich biegów wyłączyłem, bo nie mogłem na siebie patrzeć, tak słabo jechałem – wyznał Jarosław Hampel. Ściganie zakończył po 27 sezonach, w większości w chwale zwycięzcy, który był synonimem niewiarygodnej skuteczności.
Tak było, gdy po raz pierwszy przychodził do Zielonej Góry przed sezonem 2013. Premierowy rok jazdy w Falubazie kończył drugim w swojej karierze indywidualnym wicemistrzostwem świata, najlepszą średnią w ekstralidze (2,514) i mistrzostwem kraju z zielonogórską drużyną. Później aż tak dobrze nie było. Bywały też momenty gorsze i chwile cierpienia, zwłaszcza w 2015 r, kiedy po dobrym starcie sezonu Hampel doznał najpoważniejszej kontuzji w karierze – podczas półfinału Drużynowego Pucharu Świata w Gnieźnie złamał prawą kość udową. Powrót do zdrowia i ścigania zajął długie miesiące.
– Mieliśmy sukcesy i to całkiem fajne. Jeśli chodzi o obecny sezon, wszyscy liczyliśmy na więcej, ale poprzednie sezony w Zielonej Górze były bardzo dobre. Mogę być z siebie zadowolony i to mimo poważnych kontuzji – wspomina po latach. W Falubazie jeździł w latach 2013-2017 oraz w ostatnich dwóch sezonach.
Więcej sezonów nie będzie ani w Zielonej Górze, ani w innych klubach, także z niższych lig, mimo propozycji. Hampel przyznaje, że poczuł się wyeksploatowany. Dla niektórych jednak decyzja „Małego” nie była takim szokiem, ale sposób w jaki to zrobił – podczas półfinałowego meczu w Lublinie z grudziądzanami, czyli na terenie przedostatniego pracodawcy.
– Nie chciałem tego robić sztampowo, zwoływać konferencji. Chciałem to zrobić w naturalnym środowisku, czyli podczas fajnego, ważnego meczu, gdzie są pełne trybuny. W Zielonej Górze, bez fazy play-off, sezon zakończyliśmy niezbyt optymistycznie. Innej okazji tutaj już by nie było – tłumaczy 43-latek. Po zdjęciu kevlaru żałuje tylko jednego – że nie zdołał sięgnąć po mistrzostwo świata. W szczycie formy dwukrotnie był blisko, ale wdrapał się na drugi stopień podium (2010, 2013). Przyszłość może, ale nie musi dotyczyć żużla. – Na razie chcę odpocząć od zgiełku i spojrzeć na wszystko z innej perspektywy – przyznaje.
Marcin Krzywicki

Fot. Marcin Krzywicki/Jarosław Hampel pożegnał się z kibicami w Zielonej Górze podczas sobotniego korowodu. Niesztampowo, w towarzystwie Andrzeja Huszczy, legendy Falubazu.











